W końcu zjawił się wyczekiwany Pan Zima. Śnieg zawzięcie prószy za oknem, a morderczy mróz zelżał do przyzwoitych wartości. Wreszcie można opuścić mury domu i wybiec na podwórko! Dzieci cieszą się bezdyskusyjnie ze miany szaroburej aury na białą, zimną i lepiącą. Z radością rodziców różnie bywa. Nie dogodzisz. Tak na prawdę, dzieci powinny mieć w nosie marudzenie rodziców na niedogodności klimatyczne i powinny ubrać się, wyjść na dwór i realizować swoje „chcę!”. Bez oglądania się za siebie, bez patrzenia na innych, bez żadnego „ale”. Gdyby świat był idealny, to dorośli postępowaliby tak samo.

balwany_na_drodzeIlu bałwanów spotkałeś na swojej drodze?

Ja na szczęście niewielu, ale i tak o kilku za dużo. Nawet ta niewielka ilość bałwanów wystarczyła, bym straciła wiarę w siebie, a moja samoocena zaczęła dryfować gdzieś w okolicach poziomu morza.

Kim oni byli?

Niestety osobami, które miały wpływ na moje życie. Znaczną większością z nich byli profesorowie z moich studiów prawniczych. Gwoździem do trumny mojej wiary w siebie został mój promotor. Pomimo stawania przeze mnie (i nie tylko) na głowie, pan profesor nie zaakceptował mojej pracy magisterskiej. W jednym mailu raczył mi wytknąć „Jak to możliwe, że Pani dotarła w 5 rok studiów? Przecież z taką wiedzą nie powinna Pani przejść egzaminu na 3 roku! Kto Panią przepuścił?” Tak się złożyło, że akurat ten egzamin zdawałam właśnie u niego… Przebiegła ze mnie żmija skoro z moją niewiedzą zaliczyłam pozytywnie egzamin pod okiem czujnego profesora.

Po tym incydencie długo walczyłam by znów uwierzyć w siebie

Wszystkie potrzebne wpisy na studiach uzyskałam już w 2012 roku. Od tamtego czasu walczyłam z magisterką. A raczej z wiecznie niezadowolonym panem profesorem. Wchodząc w rok 2014 powiedziałam sobie, że przestaję już starać się napisać pracę magisterką na wydziale prawa. Ulżyło mi. Stałam się wolna, gdy wyzwoliłam się spod jarzma sytuacji, która mnie przerastała. Pomimo tego, że poczułam się szczęśliwsza po dojrzeniu do tej decyzji, to było mi wstyd przed rodzicami. Całe 5 lat finansowali mi studia, wierzyli we mnie, wspierali, a ja… dałam ciała. Nie spełniłam ich oczekiwań, ale uratowałam siebie.

Jaka była reakcja moich rodziców? Nie oceniali i nie krytykowali. Przyjęli tę informację z pełnym zrozumieniem. Najważniejsze bym była szczęśliwa. Bardzo im za to dziękuję.

Teraz omijam bałwanów z daleka

Dojrzałam do zrozumienia sensu stwierdzenia „jeszcze się taki nie narodził coby każdemu dogodził”. Odgradzam się od toksycznych ludzi szerokim i wysokim murem. Nie staram się ich wytłumaczyć przed sobą, wybielić i zrozumieć. Drażnię Cię? Jest Ci przy mnie źle? Masz prawo tak czuć. Nie zmuszaj się do polubienia mnie. Nic na siłę.

Omijaj bałwanów na swojej drodze, a będziesz szczęśliwym człowiekiem!

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
Dlaczego matka szyje, uczę się szyć
Dlaczego matka szyje
DZIENNIKZYWIENIOWY
Dziennik kalorii
konsultacja dietetyczna
Dla mnie – ode
Zamknij oczy
Wizualizacja celu: s
historia_odchudzania
Moja historia odchud
5 powodów
5 powodów, dla któ
https://dwgkfo5b3odmw.cloudfront.net/img/promo_image/2930-1600x600_sailormoon.jpg
Pokolenie Czarodziej
fireworks-978887_1280
1 stycznia – D
empik_konkurs
Konkurs wyobraźni
training-998351_1280
Cierpienia matki ćw
Jestem Wyjątkowa!
Każdy bloger to wyj
spacer z bliżniakami
5 powodów, dla któ
  • Jakbym czytała o sobie. Tyle że ja po licencjacie z dziennikarstwa poszłam na siłę na uzupełniającą magisterkę z kulturoznawstwa. Porażka. Bałwany takie jak u Ciebie wzbudziły we mnie poczucie totalnego dna. Też to rzuciłam i dobrze mi z tym. 😀

