Waga nie jest moją przyjaciółką. Nigdy nie była i nigdy nie będzie. Wszystko dlatego, ze nie kłamie. Bezlitośnie, czarno na bialym, daje do zrozumienia jak jest źle. Głupia szklana sucz. Swoją bezpośredniością potrafi mi zepsuć humor na cały dzień. A ja należę do tej grupy osób, ktore zajadają stres. Przecież ona doskonale o tym wie! Głupia szklana sucz.

1301837107_by_darus88kalisz_600

Dziś na wadze zobaczyłam 88,6kg

Przy moim wzroście 170cm taka waga daje BMI 30,4. To już nie jest nadwagą. To otyłość. Jak to tragicznie brzmi! Najchętniej przytuliłabym się do czekolady. Czekolada nie ocenia, ona rozumie. Chociaż w moim przypadku czekolada nie jest źródłem wszelkiego zła. Moim przekleństwem są słone przekąski, dojadane po dzieciach i objadanie się.

Jest to największa waga jaka miałam od 2009 roku

W styczniu 2009 roku rozpoczęłam swoją historię z odchudzaniem. Ważyłam wtedy 86,6kg. W pół roku, bez większego problemu, schudłam do 70kg. I tak trzymałam linię do zajścia w pierwszą ciążę. W ciąży przybyło mi 20kg. Karmiłam Pierworodnego piersią, więc musiałam trzymać się lekkostrawnej diety. Dzięki temu, po pół roku, wróciłam do formy. Ważyłam wtedy 68kg. Czułam się wspaniale. Lekka, szczupła i sexy. To był rok 2012.

Później zaszłam w ciążę po raz drugi. Na wadze przybyło mi +10kg, którego nie potrafiłam zrzucić przez pierwszy rok życia bliźniaków. Przeklęte 78kg nie chciało mnie opuścić. Ale przynajmniej waga nie rosła.

Wszystko zmieniło się w momencie gdy zaczęłam przyjmować tabletki poprawiające nastrój. Od tamtego momentu waga zaczęła iść w górę i przez ostatnie 9 miesięcy nazbierało mi się dodatkowe 10kg…

Wiem doskonale jak dużo w tym wszystkim jest mojej winy.

Chcę pozbyć się balastu, ale już nie mam wystarczającej siły by wytrwać w postanowieniu

Dlatego proszę Was o pomoc. Pomóżcie mi nie stracić motywacji do powrotu do dawnej siebie. Atakujcie mnie na fp, tutaj w komentarzach czy w wiadomościach prywatnych. Chętnie rozdam wszystkim dobrym duszom mój numer telefonu! Ja obiecuję co sobote pisać sprawozdania z moich postępów dietetycznych. Chyba nie ma nic bardziej dołującego niż brak możliwości wciśnięcia się w swoje ciążowe spodnie…

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
monitor staniu zdrowia wskazuje u mnie zagrożenie zdrowia
Noszę w sobie 35kg
obżarstwo
Dieta odchudzająca
Zamknij oczy
Wizualizacja celu: s
historia_odchudzania
Moja historia odchud
Pożegnanie
Pożegnanie z obrąc
SCHUDNIJ!
5 wskazówek, dzięk
fast-food-438659_1280
Jestem na diecie! Id
20kgmniej1
20kg mniej #5
training-998351_1280
Cierpienia matki ćw
20kgmniej1
20kg mniej #4
20kgmniej2
20kg mniej #3
20kgmniej2
20kg mniej #2
20kgmniej1
20kg mniej #1
  • :-)

    Powodzenia:-) i poprawy humoru. Rad nie daje, ale kciuki trzymam. I realnego towarzystwa w zmaganiach życzę. A na bloga wpadać będę, bo Twoje ,,pióro” bardzo pasuje. Pozdrawiam z Finlandii. Magda

    • Witam, zapraszam jak najczęściej i dziękuję za wsparcie! 🙂

  • Waga może być przyjacielem i wrogiem. Zależy jak na to patrzeć… :))
    Jeśli chcesz schudnąć, to pierwsze co powinnaś zrobić to zacząć od głowy, tzn, nie żeby Ci schudła, ale trzeba zmienić nastawienie.
    Zaakceptuj siebie taką jaką jesteś, 80kg, 100kg czy 300kg! To jest Twoje ciało, Twój pokrowiec na duszę. Znajdź 20 powodów dlaczego DOBRZE jest mieć takie ciało jakie masz… czekam na maila z 20tką annamaria.w.fardella@gmail.com a potem zobaczymy co dalej możesz zrobić 🙂

    • Myślę i myślę… I na pewno się odezwę! Przyjmę każda pomoc 🙂

  • Zgadzam się, że waga to głupia sucz!
    Ze swojego doświadczenia, wiem jak ważne jest wsparcie innych osób i wstyd przed przyznaniem się do kolejnego podjadania. Dlatego świetnym pomysłem jest relacjonowanie swoich postępów chwaląc się sukcesami, ale oczywiście też dzieląc się swoimi porażkami. Wyznacz sobie jeden dzień cheat meal i tylko wtedy jedz wszystkie swoje ulubione słone przekąski a w tygodniu trzymaj się diety.
    Jeśli nie lubisz układać sobie dokładnego jadłospisu polecam swój sposób: podzielenie na posiłki co ile i czego mogę zjeść np. na 2,3 i 4 posiłek mam do wyboru 50gr makaronu, 50gr ryżu bądź 50 gr kaszy, 70 gr mięsa bądź ryby plus warzywa. Dzięki temu mogę dowolnie komponować swoje posiłki, a nie przekraczam zapotrzebowania.
    Bardzo chętnie będę śledziła Twoje poczynania i mocno trzymam kciuki za efekty!

