Gdy byłam dzieckiem w wieku szkolnym rodzice zawsze powtarzali mi, że moim jedynym obowiązkiem jest nauka. Dlatego uczyłam się. Można nawet powiedzieć, że zakuwałam. Wszystkie poziomy edukacji, z liceum włącznie, ukończyłam z wyróżnieniem. Z wzorowym świadectwem i dobrze zdaną maturą poszłam na prawo. Wychowano mnie w przekonaniu, że ukończenie renomowanej szkoły średniej i pójście na studia poważanego kierunku da mi w przyszłości możliwość podjęcia stabilnej pracy z zadowalającą pensja.

DSC_0789

Niestety takie myślenie może miało sens 15 lat temu.

W dzisiejszych czasach nikogo już nie interesuje czy miałaś/eś same czerwone paski na świadectwach szkolnych. W dobie prywatnych uczelni wyższych każdy niemota, z odpowiednio zasobnym portfelem, może otrzymać tytuł magistra. Obecnie ważne jest by być dobrym praktykiem, specjalistą w swojej dziedzinie. Licea ogólnokształcące odchodzą do lamusa, bo wyrzucają z siebie „bezrobotnych humanistów”. Z drugiej strony coraz lepiej są postrzegani absolwenci zawodówek. To już nie jest „tępa masa, która była zbyt mało inteligentna by dostać się do liceum”. Teraz szkoły zawodowe mają coraz częściej podpisane partnerstwo z różnymi placówkami, na mocy którego absolwenci tych szkół mają zagwarantowane zatrudnienie! Na poziomie szkolnictwa średniego mamy jeszcze technika – moim zdaniem najlepsze edukacyjne rozwiązanie. Przyuczenie do zawodu, które daje możliwość zatrudnienia, wraz z możliwością podejścia do matury, gdy ktoś jest bardziej ambitny i chce dalej poszerzać swoją wiedzę. Szacunek!

Moja przeprawa z systemem edukacji wyglądała następująco

W latach ’90 nie było kierunkowych szkół podstawowych (teraz już takie są), więc uczyłam się wszystkiego i zdobywałam tzw. wiedzę ogólną. Nie uczęszczałam na żadne prowadzone przez szkołę zajęcia dodatkowe (poza siatkówką w 6 klasie). Rodzice opłacali mi dodatkowo prywatny angielski.

Jako gimnazjalistka też zdobywałam wykształcenie ogólne. Byłam zaledwie drugim rocznikiem, który korzystał z tego „dobrodziejstwa” edukacji. Jedynymi zajęciami dodatkowymi, na które w tym okresie uczęszczałam systematycznie było kółko teatralne (może stąd moje parcie na szkło i występ w „Ukrytej prawdzie” ;-)).

Po gimnazjum nastał czas na wybranie szkoły wyższej. Zdecydowałam się na liceum ogólnokształcące o profilu prawno-dziennikarskim. I już tutaj nastąpił zgrzyt. W trakcie trwania liceum zmieniło się pole moich zainteresowań. Już nie chciałam zostać prawnikiem (od 4 klasy powtarzałam rodzicom, że chcę być prawnikiem). W ostatniej klasie liceum zmieniałam zdanie co do kierunku studiów ze sto razy, by pod koniec stwierdzić, że już nic nie wiem. Miałam dość nauki i najchętniej zrobiłabym sobie rok przerwy od niej. Wtedy interweniowali rodzice ze swoimi radami – idź na prawo, prawnikom dobrze płacą, a jak zrobisz sobie rok przerwy w nauce, to nie zaczniesz studiów.

Tak więc poszłam. Na prawo. Zaocznie. Już pierwsza sesja wbiła mnie w ziemię. Jednak rodzice mnie wspierali i ciągle powtarzali bym podeszła do poprawek, a jak nie zdam to rzucę studia. Los chciał, że lawirowałam z sesji na sesje i trwałam. Zaliczyłam wszystkie przedmioty programowe, jednak… nie obroniłam się. W dużej mierze to „zasługa” czynnika ludzkiego w postaci nieprzychylnego promotora, w mniejszej – pojawienie się Pierworodnego. Nie żałuję, że tak się to wszystko potoczyło. Szkoda mi tylko pieniędzy, które rodzice włożyli w tą uczelnie.

