Każdy rodzic, poświęcając swój czas na gotowanie dla swojej pociechy, wkłada całe serce i miłość w przygotowanie posiłku. Wszystko to w nadziei, że gdy przyjdzie moment jedzeni,a dziecko usiądzie i zje posiłek, aż bedą mu się uszy trzęsły. Dzięki temu nasza rodzicielska duma będzie połechtana podwójnie. Po pierwsze zostanie podniesiona nasza rodzicielska samoocena – zjedzony posiłek to znak, że dobrze ugotowaliśmy. Po drugie, utwierdza się w nas przekonanie, że nasze dziecko jest grzeczne, bo nie wybrzydza przy jedzeniu. Sielanka!

DSC_0218

Niestety bardzo często sytuacja rozwija się inaczej. Rodzic najpierw pół dnia główkuje co by tu dziecku zrobić na obiad. Później stoi cały poranek nad garami by błyskotliwy plan wcielić w życie. W efekcie dziecko siadając przy stole mówi ci „nie!” i, dosadnie okazując swoją niechęć do posiłku, odchodzi od stołu żądając po raz kolejny parówki bądź bułki z keczupem. Znacie ten obrazek?

Dlaczego tak jest? Eksperci przedstawili kilka podstawowych błedów podczas żywienia dzieci, do których podstanowiłam się odnieść.

Błędy popełniane podczas żywienia dwulatka:

  1. zmuszanie, naleganie do jedzenia określonych, nie lubianych przez dziecko potraw lub zbyt dużych porcji – u nas w domu nigdy się tego nie praktykowało. Jeśli czegoś nie chcesz jeść – nie jedz. Starszak ma teraz trzy i pół roku. W chwili obecnej jest takim etapie, że słowo „nie lubię!” pojawia się na jego ustach jeszcze zanim spróbuje nowego daniania. Wczoraj zajęło mu ponad 15min spróbowanie ziemniaków z nowym sosem (posmakował mu, ale płaczu było przy tym sporo). Nie zrażamy się jednak. Systematycznie dajemy naszym chłopakom coś nowego na talerzu. Wierzymy, że przyjdzie taki dzień, kiedy podane smakołyki im zasmakują. Co do dużych porcji to również wychodzimy z założenia – jak się najadłeś to zostaw.
  2. karanie dziecka za niezjedzenie wszystkiego co miało na  talerzujak dla mnie taka postawa to coś absolutnie niezrozumiałego. Uważam, że każdy powinien zjeść tyle na ile ma ochotę. Sama po sobie wiem jak bardzo irytuję się na stwierdzenie tylu „zostały ci dwie kluski na talerzu, dojedz to.” Nie zmienia to faktu, że krew mnie zalewa, gdy dziecko zje dwie łyżki obiadu, a później woła „Mamo, daj żelka!”.
  3. przygotowywanie specjalnych posiłków dla dziecka, gdy reszta rodziny spożywa coś innegonie, nie i jeszcze raz nie. Jedynymi wyjątkami, które nakłoniłyby mnie do odejścia od tej zasady, to np. choroba bądź alergia na dany produkt (i oczywiście nie dotyczy do żywienia dzieci do 1rż). Ewentualnie odmowa konkretnego składnika (np. ja w dzieciństwie nie tolerowałam kaszy gryczanej dlatego rodzice gotowali mi w ten dzień ziemniaki).
  4. używanie jedzenia jako nagrody (np: „jak będziesz dziś grzeczny, nie będziesz musiał jeść marchewki na obiad”) lub kary (np: „jeżeli nie przestaniesz krzyczeć, nie dostaniesz dziś deseru) jedyną konsekwencją tego, że dziecko nie zje obiadu jest to, że będzie głodne. Kropka. Jedzenie nie jest nagrodą za cokolwiek.
  5. podawanie dziecku pomiędzy posiłkami przekąsek, tj. słodycze, napoje gazowane, itd. – z realizacją tego postulatu jest u nas najgorzej. A im starszy Pierworodny tym gorzej, ale walczymy z tym.
  6. karmienie dziecka poza stołem, bieganie za nim z łyżką po całym domunie, nie i jeszcze raz nie! Żeby zjeść trzeba na chwilę usiąść. Mówię tutaj o pobycie w domu, bo gdy jesteśmy na podwórku to nie raz i nie dwa Pierworodny podbiegał, łapał cząstkę jabłka i wracał do zabawy.
  7. wyręczanie dziecka w samodzielnym jedzeniuwszystko w granicach rozsądku. Jednak ręce mi opadają, gdy 5-6 letnie dziecko jest karmione przez swoich rodziców…
  8. odwracanie uwagi dziecka od jedzenia poprzez np: włączanie mu bajki podczas posiłku, wkładanie do buzi łyżki z jedzeniem, gdy dziecko zajmuje się czymś innymzdarza się, zdarza… Oglądanie bajek było moim ratunkiem podczas karmienia bliźniaków. Niestety nie opanowałam karmienia na dwie ręce, a chłopaki domagali się jedzenia w tym samym czasie.
  9. stosowanie gróźb (np: „jak nie zjesz tego ziemniaczka, to nie pójdziemy na dwór”) lub przekupstw (np: „zjedz do końca kanapkę, to kupię ci wafelka”)nie, nie, nie. Tak jak pisałam wcześniej – niezjedzenie posiłku skutkuje jedynie tym, że dziecko będzie głodne. I to cały czas powtarzam Pierworodnemu i będe powtarzać Bliźniakom.
  10. brak rytuału, jakim jest wspólne spożywanie posiłków przez wszystkich domowników u nas w domu zawsze wszyscy razem jemy śniadania. Podwieczorek-kolację nie zawsze się udaje, bo często Starszak zostaje przyprowadzony „już najedzony” do domu.

