„Schudnę!” – najpopularniejsze postawienie noworoczne kobiet na całym świecie. Moje też. Wstając 1 stycznia z łóżka czułam jak motywacja pozwala mi płynąć nad podłoga (a nie jak do tej pory twardo po niej stąpać), a odczuwalna w tym dniu waga była mniejsza o 5kg (co zapewne nie miało żadnego uzasadnienia w rzeczywistości). Po piątku nastała sobota – 2 stycznia. Dzień, w którym musieliśmy przemieścić się z miejsca A do miejsca B środkiem transportu publicznego. Wiecie, że przejścia w pociągach są dużo ciaśniejsze niż ostatnio?

fast-food-438659_1280W czasie „diety” bardzo nie lubię jeść na mieście

Wynika to z faktu, że nie jestem w stanie (bez uszczerbku dla motywacji) wybrać nowej, zdrowszej alternatywy posiłku. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, prawda? Jak wydać 18zł na zdrową sałatkę hawajska – z przepyszną, chrupiącą i kruchą sałatą, grillowanym na złoto kurczakiem, czerwonymi pomidorami i świeżym (!) ananasem – skoro za tę samą cenę mogę mieć, zamiast jednej sałatki, zestaw w postaci tortilli, coca-coli i frytek do tego? Jak wybrać?!

A skoro już w bólach, które są tylko w mojej głowie, wybiorę właściwie, to nie jestem w stanie godnie znieść sytuacji, gdy ktoś inny je „zakazane produkty” w moim towarzystwie! Ludzie, Wy serca nie macie?

Właśnie dlatego, w myśl idei złośliwości losu, do naszego przedziału wsiadła zakochana para

Młoda, szczęśliwa i… chuda. Ona i on, a w ręce… ta znajoma papierowa torba ze złotym M. Po krótkiej chwili wiedziałam już, że w środku znajduje się: pikantny kurczakburger (kocham!), frytki (tylko duże!) i coca-cola (jedyny słuszny wybór).

Szlag! Zostać czy skakać przez okno?

Niech mnie piekło pochłonie! Gdy chudy wojskowy (stąd ta postura…) skierował w stronę swej wybranki burgera (siedzącej obok mnie) miałam ochotę kopnąć go w kostkę i wyrwać zdobycz w celu szybkiej konsumpcji. Niby wariatka a jednak ciągle człowiek. Zupełnie jak Ally McBeal – wyobraźnia to moje koło ratunkowe w kryzysowych sytuacjach.

Jak wspominałam wcześniej – jestem człowiekiem, mam wolną wolę i sama dokonałam wyboru drogi usłanej sałatą, marchewką i gotowanym kurczakiem w sosie jogurtowo-koperkowym. Jednak nie zmienia to faktu, że…

Nie je się fast food w pobliżu osób, które się odchudzają!

Zastanawiasz się skąd masz wiedzieć, że dana osoba się odchudza? Wystarczy spojrzeć! Nie widzisz kilogramów nadwagi? A jeśli się nie odchudza, to powinna zacząć! Daj jej przykład i zjedz w jej towarzystwie marchewkę! Nic nie dołuje otyłego człowieka bardziej niż widok chudzielca jedzącego frytki z uśmiechem na ustach… Niesprawiedliwość genowa!

Jedzenie fast foodów w miejscach publicznych powinno być kulturowo zabronione!

Postuluje za zorganizowaniem akcji uświadamiającej, że wszelkie dania roznoszące aromaty wzmagające apetyt powinny być zjadane w miejscu zakupu! Każdy przyzwoity punkt gastronomiczny ma wyznaczone takie miejsce, w którym głodny klient może odpocząć i zjeść w spokoju.

Nie wszyscy będący na diecie są na tyle zdeterminowani by oprzeć się magii zapachu. Nawet po zjedzeniu zdrowego i sycącego posiłku mogą poczuć w przepływie chwili nieodpartą chęć zjedzenia czegoś „zakazanego” argumentując to stwierdzeniem „bo im zapachniało”. Co więcej osoby mające problem z wagą, nie potrzebują tego jedzenia by zaspokoić głód fizyczny, ale ten dużo gorszy i trudniejszy do opanowania – głód psychiczny.

