Zostawię Cię. Nie wyrzucę, nie pozbędę się Ciebie. Po prostu, pójdę i zostawię. Będzie Ci tam dobrze. Bez mamy i bez taty. Bez domu rodzinnego i bez korzeni. Będziesz za to wśród obcych ludzi, którzy pokochają Cię bardziej niż ja. Dla Twojego dobra zostawię Cię w bezpiecznym miejscu, bo ja nie jestem w stanie kochać Cię wystarczająco mocno by stawić czoła całemu światu. Nie kocham Cię tak mocno, by żebrać o jedzenie byś tylko została ze mną. Nie schowam dumy w kieszeń i nie pójdę prosić o pomoc i wsparcie, bo nie kocham Cię tak bardzo jak na to zasługujesz. Zostawię Cię. W oknie życia. I niech Bóg ma Cię w swojej opiece.

ZOSTAW MNIE!Córeczko, mamusia teraz sobie pójdzie i… nie wróci

Wyobrażacie sobie taką sytuację? Bo ja nie potrafię… Doskonale pamiętam swoją rozpacz, gdy wracałam do pracy po urlopie macierzyńskim. Z jednej strony bardzo chciałam pójść do ludzi, oderwać się od monotonii dnia codziennego i znów zacząć żyć. Z drugiej strony, na myśl o rozstaniu z Pierworodnym na długie 8 godzin przez 5 dni w tygodniu, zalewałam się łzami i byłam gotowa porzucić pomysł opuszczenia domu byleby tylko nie stracić czasu z dzieckiem. Też doświadczyłyście tego uczucia? Nikomu nie polecam…

Wczoraj, do wrocławskiego Okna Życia matka przyprowadziła swoją 1,5 roczną córkę. Pomimo nalegań i oferowanej pomocy, kobieta nie zdecydowała się zmienić zamiaru, z którym wyszła z domu. Wykonała zadanie. Pozbyła się dziecka. Amen.

Argumenty o ciężkiej sytuacji finansowej mnie śmieszą

Co to znaczy ciężka sytuacja finansowa? Ciężko jest wtedy, gdy nie stać się na chleb czy na paczkę papierosów? A może ciężko jest gdy nie możesz sobie pozwolić na codzienną kawę w ulubionej kawiarni? Może jednak ciężko jest, gdy musisz ubierać się w lumpeksach? Długi? Brak pracy? Nie rozumiem!

Wierząc informacją zamieszczonym na ten temat w internecie dziewczyna wyglądała na zadbane, zdrowe dziecko. Dziecko nie było niedożywione, brudne i zaniedbane. Czy można w takiej sytuacji mówić o ciężkiej sytuacji finansowej? Bullshit.

Cięża sytuacja rodzinna, to jest argument!

Czyżby? Co takiego działo się w tym domu, że matka zdecydowała się oddać własną córkę i przez zrzeczenie się praw rodzicielskich pozbawić się możliwości odzyskania jej? Bito je? Nie sądzę, bo musiała gdzieś wrócić po „spacerze”. Jeśli uciekała gdzieś dalej, to dlaczego nie zabrała ze sobą dziecka? Facet był dla nich podły i je zostawił? Tym lepiej. A może właśnie mamusia poznała nowego tatusia i dziecko przeszkadzało jej w zacieśnianiu nowej znajomości? Na samą myśl o takiej perfidii robi mi się niedobrze.

Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla zachowania tej kobiety

Powinna smażyć się w piekle i każdego dnia boleśnie odczuwać skutki swojej decyzji. (żeby nie było, że hejtuję i wzywam do nienawiści. poprawność polityczna rlz!) To nie była depresja poporodowa. To była ucieczka od problemu. Jakiego? To nie istotne. Wszelkie napotykające nas trudności są przejściowe. Nawet w sytuacji, gdy wydaje nam się, że trafiliśmy w ślepą uliczkę, wystarczy wyciszyć się, odpocząć, przespać się i kolejnego dnia znów zacząć szukać wyjścia. Jeśli samemu nie wiemy jak stanąć na nogi, to trzeba udać się po pomoc.