  • Jaga A

    Bałwan bałwanowi nierówny 🙂 Miałam na uczelni wykładowcę z ekonomii – ten każdy swój wykład zaczynał od słów że magister to mu może po kaszankę latać ale dla psa – dla niego po kaszankę to doktor. Na pierwszym egzaminie z nim zaczął mnie pytać ze statystyki którą też na uczelni wykładał. Jak udało mi się mu wreszcie wytłumaczyć że na ekonomię przyszłam miałam już wpisaną pałę. Ale zapytał czy pracuję – odpowiedziałam że tak – więc skreślił dwóję i wpisał mi czwórkę twierdząc że szanuje ludzi pracujących. Nierobów nie znosi. I to był pan profesor – litości – to zwykły bałwan był

    • No to nieźle. Mój taki litościwy nie był.

  • Bałwan jakiś zawsze się napatoczy. Na to nie ma się wpływu. Ale zawsze można takich ludzi olać i mieć święty spokój.

    • Można, ale wiele osób musi się tego dopiero nauczyć.

  • Oj, na pewno nie miałabym czasu! Moja świadkowa w chwili obecnej jest już po aplikacji i pracuje jako radca i… muszę się wbijać w grafik by się z nią spotkać. Niestety życie prawnika nie wygląda jak „Prawo Agaty”. I dziękuję za te wszystkie napisane dziś komplementy! 😀

  • Oj ja niestety też spotykam takich bałwanów na swojej drodze i niestety nie tylko zimą 😉

    • Mam nadzieję, że ich opinię spłynęły po Tobie jak woda po kaczce 🙂

  • Oj dużo tych bałwanów było, a wróżbitów jeszcze więcej. Ta ja się dowiedziałam, że zachodząc w ciążę „zj**ałam sobie życie”. Teraz wiodę nudne, smutne życie, takie zj**ane, że aż zdałam maturę z brzuchem, zostałam magistrem ekonomii, zdobyłam pracę 2tyg. po obronie i wychowuje inteligentne dziecko 😉 Zróbmy wszystkim bałwanom na złość! Tak jak ja! 🙂

    • Aleś im utarła nosa 😀 Dobrze, że się nie złamałaś. Podziwiam :*

  • Wiesz ilu ja takich bałwanów spotkałam? Większość z nich chciała mi wmówić, że jestem nikim i prawie im się to udało. Po czasie zrozumiałam, że w ten sposób dowartościowali siebie…

    • Mi dowalanie komuś nigdy nie sprawiało frajdy, nigdy nie podnosiło samooceny ani nie wpływało na moje samopoczucie. Gdzie jest sens w takim zachowaniu? Przecież gdyby każdy z nas wspierał się wzajemnie a nie rzucał kłody pod nogi to moglibyśmy zajść dużo dalej!

  • Po kilku takich spotkaniach, z ludźmi którzy negatywnie wpłynęli na mnie i moje życie, przez długi czas straciłam wiarę w to co robię, przestałam pisać bloga, pojawiać się w Internecie.
    Dlaczego?
    Bo ktoś zniszczył moją samoocenę, pozbawił mnie własnej wartości. Jak mógł to zrobić w kilku słowach? Ano tak, że to ja miałam zbyt słabą wiarę w samą siebie. Wszyscy ci ludzie, którzy chcieli mnie wyniszczyć, nauczyli mnie latać nad dołkami które pode mną kopią. I latam 🙂 Uodpornili mnie na popularny internetowy „hejt”.
    Wiem czego chcę, co robię i do czego dążę.
    A ludzi, „bałwanów” z pewnością w przyszłości nie zabraknie na mojej drodze. Sztuką jest postawić przy nich piecyk – niech się topią w tej swojej zawiści… 🙂

    Ahh, rozpisałam się 🙂
    pozdrawiam!

    • Dzięki za ten komentarz 🙂 Muszę zainwestować w przenośny piecyk 😉
      Powodzenia! I gratuluję wyboru swojego powołania! 🙂

  • melanii

    W pierwszej chwili myślałam, że chodzi o kierowców. Bałwanów jest niestety całe mnóstwo, a to określenie i tak jest dość delikatne.

    • O kierowcach to ja się nie wypowiadam bo mi też brakuje wiele do doskonałości, ale jeżdżę bezpiecznie i nie zwalniam do 10km/h gdy na drodze pojawi się 5cm śniegu.

  • Zwykła Matka

    Wiesz, miałam podobnego promotora, ale na szczęście mnie puscił, ale chyba tylko dla swojego spokoju 🙂 Bałwanów dobrze omijać, ale oni często dobrze się maskują i za późno ich odkrywamy 🙁

    • Ja mam to „szczęście”, że od razu takich rozpoznaję. Na moje nieszczęście niektórych nie mogę ominąć (ani przeskoczyć, ani obejść).