Jestem otyła – to już wiecie. Chcę schudnąć – to też już wiecie. Idzie mi to jak krew z nosa – śledzicie moją drogę ku zdrowej sylwetce, więc to też wiecie. A najgorsze jest to co JA doskonale wiem. Mianowicie, że nie ważne jak będę skrupulatnie pilnowała diety, nieważne jak będę zaklinała rzeczywistość pozytywnym nastawieniem, to bez regularnych ćwiczeń nie będę w stanie osiągnąć wymarzonego celu. Tylko jak się zmusić do treningu?!

training-998351_1280Najlepiej się nie zmuszać

Tak właśnie jest napisane we wszystkich mądrych poradnikach motywacyjnych. „Człowiek zmuszany do czegokolwiek zaczyna stawiać opór. A aktywność fizyczna powinna sprawiać Ci przyjemność!” Ta, jasne…

Kiedyś (czyt. przed zajściem w ciążę z bliźniakami) ruch, w jakiejkolwiek formie, sprawiał mi radość. Uwielbiałam chodzić na basen, jeździć na rowerze, spacerować, chodzić na moją kochaną zumbę! Po pobycie w szpitalu, po cesarce, każda moja chęć powrotu do regularnych ćwiczeń kończyła się po tygodniu. Wróć! Raz skończyła się po dwóch tygodniach wraz z pierwszą chorobą bliźniaków. Super bilans, prawda?

Dlaczego tak trudno mi zacząć regularnie ćwiczyć?

Bo po jakichkolwiek ćwiczeniach (siłowych!) wszystko mnie boli… Jeszcze gdyby to były jednodniowe zakwasy! Ale nie są! I to mnie bardzo demotywuje! Ja wiem, że wiele osób skacze z radości jak nie może ruszyć ręką na dzień po treningu, bo to przecież oznacza, że dobrze się ćwiczyło poprzedniego dnia. Zazdroszczę.

Ja nie cieszę się z tego powodu, że po 10 minutach ćwiczeń na nogi w poniedziałek, we wtorek mam problem, żeby wejść po schodach. Nie tryskają ze mnie endorfiny, gdy na samą myśl o spacerze do żłobka nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Nie uśmiecham się do siebie, gdy mięśnie brzucha (po 10 minutach ćwiczeń) bolą mnie od żeber po spojenie łonowe.

Dzieci też się nie cieszą, gdy z powodu obolałych mięśni robię wszystko wolniej. Nie jest im do śmiechu, gdy nie pozwalam skakać sobie po obolałym brzuchu. Patrzą się na mnie podejrzliwie, gdy przy każdym ukucnięciu muszę sobie stęknąć z bólu.

Ale, paradoksalnie, ja robię to wszystko dla nich

Gdy wczoraj otworzyłam oczy i przy pierwszym ruchu moje ciało przeszył ból, zachciało mi się płakać. Nie wiem jakie uczucie we mnie wtedy było. Złość? Bezradność? Bezsilność? Rezygnacja? Zwątpienie? Chyba wszystko na raz… Zdałam sobie sprawę, że ja tak na prawdę chyba nigdy nie wróciłam do swojej firmy fizycznej sprzed pobytu w szpitalu… Niby chodzę, siadam, biegam, podnoszę dzieci, ale to nie wystarczy by w pełni cieszyć się życiem rodzinnym. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to ja łapię zadyszkę podczas wieszania firanek, bo mam tak słabe ręce…

Dlatego, pomimo bólu, muszę zmusić się do ćwiczeń

Jeśli nie będę ćwiczyć, nie będę mieć siły i energii na zabawę z dziećmi. Wtedy dzieci będą smutne. Jeśli będę ćwiczyć, to będzie mnie wszystko bolało i nie będę mogła bawić się z dziećmi. Wtedy dzieci będą smutne. Tak koło się zamyka…

Wiem jednak, że organizm kiedyś się zregeneruje. Wiem, że przyjdzie taki moment, kiedy obudzę się następnego dnia po treningu i ze zdziwiniem zauważę, że nic mnie nie boli. To będzie cudowny dzień! Tylko muszę do niego wytrwać. W bólu, determinacji i ćwiczeniach.