Gdybym wtedy wiedziała to co dzisiaj postąpiłabym całkowicie inaczej

Po skończeniu wymaganej podstawy programowej (szkoła podstawowa i gimnazjum) poszłabym do technikum, żeby mieć tytuł zawodowy. Wybór technikum nie byłby przypadkowy, bo byłby to tzw. gastronom. Technikum Technologi Żywienia. Gdybym kończyła tego typu szkołę, to podeszłabym do matury z biologii i chemio, a nie z wiedzy o społeczeństwie.

Po takim przygotowaniu wybór kierunku studiów byłby oczywisty – dietetyka. Moja wymarzona, w której chcę się realizować w przyszłości.

Jednak czasu nie można cofnąć

I chwała mu za to! Gdybym inaczej wtedy wybrała, to bym pewnie nie była tu gdzie jestem! A swoje obecne życie bardzo sobie chwalę 🙂 Nie wolno zapominać, że póki żyjemy wszystko można naprawić. Ja postanowiłam wytyczyć sobie nowy naukowy szlak – ale o tym dopiero w najbliższej przyszłości 🙂

A Wy wybralibyście inną szkołę?

Wpis bierze udział w Wakacyjnym Wyzwaniu Blogowym

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
Czy Twoje dzieckoma już zaplanowanezajęcia dodatkowe_
Zajęcia dodatkowe d
blog_libster_award
Pytasz? Odpowiem. Ni
  • Jak na razie jestem w liceum… i nie zmieniłabym tego. Im więcej się uczę i chodzę na zajęcia na umed, tym bardziej chcę na medycynę.

    • No to rewelacja! Tak trzymaj 🙂 A w jakim kierunku chcesz iść?

      • Medycyna, specjalizacja genetyka. A we wtorek mam zajęcia z analizy moczu i się jaram <3

        • O wow, będę trzymać kciuki 😀 Z podstawowej analizy moczu (a raczej interpretacji wyników) mogłabym swego czasu być mistrzem (byłam zdrowa, ale wyniki miałam chore). Biorąc pod uwagę moją przeszłość medyczną, to ja bym obstawiała na urologię albo ginekologię 😉

  • Też wybrałabym pewnie inne studia, ale nie poznałabym wtedy męża 🙂 System wychowania na zasadzie „to wypada, to nie wypada” i nauka ponad wszystko nie jest jednak najlepszym systemem. Gdybym miała wolną rękę i nikt by mnie nie oceniał, pewnie poszłabym zupełnie inną drogą.

  • A ja bym nie zmieniła kierunku. Nie raz narzekałam na to, że nie mam pracy (humanistka jestem oczywiście) i dużo nerwów przez to zjadłam. Ale studia dużo mi dały a kierunek, który tak naprawdę mnie interesuje będę robić już od października 🙂

    • No to rewelacja 🙂 ja w tym roku chcę się przekonać czy jestem w stanie się uczyć przy takiej ilości rodzinnych obowiązków. Jeśli się uda to najprawdopodobniej zacznę studia dietetyczne 🙂

  • To ja chętnie oddam Ci mój dyplom z dietetyki, bo mimo iż uwielbiam tą dziedzine i nadal mnie interesuje, to jednak swojej przyszłości z nią nie wiążę.
    Ja za to częściej myślę, co jeśli w ogóle nie poszłabym na studia, ale rozwijałabym sie za pomocą kursów, praktyk i ćwiczeń w moim hobby? Może teraz byłoby zawodem, a nie tylko pasją?

    • Ja póki co odbyłam kurs z dietetyki i nawet podeszłam do egzaminu z tego tematu 🙂 To dodało mi skrzydeł, ale na razie nawet jeszcze nie mam siły, żeby te wszystkie wytyczne wprowadzić do swojego życia, więc muszę jeszcze poczekać. Poza tym fajnie móc „pochwalić się” wykształceniem wyższym. Nie chcę pozostać na średnim.

  • Też bym poszła do innej szkoły i wybrała inną ścieżkę. Ale czasu nie cofnę 🙂

    P.S. Jeśli mowa o humanistach, przypomniał mi się żarcik.
    Jaka jest różnica między humanistą a balkonem? Taka, że balkon utrzyma rodzinę a humanista nie.