Odchudzający się – pokażmy się w tłumie! 

W ramach troski o moje (i nie tylko) zdrowie psychiczne, jestem gotowa nosić koszulkę bądź inny symbol mówiący o tym, że „Jestem na diecie! Idź mi z tym fast foodem!” (czy innym batonikiem, czipsami czy czekoladą, do której mamy słabość). Może wtedy byłoby nam łatwiej? Przecież ludzie nie mogą być aż tak ślepi!

Ktoś się dołącza?

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
monitor staniu zdrowia wskazuje u mnie zagrożenie zdrowia
Noszę w sobie 35kg
obżarstwo
Dieta odchudzająca
muffinki czekoladowe
Muffinki czekoladowe
DZIENNIKZYWIENIOWY
Dziennik kalorii
konsultacja dietetyczna
Dla mnie – ode
Zamknij oczy
Wizualizacja celu: s
historia_odchudzania
Moja historia odchud
Pożegnanie
Pożegnanie z obrąc
SCHUDNIJ!
5 wskazówek, dzięk
20kgmniej1
20kg mniej #5
training-998351_1280
Cierpienia matki ćw
20kgmniej1
20kg mniej #4
20kgmniej2
20kg mniej #3
20kgmniej2
20kg mniej #2
20kgmniej1
20kg mniej #1
1301837107_by_darus88kalisz_600
Głupia szklana sucz
  • Właśnie zajadam się orzeszkami 🙂 dobrze, że nie widzisz i nie słyszysz tego chrupania 😛

  • Ja to bym przytyć chciała, więc nie będę Cię dołować 😉

    • To może ja trochę zgubię, a Ty je znajdziesz? 😛

  • Nie, zupełnie się nie zgadzam! 😉 Odchudzanie, odchudzaniem, ale dlaczego ktoś ma cierpieć, bo my walczymy? Nigdy w życiu, to MOJA sprawa, czy dam radę, czy nie. I czyjś burger nie ma tu nic do rzeczy. Niestety, bo wolałabym mieć na kogo zwalić swoją słabość 😛

    • A ja nie chcę nic na nikogo zwalać! Ja po prostu nie wzgardzę pomocą z każdego zakątka ziemi 😉 I będę bardzo wdzięczna za niejedzenie takich przysmaków w mojej obecności. Więc jak przyjdę Was odwiedzić to liczę na szklankę wody i marchewkę 😛

      • Może być ze słoiczka? Henio chętnie się podzieli 😀

        • Niech będzie. Nic co dziecięce nie jest mi obce 😛

  • Maluch w domu

    Nigdy nie byłam na diecie za to moja druga połowa jest dwa razy do roku 🙂 Gotuję mu wtedy osobno, nie jem tego co on, ale nie robię też po chamsku, no chyba że zajdzie mi za skórę. Chipsów nie jemy wcale. Nigdy ich nie kupuję, coli nie lubię zbytnio, ale hamburgery i tortille mogę wcinać. Nic na to nie poradzę. Trzymam zatem kciuki. Wytrwałości, wiem, że można zgubić sporo jeśli się jest upartym i konsekwentnym.

    • A to ja jestem zdania, że jak jedno z pary jest na diecie, to drugie w ramach wsparcia też powinno jeść to samo. Nikomu zdrowe jedzenie jeszcze nie zaszkodziło. Mi by to bardzo pomogło.

      • Maluch w domu

        Jeśli on ma dietę ułożoną przez dietetyka z produktów, których ja nie przełknę, to niestety, ale nie będę się katować. Nie jem super rarytasów, żeby go wkurzać, są rzeczy, które zjadam z nim. Zdarza się, że gotuję obiad dla siebie i dzieci, bo wolę żeby jadły, a nie bawiły się widelcem w talerzu. Gotuję mu, aby się trzymał, ale niektórych rzeczy nie przeskoczę.