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
monitor staniu zdrowia wskazuje u mnie zagrożenie zdrowia
Noszę w sobie 35kg
Dlaczego matka szyje, uczę się szyć
Dlaczego matka szyje
obżarstwo
Dieta odchudzająca
DZIENNIKZYWIENIOWY
Dziennik kalorii
konsultacja dietetyczna
Dla mnie – ode
Zamknij oczy
Wizualizacja celu: s
historia_odchudzania
Moja historia odchud
Pożegnanie
Pożegnanie z obrąc
SCHUDNIJ!
5 wskazówek, dzięk
balwany_na_drodze
Omijaj bałwanów na
fast-food-438659_1280
Jestem na diecie! Id
fireworks-978887_1280
1 stycznia – D
20kgmniej1
20kg mniej #5
20kgmniej1
20kg mniej #4
Jestem Wyjątkowa!
Każdy bloger to wyj
20kgmniej2
20kg mniej #3
20kgmniej2
20kg mniej #2
20kgmniej1
20kg mniej #1
1301837107_by_darus88kalisz_600
Głupia szklana sucz
spacer z bliżniakami
5 powodów, dla któ
  • Bożena Jędral

    Początki są trudne, jednak za kilak miesięcy nie będziesz umiała żyć bez tego :*

  • „Zakwasy”, a właściwie mikrouszkodzenia włókienek mięśniowych to taka nieprzyjemna droga przez mękę do radości. Jak sama zdążyłaś zauważyć, w pewnym momencie całkowicie znikają, bo organizm adaptuje się do wysiłku. Wszystko jest w naszych głowach. Chcesz coś osiągnąć, to to osiągniesz, ale jest takie „ładne, amerykańskie” powiedzenie – NO PAIN, NO GAIN. Bez bólu nie ma efektów, więc spójrz na ból z trochę innej strony. Nie myśl o nim, jak o czymś złym. Dobre nastawienie do podstawa. Spróbuj więc wmówić sobie, że ból po ćwiczeniach jest Twoim przyjacielem, EFEKTEM, koniecznością do osiągnięcia celu, jakim jest zrzucenie wagi. Pozdrawiam i powodzenia 🙂

    • Staram się. Zobaczymy co z tego będzie podczas drugiej rundy, która nastąpi zapewne po poniedziałkowym treningu. Dzięki za wsparcie 🙂

  • Ja po całym dniu z Młodą nie mam sił na ćwiczenia:) Trzymam za Ciebie kciuki 🙂

  • Co prawda widziałam Cię tylko na zdjęciach, ale nie zauważyłam, żebyś była otyła. Z ćwiczeniami jest tak, że czasem ciężko się do nich zmusić, przynajmniej ja tak mam. Trzymam za Ciebie kciuki!

    • Bo u mnie to wszystko tak się zwięźle rozkłada, że nie widać mojej wagi (co raz jest plusem a raz minusem). I wszystko raczej idzie mi w tyłek i nogi niż brzuch. Ech!

  • Będę trzymać za ciebie kciuki, bo to wcale nie jest łatwa droga. Ja po ciąży, jakoś 3 miesiące minęły i chodziłam na ćwiczenia, dwa razy w tygodniu. Wycisk był nieziemski i po pierwszym razie chciałam zrezygnować, ale tego nie zrobiłam. Później już było coraz lepiej 🙂 Będzie dobrze. Trzeba tylko wytrzymać ten pierwszy etap.

    • Dzisiaj jest piątek, a mnie przestały nogi boleć! Hurra! Strach pomyśleć o poniedziałku, gdy znów zrobię ćwiczenia na nogi… Ale nie zamierzam się poddawać 🙂

  • To prawda. Zakwasy się w końcu rozgrzewają i już nic nie boli. A warto się pomęczyć kilka dni, może i tydzień, aby móc później ćwiczyć bez żadnego bólu i cieszyć się każdym dodatkowym przysiadem czy brzuszkiem.

    • Dzisiaj jest już o niebo lepiej niż wczoraj. Już nie mam takiego przeszywającego bólu w mięśniach. Dziś czuję, że moje mięśnie są zmęczone i bolą takim drętwym bólem. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodnio będzie lepiej z ćwiczeniami, a waga też będzie miła podczas ważenia.

  • Zwykła Matka

    Kochana, nic na siłe, musisz CHCIEĆ! To ma ci dawać przyjemnośc i satysfakcję 🙂 Kup sobie jakis fajny ciuch w rozmiarze mniejszym niż teraz – może to cię zmotywuje? 🙂

    • Ciuchów o rozmiar mniejszych mam całą szafę… Motywacja jest, ale jak widać sił brak… Muszę to przetrwać, bo chyba inaczej się nie da.