Trzeba tylko chcieć.

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
jakie mleko dla noworodka
Gratulacje! Jesteśc
kurwa na podwórku
Antykultura podwórk
pieniądze to nie wszystko, dzieci t najcenniejszy skarb
Pieniądze to nie ws
zaszczep się wiedzą, szczepionki, kalendarz szczepień
Kalendarz szczepień
JAK ROZMAWIAC
Jak rozmawiać z dzi
Mój Ty...(1)
Mój Ty… pącz
mamatatatablet
Wychowujesz jeszcze
sasiad
Odpoczywam, bo bliź
cactus-194404_1280
Syndrom Matki Idealn
www.pixabay.com
Razem czy osobno 
DSC_0410
Rozstanie z dzieckie
20150916_135553
Synu, zapalisz?
Brązowooki - Mały Buntownik
Trzy charaktery
tata_blizej_dziecka
Tato Polski –
Tata bliżej dziecka, Warszawa
Tato Polski –
DSC_0513
Rodzice, gdzie jeste
10830563_367215503439908_5821533669551474063_o
Dzieci nad morzem
holiday_20-15
Misja specjalna R
DSC_0155
„Nie odkładaj
  • Nie umiem i nie chcę oceniać tej matki. Na pewno wydarzyło się coś, co pchnęło ją do podjęcia takiej decyzji, coś co pociągnęło za sobą lawinę i skończyło się dramatem dwóch osób – matki i dziecka. Na pewno miała powody, nie chcę ich zgłębiać – jej decyzja, tragedia ich obu.

  • melanii

    Wydaje mi się, że zbyt surowo oceniałaś tą kobietę. Podobno nie należy wydawać pochopnych osądów, jeżeli nie zna się do końca całej sytuacji. Znam przypadki, że nagle tatusiom się znudziło być ojcami, bo dziecko płacze w nocy i jest absorbujące, więc nieco potępiam takie zachowanie.
    Co do problemów finansowych to uważam, że jeżeli kogoś nie stać na dziecko to niech pomyśli o tym przed ciążą. Irytuje mnie, jeśli ktoś zna swoją sytuację finansową i mimo, że jest kiepska to i tak ma kilkoro dzieci i narzeka, że państwo nie pomaga.
    Denerwujące jest też traktowanie ciężarnych i mam, jak przysłowiowych świętych krów.

    • Miałam w rodzinie takiego tatusia, który po spłodzeniu dwóch synów i odsiedzeniu z żoną 4 czy 5 lat stwierdził, że „musi jeszcze pożyć” i rozpoczął życie kawalera. Masakra jakaś…

  • Dla mnie ta historia jest tragiczna. Dziecko znalazło się w sytuacji, której nie rozumie. Nie wie dlaczego mamy przy nim nie ma i skąd się wzięli Ci wszyscy „nowi” ludzie. Myślę, że należy tu się skupić na dziecku i pomocy, której bardzo potrzebuje. Kobieta postanowiła i raczej decyzji nie zmieni. Może lepiej, że dziecko oddała niż miałaby je zabić lub zostawić gdzieś na ulicy? Ja myślę, że lepiej. Przyznała się, że nie daje sobie rady. Może nie dorosła do bycia matką, może ktoś ją do tego namawiał, może dziecko było dla niej ciężarem… Cokolwiek to nie było to dla mnie w tym momencie ważniejsze jest te dziecko, a nie roztrząsanie tego co stanie się z matką.

    • FilozofPolski

      Brawo, nareszcie ktoś poza mną dostrzegł tragedię dziecka a nie tak jak większość roztrząsają się nad „mamusią”. Czy zrobiła to bo musiała czy bo chciała i tak jest to niewybaczalne. Dziecko nie zrozumie! Dla dziecka jest to tragedia. Co z tego czy to uchroni to dziecko przed dalszymi tragediami. To jest w tym momencie nie ważne. Dziecku nie wytłumaczysz ! Za samo spowodowanie tej tragedi w oczach dziecka należy się potępienie zachowania matki. Za to, że w tym momencie zniszyła jego świat.