    • Z moich obserwacji wiem, że nie mogę sobie pozwolić na cheat meal, bo ja na prawdę działam jak nałogowiec. Gdy pozwolę sobie na paczkę czipsów, to wpadam w ciąg… Może to absurdale, ale tak jest. W tej kwestii działa u mnie zasada wszystko albo nic.
      Z takim wsparciem aż wstyd by było przyznać się do porażki. Dzięki, że jesteście 🙂

  • Rewelacyjnie napisałaś! I tak samo rewelacyjnie zgubisz parę kilogramów i Twoja waga przestanie być „szklaną sucz” 😉 Zresztą ponoć nie o wagę chodzi o obwody;)
    Kochana, zmierz się porządnie we wszystkich ważnych miejscach. Zapisz datę i obwody. A potem ćwicz i ruszaj się jak najwięcej. Absolutnie się nie głodź i nie stosuj diet. Jedz normalnie, ale bez obżarstwa i dojadania. Diabeł tkwi w szczegółach, w tym wypadku w ruchu. A najlepiej przeznacz choć jeden dzień w tygodniu (np. sobotni poranek, gdy mąż może zostać z dziećmi) na trening z koleżanką. I co tydzień np. o 10 rano biegnijcie do parku, ćwiczcie, róbcie sobie mały trening. We dwójkę łatwiej niż samemu:) A swoją drogą piszę, to też dla siebie…Po trzeciej ciąży zostało mi 8 kg na plusie i teraz mam wagę jak w siódmym miesiącu ciąży…Wciąż karmię piersią i może dlatego jakoś nie mogę schudnąć… Melduj się za tydzień! Trzymam kciuki:)

    • Będę się meldować. Nie ma innej opcji!
      A „szklana sucz” to ta przebrzydła waga łazienkowa. Mam prawie identyczną w domu 😛

  • Noo kochana, pałka się przegła, jak to kiedyś mawiała Halyna Kiepska.

    Wiesz, że potrafisz! Już raz to pokazałaś! 🙂
    Do booooju, do boooooju, do boooooju WSPÓŁCZESNA!!!

    • Nawet dwa razy 😉 I właśnie widzę, że z każdym razem idzie coraz gorzej. Ponoć do trzech razy sztuka, więc mam szansę na zwycięstwo 🙂

      • No dobra, niech Ci będzie, że 2 razy 😉

  • Kciuki trzymam! Duchem wspieram! I czekam na relacje bo inaczej kop w tyłek 😉

    • Z takim wsparciem nie mogę się wykpić :* A tu dopiero wtorek i pierwsze załamanie… To będzie wojna na ciężkie działa. Brr… Wolę o tym nie myśleć i walczyć z dnia na dzień.

  • Kochana! Tkwimy w tym razem! Niech moc będzie z nami!!!

  • Ewik75

    Wracaj na Vitalie .

    • Ostatnio te powroty nie najlepiej mi wychodzą… Poza tym nie miałabym czasu na ogarnięcie jeszcze tego tematu. I chyba tu jest problem – nie widzę tego co robię. A to bardzo mi pomagało.

  • Jeśli się poddasz lub ulegniesz pokusie, to ja chetnie Cię porządnie opierdzielę. I to tak, że się zdziwisz, że takie słowa istnieją 😉

  • Kochana , powiem tak! TRZYMAM kciuki mocno, mocno i jeszcze mocniej! Zamiast tabletek na poprawę humoru – spacer, kijki, rower, wypad na aerobik – co daje nie tylko walkę z kaloriami, ale też chwilę TYLKO dla siebie 🙂 Ja właśnie wróciłam z kijków. Jak mam doła albo wk….zę to na kijki właśnie idę. Wiem, że matce, jak ty, która ma więcej niż jedno dziecko trudniej się wyrwać, ale……Mam konto na endomondo – nawet ne wiesz jak mnie motywuje fakt, że znajomi zrobili jakis trening a ja nie….wtedy od razu chce mi się ruszyc cztery litery!

    • PS ja diet nie stosuję – za bardzo lubię jeść 🙂 tylko aktywnośc fizyczna 🙂

      • U mnie „tylko” aktywność fizyczna nie przejdzie. Niestety 🙁

    • Muszę się zmobilizować by wrócić systematycznie na moją ukochaną zumbę 🙂 Niezależnie od pogody, niezależnie od wszystkiego ten półtoragodzinny wycisk dobrze mi robił.

      • Wracaj na zumbę, wracaj! I rób kurs instruktora, bo chętnie zawitam na Twoje zajęcia 😉 Nie wychudzeni instruktorzy moim zdaniem są bardziej „do przełknięcia” przez osoby z nadwagą, które obawiają się rozpoczęcia przygody z fitnessem 🙂 Co do diety niestety nic nie poradzę, bo sama nie jestem w stanie na żadnej wytrwać… silna wola musi wrócić do łask i tyle 🙂 Powodzenia 🙂

        • Arietta, kurs instruktora już mam 😉 Cóż z tego jak psychika mi się rozsypała i cudowny papier leży pod stertą całej reszty porzuconych planów… 🙁

  • Kibicuję Ci i w tym:)

  • Ej no! Zamiast gadania to do roboty! Zacznij od rozpisania sobie menu na tydzień, przecież potrafisz! I żadnego dojadania po dzieciach! Co Ty śmietnik jesteś? DO ROBOTY!

    • Niestety nie lubię sobie rozpisywać menu, bo… zazwyczaj wtedy nie mam na nic ochoty. A póki nie zjem tego co chcę to chodzę głodna :\ Ale ciągle powtarzam sobie, że potrafię.