Suplementacja – słowo klucz, które otwiera wrota naszej wyobraźni na prostą drogę ku realizacji wyznaczonego celu. Jedna mała kapsułka, a tak wiele może!
Chcesz rzucić palenie? Nie walcz z uzależnieniem. Weź tabletkę!
Chcesz pozbyć się zgagi? Nie zmieniaj diety. Weź tabletkę!
Chcesz pozbyć się namiaru wody z organizmu? Nie pij ziół. Weź tabletkę!
Chcesz schudnąć? Nie musisz ćwiczyć. Weź tabletkę!

Chcesz, żeby Twoje dziecko nie jadło nadmiaru słodyczy?
Nie ucz go zdrowych nawyków żywieniowych. Daj mu tabletkę!

20150709_212204

Polskie dzieci tyją na potęgę

Według danych Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ) w Polsce średnio 22,3% dzieci w wieku szkolnym (dot. szkoły podstawowej i gimnazjum) ma nadwagę lub otyłość. Największą skalą problemu może „poszczycić się” woj. mazowieckie (32%). Na ostatnim miejsce wg raportu znalazło się woj. śląskie z 16,5% dzieci z zbyt dużą masą ciała. Specjaliści apelują – chrońcie swoje dzieci przed nadmierną masą ciała, bo może się okazać, że obecnie pokolenie dzieci szkolnych będzie żyło krócej niż wy!

Tylko jak to zrobić? Nagle z dnia na dzień odebrać dziecku jego ulubione słodycze i zastąpić je warzywami? A może wszystkie słodzone napoje zastąpić wodą? Zero fast foodów? Kto będzie się z gówniarzem szarpał, gdy zrobi nam scenę w supermarkecie o zakup kolejnego batona?

Drodzy Rodzice! Nie martwcie się! Firmy farmaceutyczne już zareagowały na wasze potrzeby i lęki! Specjalnie dla Was, dla ukojenia Waszych już i tak skołatanych nerwów, mamy już dostępne na rynku…

Suplement diety dla dzieci zmniejszający apetyt na słodycze! Hurra!

Tabletki do ssania rozpuszczają się w buzi, więc nie trzeba zmuszać dzieci do ich łykania! Hurra!
Tabletki mają smak owocowy, więc dzieci nie będą ich wypluwały! Hurra!
Tabletki można podawać dzieciom już powyżej 3 roku życia! Hurra!
Nie zawierają cukru! Hurra! Hurra! Hurra!

A tak na poważnie… WTF?!

Gdy usłyszałam w radiu reklamę tegoż specyfiku szczęka mi opadła na podłogę. Ludzie, co się z nami dzieje!? Przecież tyle się teraz mówi o wpływie jedzenia na stan zdrowia! Czemu tak wiele osób nie robi z tego użytku? Ja rozumiem, że w dzisiejszych czasach trudno żyć w stu procentach bio i eko (w większości dotyczy do względów ekonomicznych i zanieczyszczonego środowiska), ale czy to znaczy, że mamy prawo wrzucać w nasze dzieci same śmieci? Jak to możliwe, że już trzylatkowie mogą być uzależnieni od cukru? Wydaje mi się, że właśnie taki problem był motorem napędowym do wymyślenia tegoż specyfiku. Dlaczego my, jako społeczeństwo, robimy taką krzywdę swoim pociechom?

Nie jestem idealna, ale się staram.

Na chwilę obecną sama mam dużą nadwagę. Kto wie, może już (znowu) jestem otyła. Zastanawiam się na ile to jest „zasługa” przyjmowanych leków, a na ile leki są wymówką na obżarstwo. Widzę to wszystko i staram się z tym walczyć. Staram się, by nasze dzieci jadły jak najzdrowiej i utrzymywały się z wagą w granicach normy według siatek centylowych. Nasze dzieci jedzą słodycze i piją słodkie napoje, bo ich tego nauczyliśmy. Jednak nauczyliśmy ich też picia wody, jedzenia warzyw – surowych jak i gotowanych, oraz jedzenia owoców. Jedzą po pięć posiłków dziennie. Myślę, że gdybyśmy się uparli, to dzieci jadłyby tylko zdrowe przysmaki. Wyznajmy jednak zasadę złotego środka. Równowagi. Pokazujemy dzieciom „zakazane” przez dietetyków produkty, które jednak dodają życiu trochę słodyczy. Nie chcę doprowadzić do sytuacji, że gdy postawi się nasze dzieci przed słodyczami, których nigdy wcześniej nie próbowały, to rzucą się na nie jak dzikusy.