  • jeszcze nigdy się nie odchudzałam, mam naprawdę dobry metabolizm, ale wiem, że to tylko kwestia czasu 🙂 W tym roku zmienię „prefiks” na 4 i pewnie zacznę dbać o wagę 😀

    • Mój metabolizm nie zna czegoś takiego jak „rozkręcenie”. Chociaż przyznaję, że jeszcze 5 lat temu było łatwiej i było widać efekty z tygodnia na tydzień. Teraz jest wielkie D. No i trzeba się tej wielkiej D pozbyć 😉

  • Matka Córek

    Tak, tak tak!!! TAK! Nosiłabym.
    Bo jak mąż przychodzi z firmowej kolacji i opowiada przy tej mojej sałacie, że jadł kurczaki, policzki wołowe i inne cuda smażone w głębokim tłuszczu i finezyjnie podane na talerzu, to mam ochotę mu urwać głowę i rzucić w krzaki!

    • A to mąż! Czy Twój też, poza opowieściami, nie przenosi nic w pudełku na wynos? 😉

      • Matka Córek

        cholera! no pewnie, że nie. trochę mi raźniej, że nie tylko mój taki… 😉

  • F.

    Mnie nigdy nie przeszkadzało patrzenie na to jak i co jedzą inni. Jak sobie powiedziałam, że nie jem tego a tego (albo w ogóle) to mnie nikt nie był w stanie siłą zmusić do jedzenia. No i nie jestem fanem żadnych diet. Są lepsze metody odchudzania niż głodzenie się i żarcie sałaty zamiast schabowego.

    • Przyznam szczerze, że ja też nie uznaję jako takich diet. Ja po prostu staram się – teraz na stałe – wprowadzić ograniczenie wszelkich pustych kalorii do swojego jadłospisu.

  • Mnie rusza tylko jak mąż je w moim towarzystwie chipsy, uwielbiam w każdej postaci i nie mogę patrzeć. Fast foody niekoniecznie mnie ruszają, mogę kupić sobie sałatkę zamiast burgera, przeżyję. A co do coli to kupuję sobie colę zero i po sprawie. 🙂

    • Niektórzy wychodzą z założenia, że cola normalna jest „zdrowsza” niż zero, bo ta druga jest słodzona aspartamem. Tak czy siak od czasu do czasu nie zaszkodzi się odrdzewić 😉 I tak, czipsy to najgorsze zło!

      • Tak, zero jest jeszcze bardziej niezdrowa, ale nie ma kalorii, więc coś za coś. 🙂

  • Mam podobnie, ale ze słodyczami. Niby ich nie jem, ale jak pojawią się w moim otoczeniu to nie mogę się oprzeć – czyt. właśnie wpieprzyłam kilka cukierków 😉

    • A to ja muszę się pochwalić, że na Sylwestra nie zjadłam ANI PÓŁ czipsa! (moje uzależnienie). A w pomieszczeniu było z 6 paczek tego „dobrodziejstwa”. Brawo ja! 😀

      • asieklack

        brawo Ty! 🙂

  • Pomysł na koszulkę fajny 🙂 Na pewno byłby to ciekawy ruch społecznościowy.
    Jednak, moim zdaniem, odchudzanie jest efektywne wtedy, gdy osiągniemy stan że jemy swoje „zielsko” ze smakiem i jak po kacze spływa po nas co kto obok je 🙂
    Ten stan jest możliwy 🙂

    • Wiesz, najgorsze jest to, że ja bardzo lubię zieleninę. Sałatka hawajska, o której pisałam, była najlepszą jaką jadłam na mieście. Tylko ja mam taki problem, że mi to wcale nie przeszkadza, że mam pełny żołądek by wciągnąć jeszcze coś niezdrowego a przeze mnie ulubionego…. Ba, mnie nawet wtedy nie boli żołądek z przejedzenia :/

  • Zwykła Matka

    Fast foody mnie nie ruszają, ale za to słodycze…..wołają do mnie z każdego kąta 🙂

    • To trzeba je z tych kątów wykurzyć 😉 Dla świętego spokoju 😀