  • Marlena Pasik- Lada

    Podobnie jak wielu czytelników myślę, że ocena jest zbyt surowa. Ani ja, ani Ty ani nikt nie był na miejscu tej dziewczyny. Nie wiemy co nią kierowało, jakie miała życie. Ocenia się bardzo łato, jeszcze łatwiej krytykuje. Tylko jakim prawem?
    Ty mając pomoc, warunki też nie podołałaś… Pamiętasz? Ale nikt nie ocenia…

    • Ciężko zapomnieć takie sytuacje. Nie ma się czym chwalić, ale widzę, że wiele osób lubi to wypominać.

      A jakim prawem oceniać? Prawem ludzkim. Tak po prostu. Jak znajdziesz męża z inną kobietą obściskujących się to nie będziesz czekać na wyjaśnienia i poznanie całej sytuacji i wszystkich aspektów sprawy, tylko strzelisz go po twarzy i zakończysz temat. Ludzie reagują emocjonalnie, a jak widać społeczeństwo tego nie akceptuje i chce być świętrze od papieża.

      • Monika Gortat

        wytykamy, tak jak Ty wytykasz błędy i postępowanie tej kobiety
        oceniamy, tak jak Ty tą kobietę
        mnie się jeszcze jedno nasuwa…Ciebie też można w dwuznaczny sposób oceniać, gdy piszesz, że jedzziesz z mężem w podróż zostawiając dzieci pod czyjąś opieką…ale tego nie robimy, bo nie raz po prostu lepiej ugryźć się w język, niż pisać byleby tylko wzbudzać sensaccje, nabijaćć sobie czytelników i statystyki, bo takie to teraz ważne w prowadzeniu bloga…

        • Pozostawienie dzieci pod opieką, to nie zrzekanie się ich. Nikt nie wciska ich nikomu na siłę, a mamy w tym postanowieniu pełne poparcie w rodzinie.
          Powoli ale systematycznie uczę się, że najważniejsze jest to czy moja rodzina na tym nie cierpi.

  • Kiedy coś mnie bulwersuje staram się uspokoić emocje i poczekać na jaśniejszy tryb myślenia. Robię to po to by nie wydawać kategorycznych osądów. Oczywiście czasem to niemożliwe, ale… Odniosłem wrażenie, że Twoje argumenty w postaci powodów postępowania tej kobiety stały się wymowką do tego by zjechać, delikatnie mówiąc, jej postępowanie. A może warto zastanowić się nad tym, że być może to co piszesz nie jest faktem? Być może do takiego aktu pchnęło ją coś czego nie ogarniasz. Coś tak strasznego, że oddanie dziecka do okna życia było aktem nie ucieczki, czy wygody ale mega odwagi matki, któta znalazła sie w sytuacji tak skrajnej, że postanowiła ocalić chociaż swoje dziecko.
    Gdybyś miala do wybory tylko skok w przepaść, który zakończy się śmiercią to pociągnęłabyś swoje dziecko za sobą z miłości? Czy właśnie z powodu miłości chciałabyś je ocalić przed takim skokiem?

    • Biorąc pod uwagę jakie tragedie rodzinne przetaczają się ostatnio przez media to nie wyobrażam sobie ani nawet nie staram się szukać w tej sytuacji aktu miłosierdzia, heroizmu i miłości. Jak wspominałam już w jednej odpowiedzi – po długiej i burzliwej rozmowie z Ojcem Polakiem doszliśmy do wniosku, że nie ma takiej sytuacji, w której oddalibyśmy dzieci i zrzekli do nich praw.