  • Wybrałabym inną szkołę- poszłam na pedagogikę. Uwielbiam dzieci, uwielbiam ten zawód ( trochę pracowałam w szkole specjalnej). Niestety realia są okropne i jak się nie ma znajomości to nici z pracy zarobkowej. Poszłabym na dziennikarstwo:) choć nie wiem czy po tej szkole byłoby łatwiej

    • Moim zdaniem pióro się ma albo nie. Myślę, że i bez szkoły dziennikarskiej można się załapać na stanowisku redakcyjnym 🙂 Wszystko przed nami!

      • Ale wiesz jak to w dzisiejszych czasach jest- albo masz szerokie plecy albo…ogromne szczęście 🙂

  • dzięki, że do mnie zajrzałaś… o tęczową bransoletkę ciągle się staram, ale jeszcze nie doszłam do perfekcji… jakie kolory by Cię interesowały?
    może w końcu się uda…

  • hahaha, też ciągle powtarzam, że moglam iść na malarza-tapeciarza w metalówie, a nie do najlepszego LO na profil dziennikarski. I po cholere mi studia, jak pracy nie ma… eh, wszystko jest teraz pokręcone.
    na swojego syna planuje nie naciskac w tej kwestii, moze uda mi sie wytrwac w tym postanowieniu te 18 lat 🙂
    pozdrawiam,
    http://www.poligon-domowy.blogspot.com

    • U nas na topie był masarz albo technolog drewna 😛
      Ja też bym nie chciała wywierać nacisku na swoich synów. Mam nadzieję, że mi się uda 🙂

  • Ja całe szczęście wybrałam technikum ekonomiczne i jestem z tego bardzo zadowolona. Zawód przydatny, przy okazji na pewno ta wiedza przyda mi się w życiu prywatnym. Co prawda nie wybieram się na studia związane z tym kierunkiem, ale myślę, że mój wybór jest trafiony. U mnie w domu również często się powtarza, że najważniejsze jest wykształcenie i w zasadzie się z tym zgadzam, bo wiem, że to ja chcę coś osiągnąć, a motywacja płynąca od rodziny jest dla mnie wsparciem.
    Zgadzam się z tym, że liceum idzie do lamusa. Naprawdę szkoda by było mi czasu na naukę tylko podstawowych „formułek”, które nigdy mi się nie przydadzą. Jestem dumna ze swojego wyboru. Co do Twojego życia – na studia nigdy nie jest za późno. Wciąż możesz zostać dietetykiem. Jestem pewna, że sobie poradzisz 🙂

    • Dzięki za wsparcie 🙂
      Jak widzisz jesteś jedyną osobą, która jest zadowolona ze swoich wcześniejszych wyborów. Gratuluję! 🙂

  • Owszem ! Ja zdecydowałam się na technikum tzw profilowane i jestem technologiem chemicznym. Nie kontynuowałam tego, gdyz nie jestem umysłem ścisłym. Poszłam na Akademię Rolniczą, skończyłam Agronomię z praca obroniona z łąkarstwa – zawód jakże nieprzydatny w dzisiejszych czasach! Po studiach zaraz praca….jako ubezpieczyciel, a właściwie aststentka! Nie wiem jaką szkołę bym wybrała zamiast nich, ale na pewno nie te które ukończyłam 🙂

  • Freyja

    Miałaś przynajmniej szansę spróbować tego o czym zawsze marzyłaś. Jednak, że nie było to później twoja pasją-trudno. Czasem tak bywa. Ważne, że teraz jesteś szczęśliwa:) Ja nie miałam takiej szansy i nigdy nie wybaczę rodzicom, że spalili mi wszystkie możliwe mosty. Przez co moje życie wygląda obecnie…jak wygląda. Nie wiem czy kiedykolwiek stanę mocno na obie nogi-ale czasem bywa i tak…