A jak to wygląda u Was? Co chcielibyście zmienić?

Albo jakim sukcesem żywieniowym możecie się pochwalić? 🙂

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
kurwa na podwórku
Antykultura podwórk
JAK ROZMAWIAC
Jak rozmawiać z dzi
Mój Ty...(1)
Mój Ty… pącz
homofobia, nie dla homofobii, wychowanie w tolerancji
Tolerancja od małeg
ŚWIĘTY
Poślubiłam święt
RODZICU2
Dziecko zostało w d
Czy Twoje dzieckoma już zaplanowanezajęcia dodatkowe_
Zajęcia dodatkowe d
mamatatatablet
Wychowujesz jeszcze
dzieci_i_prezenty
Nie kupiłam dziecio
sasiad
Odpoczywam, bo bliź
rodzicielstwo
Mieszanka dumy i wst
DSC_0665
Dzień z życia rodz
spacer z bliżniakami
5 powodów, dla któ
DSC_0410
Rozstanie z dzieckie
20150916_135553
Synu, zapalisz?
woda
5 zasad udanego wypo
W ogródku
Identycznie ubrani b
DSC_0513
Rodzice, gdzie jeste
  • W temacie jedzenia nie było u nas nigdy problemów. Młoda od początku zjadała wszystko co dostawała ( z czasem zaczęła sobie wybierać ulubione potrawy). Chwilę po drugich urodzinach sprawnie zaczęła się posługiwać sztućcami. Pije wodę- okazjonalnie soczki. Nigdy przenigdy nie zmuszałam jej do jedzenia- nie chce nie je. Bieganie za dzieckiem z łyżką- nie wyobrażam sobie.

    • No i super 🙂 Zazdroszczę, że Młoda od początku pije wodę. My przyzwyczailiśmy Pierworodnego do picia wody z sokiem i teraz musimy to odkręcić.

  • Ja poszłam na sposób i pytam Młodego co zjadłby na obiad. Mam przy tym mniej roboty bo sama nie muszę główkować nad tym, co ugotować. Mam też to szczęście, że jemu smakuje wszystko.
    Co prawda, sama nie jej śniadań ale chętnie siadam przy stole, gdy on je śniadanie. Wypiję sobie kawę, ale czas spędzamy wspólnie.

    • Mój mąż też kiedyś nie jadł śniadań. Wszystkiego da się nauczyć, bo przecież śniadanie to najważniejszy posiłek dnia!
      A gdybym zawsze gotowało to co chce Pierworodny, to zapewne na stole byłaby wiecznie zupa klusiowa (rosół z makaronem) albo ziemniaczkowa (krupnik) 😉

  • Ja zaczęłam ostatnio popełniać jeden błąd…potrafię chodzić za Antkiem z talerzem :/

    • Szanuj swoje nogi! A dzieci ponoć nie można zagłodzić 🙂