  • Powiem tak, nie wiesz co byś zrobiła na jej miejscu bo nie byłaś tą kobietą. Twoje osądy na oko bo nie wyglądała na biedną itp są z palca wyssane.Nie wszyscy biedni chodzą w łachmanch zarośnięci brudem. Zanim kogoś ocenisz pomyśl, że być może ten ktoś nie miał możliwości takich jak Ty. Nie wiesz co ją doprowadziło do tego czynu, a przecież na bank nie była szczęśliwa, że zostawia własne dziecko. Lepiej z drugiej strony że je oddała, niż wyrzuciła na śmietnik. Na prawdę ludzie mają różne problemy a Ty ją oceniłaś kompletnie nie znając jej sytuacji, a teraz w rozmowie mówisz, że ”Nie jestem Matką Teresą by wszystkim wybaczać i we wszystkich wierzyć. „Mało w życiu widziałaś” – jak można tak oceniać drugiego człowieka?” A SAMA OCENIASZ! I to jest już hipokryzja.. sorry. słabo

    • Ale ja chciałam napisać co o tym sądzę i to zrobiłam.
      A odpowiedź na tamten komentarz, to nie hipokryzja tylko sarkazm.

      • zastanawiam się czy faktycznie masz takie niedojrzałe poglądy, czy chciałaś nabić licznik czytelników.. no bo jak ktoś mówi, że tylko osoby brudne, czy strasznie zaniedbane są biedne to sorry, ja pochodzę z domu gdzie bieda piszczała, a brudna nigdy nie chodziłam ani podarta. Żeby nadawać ton trzeba mieć wrażliwy słuch i poczucie taktu. Pozdrawiam

        • Biedne osoby, które są zadbane, czyli stać je na podstawowe rzeczy nie są na tyle biedne by oddawać dziecko z powodów finansowych. Ot co. Biedna to żadne wytłumaczenie dla podobnego postępowania.

          • Widzisz, można być biednym i zadbanym człowiekiem, mając w lodówce pustkę i zero podstawowych rzeczy w czterech ścianach. Ludzie żyjący w skrajnej biedzie się nią nie chwalą i potrafią ją bardzo dobrze zakamuflować.
            Twój wpis jest pozbawiony obiektywizmu. I to bardzo. Nawet ja mając ojca stosującego przemoc w rodzinie, dostrzegam fakt, że powielił wzorce zachowania, które wyniósł z domu i jako dziecko nie miał szczęśliwego dzieciństwa.
            Twoje doświadczenie życiowe i pojęcie o świecie jest ograniczone.
            Obyś nigdy nie musiała, w swoim życiu, stawać przed trudnymi wyborami..
            Nikomu takich rozważań nie życzę.
            A tutaj inne spojrzenie na tę samą sytuację, przedstawione w diametralnie inny sposób http://www.mamanna.pl/osadzona/

  • Dzięki za ten komentarz.

  • W przypadku, który opisałaś – półtora roku było dobrze, dziecko zadbane – rzeczywiście nie potrafię sobie wyobrazić usprawiedliwienia.

    Zawsze uważałam, że Okno Życia jest rozwiązaniem dla nastolatki, matki z jakiegoś patologicznego środowiska, potrafię wymyślić ileś możliwych sensownych usprawiedliwień. Tylko to półtora roku. Choć czekaj… kobieta mogła utrzymywać się sama i właśnie stracić pracę, nie ma szans na nową, pieniądze się kończą, dopóki mogła wszystko robiła, by tym dzieckiem się opiekować – sama może wygląda dużo gorzej niż oceniono wygląd dziewczynki – z jakiegoś powodu nie może znaleźć pomocy (dobra, to jest nieco naciągane) i w końcu, nie mogąc zapewnić córce utrzymania, decyduje się na ten krok.

    Tak patrzę na tę historyjkę. Teoretycznie możliwa, choć nie tylko część o nieznalezieniu pomocy jest naciągana.

    • Przegadałam z Ojcem Polakiem mnóstwo najróżniejszych scenariuszy. Wniosek wysnuliśmy jeden – nie byłoby takiej sytuacji, w której oddalibyśmy dziecko. Nawet gdyby np. Ojciec Polak wychowywał sam dzieci i okazałoby się, że jest śmiertelnie chory i nie może sam sprawować opieki nad dzieckiem, to oddaje je do rodziny/do domu opieki/tam gdzie będzie bezpiecznie i dopóki może odwiedza je. Nie ma opcji by dobrowolnie zrzec się opieki nad dzieckiem.