  • Magdalenka Kaska

    Moim zdaniem najważniejszy jest pierwszy miesiąc (wiem jak to brzmi…) ale później człowiek się przyzwyczaja i bez ćwiczeń jest ciężko

    • Ponoć żeby wyrobić sobie nawyk trzeba daną czynność powtarzać codziennie przez 30 dni. Ja planuję ćwiczyć w jednym rytmie do końca grudnia. Mam nadzieję że po tym czasie zobaczę efekty.

  • Moja Droga, muszę Cię rozczarować. Był taki okres w moim życiu, nie tak całkiem dawno, choć moje ciało już go w ogóle nie pamięta, a moja głowa płacze i szlocha, gdy sobie o tym przypomni. Ćwiczyłam pod okiem trenera, regularnie. Mogę go z czystym sumieniem polecić jakby co 😉
    A było to tak, że pewnego razu zdałam sobie sprawę, że się ciut zapuściłam. Ciut czyli o ok. 8kg za dużo vs moja stała waga.To było na kilka miesięcy przed poznaniem M. Zgłosiłam się do rewelacyjnego trenera, który mnie zważył, obmierzył, sprawdził wiek metaboliczny, ułożył dietę i plan treningowy (jak chcesz to rozpiskę diety mogę Ci podesłać).
    Po pierwszym treningu zakwasy miałam z 2 tygodnie!!! Miałam ogromne trudności by wsiąść/wysiąść z samochodu. Z czasem było lepiej, ale nawet jeżeli ćwiczysz regularnie i robisz to dobrze to zakwasy będą się pojawiać. Wystarczy, że na jednym treningu skupisz się na brzuchu a na następnym na nogach – nogi są chyba najbardziej podatne na zakwasy.
    Trenowałam 3x w tygodniu, stosowałam się do diety i z 73kg stałam się laską ważącą ok. 57kg, ehhhhhhh. Miałam wtedy 27 lat i mój wiek metaboliczny osiągnął poziom 27 lub 26 lat co jest wynikiem genialnym.
    Może na początek spróbuj złapać bakcyla do biegania? Wieczorami, gdy maluchy się pośpią, albo właśnie w dzień, gdy są w placówkach? Jeżeli dana forma wysiłku nie sprawia chociaż odrobiny przyjemności to zawsze będziesz „mieć na nią wyrzyg”, zawsze będziesz szukać wymówek „dlaczego nie dziś” i zawsze będzie trudno o mobilizację.

    • Mój wiek metaboliczny to… 43lata… Wstyd i hańba… Dałam sobie teraz szansę do końca roku. Jeśli nic się z waga i obwodami spektakularnie nie ruszy, to zwrócę się o pomoc do kogoś kto się na tym zna.

      • Marne to pocieszenie, ale żyję w podobnym wstydzie i hańbie.
        W tym przypadku rozwiązaniem problemu jest tylko radykalne odcięcie, nie jakaś tam pół-dieta czy trening w kratkę.
        A jak po Mel B? Są zakwasy?

        • Po nogach i brzuchu u mnie były mega zakwasy. Po reszcie było w miarę ok, ale po drugim treningu Ojciec Polak zrobił mi masaż a wcześniej wzięłam gorącą kąpiel. Myślę że to też pomogło na zmniejszenie skutków ubocznych treningu.

  • melanii

    Podobna najlepsza dieta to MŻ, czyli mniej żreć 😉 Ja bym chciała zrzucić 1-2 kg, bo ryczeć mi się chciało, jak nie weszłam w dwie sukienki, które miałam na sobie ledwo rok i dwa lata temu. A, jeżeli nie zgubić to przynajmniej utrzymać dotychczasową wagę. Może puść radio i tańcz z chłopakami choćby przez kwadrans dziennie, albo jak jesteś sama w domu to przy sprzątaniu wszelkie wygibasy dozwolone.

    • I tutaj też jest problem – przez to ze jestem tak słaba nie mam siły / ochoty / energii by bawić się tak aktywnie z dziećmi. Bardzo nie lubię się pobić w towarzystwie, nawet najbliższych 😉

      • melanii

        Jak się domyślam pobić znaczy potańczyć?

        • Pobić znaczy pocić 😉 nienawidzę tego zmieniania słów w komórkach…