Ale żeby doprowadzić je swoją ignorancją do stanu chorobowego? Nigdy.

Autor Gulbaska
  • Oj tak, taka prawda… Na wszystko tabletki… My z Niemężem śmiejemy się najbardziej z „zespołu niespokojnych nóg” 😉 czego to ludzie nie wymyślą…

    • „Zespół niespokojnych nóg” rządzi! My cały czas powtarzamy, że Niebieskooki ma zespół niespokojnych nóżek, rączek, główki i wszystkiego 😉

    • Też śmiechłam, jak zobaczyłam reklamę. Tylko że:
      – RLS jest genetyczne
      – ja ,,krążę” po pokoju, szkolnym korytarzu, poczekalni u dentysty…
      – mój ojciec i dziadek też chodzili
      – zapewniam cię, odczucia i objawy opisywane w reklamie istnieją
      – kilka razy postanawiałam nie krążyć i nigdy nie wyszło
      Więc tak przez chwilę miałam potem mindfuck. Ale po co mi to leczyć, nie umrę przecież, a na nowe tabletki nie mam ochoty.

  • Tabletki?! Czego to nie wymyśla, żeby rodzice mogli iść na łatwiznę…dla mnie to chore. Nie faszeruje dziecka cukierkami, zelkami, czekolada. Jakieś ciastko od swieta? Proszę bardzo, ale na codzień jemy owoce i warzywa oraz normalne posiłki a nie obiad w MC Syfie

  • Ta reklama jest straszna…w życiu bym nie wpadła na to żeby coś takiego dziecku podać

    • Ja też. I to wcale nie z tego powodu, że Pierworodny chodzi po suficie jak mu mam dać jakiekolwiek leki.

  • Tabletki zmniejszające łaknienie na słodycze? Nie wierzę… Przynajmniej mój syn należy do tych, co jedzenie traktują jako konieczność. Jak trzeba, to trudno.

    • Dorośli mogą a dzieci nie? Im bardziej na to patrzę tym mam wrażenie, że świat nie ma skrupułów w stosunku do faszerowania chemią dzieci…

  • Podanie tabletki to najłatwiejsze i najgorsze rozwiązanie zarazem. Stosujemy je bo jestesmy leniwi o nie chce nam się podjąć wysiłku aby coś zmienić. Łatwiej wziąć tabletke i marudzic że nie działa

    • Dokładnie! Tabletki nigdy nie działają! Poza przeciwbólowymi.

  • Owszem daje córce słodycze, ALE ograniczone ilości i młoda nie ma nigdy nic przeciwko jak zamiast ciastka zaproponuje jej jabłuszko, czy brzoskwinkę 🙂

    • Brązowooki jest chyba uzależniony od smaku słodkiego, więc owoce też wchłania w tempie ekspresowym 😉

  • Zdrowy rozsadek to klucz do normalnosci. Wszystko jest dla ludzi, tylko z umiarem. Mysle, ze warto wychowywac dzieci wlasnie w tej normalnosci. Wszelkie przesady w jedna, czy druga strone, moga przyniesc szkode.

  • Tak jak piszesz, wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Moje dziecko to jakiś „ewenement”. Nie lubi słodyczy, woli pomidory i marchewkę. Zamiast zjeść lody woli się pobawić. Nigdy nie miałam problemu z jego jedzeniem. Nie wpajałam mu zdrowej diety. On sobie ją sam określił wyrzucając to, co mu nie pasowało. I tym sposobem je wszystkie warzywa z apetytem. A gdy prosi o ciastko, czekoladkę czy batonika to zbieram szczękę z podłogi i lecę szukać słodkiego, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znów mu się zechce. Suplementom dla dzieci mówię stanowcze „NIE”

    • No to masz fajnie 😉 U nas żaden z chłopaków nie wzgardzi słodkim, a Brązowooki to by tylko słodyczami się zajadał… Na szczęście wszystkie „wybiega” i nie idzie mu to w boczki.