    • Będę trzymać kciuki, by Ci się udało 🙂

      • Freyja

        Dzięki 🙂

  • Zdecydowanie wybrałabym inaczej. Decyzja o szkole średniej podjęta była na gruzach niespełnionych marzeń. W dzieciństwie marzyła mi się weterynaria i liceum o kierunku biologiczno-chemicznym, jednak z powodu problemów zdrowotnych rodzice i nauczyciele wymusili na mnie pójście w kierunku matematyczno-informatycznym. Potem studia informatyczne na poziomie licencjata, bunt i rozpoczęcie kolejnych studiów – pedagogika.
    Efekt? Brak zaangażowania, płynięcie z prądem (po co się wysilać, skoro i tak zdam?), tytuł magistra i brak pracy. Zmarnowany czas.
    Co bym zmieniła? Najchętniej zaczęłabym ponownie od etapu wyboru szkoły średniej i poszła do Technikum Odzieżowego. Albo zamiast iść zgodnie ze wskazówką „jesteś niepełnosprawna, czyli musisz iść na informatykę” poszłabym na matematykę (jedna z moich małych miłości).
    Najbardziej w tym wszystkim żal mi czasu. Nie potraktowałam swoich pasji poważnie, nie rozwijałam się kiedy była na to pora. Wydawało mi się, że „z tego i tak nie wyżyję”. Dziś próbuję nadgonić stracony czas, a obowiązków przybywa…

    • Gdy człowiek jest na etapie wyboru liceum jest uważany ciągle za dzieciaka, który sam „nie wie czego chce” i tym sposobem rodzice „pomagają” mu w wyborze. Zdaję sobie sprawę, że robią to dla naszego dobra, ale jak widać po dużej części tych komentarzy w efekcie wychodzi z tego klapa…

      Kibicuję bardzo w nadrabianiu straconego czasu 🙂

  • Zaczynaliśmy edukację kiedy najważniejsza była nauka i to powtarzali nam rodzice: ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz. Jednak w między czasie trochę się na rynku pracy pozmieniało, a my teraz mamy problem się odnaleźć. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, na zmiany zawsze jest pora. Ja aktualnie też stoję przed ważną decyzją zawodową i trochę się boję uchylić te drzwi;) ale kto wie, może ktoś da mi kopa i przez nie przebiegnę 😉

  • W liceum byłam w klasie humanistyczno-prawnej. Na trzydzieści parę osób, tylko 6 chciało iść na prawo a w konsekwencji nie poszedł nikt. Poszłam na filologię germańską bo tak sobie umyśliłam gdzieś w między czasie. Chciałam zrobić sobie rok przerwy przed studiami i wyjechać do Niemiec, pod szlifować język. Rodzice się nie zgodzili. W efekcie studia zakończyłam po pierwszym semestrze. Nie dałam rady. Krótko po tym urodził się Młody i na uczelnię wyższą już nie wróciłam.
    Jedyne czego żałuję, to kierunek, który wybrałam. Szkoda czasu, zaangażowania, stresu i pieniędzy, które w niego zostały władowane. Teraz wiem, że poszłabym na zupełnie inny, na innej uczelni, w innym mieście. Ale czasu nie cofnę a na studia mam jeszcze czas, jeśli tylko będę chciała je zrobić. Dyplom wcale nie jest wyznacznikiem posiadania jakiejkolwiek pracy.

    • Moi rodzice mieli dokładnie takie samo podejście. Kto wie, może gdybym odczekała rok to moja „kariera” edukacyjna potoczyłaby się całkowicie inaczej.
      Mój brat rzucił studia po 3 semestrze. A może inaczej – nie podszedł do trzeciej sesji na filologii angielskiej. Teraz siedzi w Anglii i sobie radzi.

  • To prawda, ze potrzeba uczrnia sie i rozwijania wydaje sie obecnie na straconej pozycji. Mam jednak nadzieje, ze ludzkosc pojdzie po rozum do glowy. Ale, tak jak piszesz, kazda nasza decyzja sprawia, ze jestesmy, kim jestesmy. Nie ma czego zalowac.

    • Ja mam takie dni, że raz żałuję, a raz wiem, że to czego się nauczyłam zaprocentuje w realnym życiu (nie każdy potrafi się odnaleźć w prawniczym bełkocie) i nie warto by z tego rezygnować. A na dokształcanie się zawsze jest czas 🙂