      Jedynym sensownym wytłumaczeniem jak dla mnie jest depresja bądź inne zaburzenie psychiczne, w którym człowiek nie myśli racjonalnie. W takiej sytuacji uważam, że nie powinno być prawnej możliwości zrzeczenia się prawa do dziecka w jednej chwili. Nie podoba mi się ta sprawa, ot co.

      • Ola, tez dzisiaj myslalam o tym, czy potrafilabym oddac moje dziecko. I wiesz co? Doszlam do wniosku, ze nie moge tego powiedziec, dopoki sytuacje, ktore hipotetycznie wymyslalam, nie pojawily sie naprawde. Nigdy nie jestesmy w stanie powiedziec nic na pewno. Wez to pod uwage, bo wydaje mi sie, ze choc komentarze przeciwko Tobie w sporej ilosci sa zbyt mocne, to Twoj artykul – choc, zeby nazwac go artykulem, musialby byc bardziej merytoryczny, a mniej emocjonalny, wiec raczej wpis – tez jest bardzo mocno niesprawiedliwy, krzywdzacy i nieobiektywny. Prawde mowiac, wyjatkowo mi sie wsrod Twoich wpisow nie podoba. Nie wiem, czy napisalas go pod wplywem silnych emocji, stad brak rzetelnosci i obiektywizmu, czy to typowa zagrywka, by przyciagnac czytelnika. Mam nadzieje, ze to pierwsze, bo jestes madra babka i wierze, ze na granie na emocjach bys sie nie zdecydowala.
        Trzymaj sie cieplo, a w kwestii tej kobiety i jej podobnych – zastanow sie na chlodno. Pozdrawiam! 🙂

  • Myślę, że Twoja ocena jest i za surowa, i zbyt pochopna. Tak naprawdę nikt nie wie, jakimi pobudkami kierowała się matka, oddając dziecko. Jedno jest pewne- kryje się za tym tragedia kobiety, która musiała być bardzo zdesperowana, żeby zdecydować się na taki krok. Łatwo się pisze, że argumenty o kiepskiej sytuacji finansowej są śmieszne, ale uwierz mi, że kiedy człowiek nie ma co do gara włożyć i każdy dzień jest dla niego ciężką próbą przetrwania, wtedy jest w stanie podjąć i najtrudniejszą z możliwych decyzji. Czasem- choć wydaje się to absurdalne- matki porzucają swe dzieci z miłości. Może ta kobieta ma nadzieję, że teraz będzie jej córeczce lepiej? Nie wiem, czy czytałaś „Nędzników” Wictora Hugo- jest tam opisana historia matki, która dla swej córeczki sprzedała wszystko- począwszy od włosów i zębów, a skończywszy na własnym ciele. Miłość rodzicielska ma różne oblicza i często jest tak, że to, co jedni potępiają, dla innych jest ratunkiem. I gdyby można było ucieć od problemów w taki sposób, jak piszesz- wyciszyć się, odpocząć, przespać się z nimi- nie byłoby na świecie nieszczęśliwych ludzi. Pozdrawiam!

    • Czasami mam wrażenie, że wszyscy oprócz mnie żyli w skrajnej nędzy i czują się w obowiązku uzmysławiać mi jak to ludziom może być ciężko i do czego to może doprowadzić… Według donosów mediów z żebractwa ludzie bardzo dobrze żyją a Polska to naród krętaczy, więc argumenty problemów finansowych ciągle do mnie nie trafiają.

      • Nie wiem, czy wszyscy, ja piszę na podstawie osobistych doświadczeń. Bynajmniej nie zamierzam nic Ci uzmysławiać, niemniej mogę wyrazić swoją opinię :). Nie od dziś wiadomo, że media kłamią, więc nie ma się co nimi sugerować, zresztą krętacze są wszędzie :). Poza tym nie rozumiem, co ma piernik do wiatraka i żebractwo ma z tym wpisem wspólnego?

        • Bo gdybym była w sytuacji, że nie stać by mnie było na wyżywienie dziecka (a to uważam za problemy finansowe, które utrudniałyby mi wychowanie dziecka) to poszłabym żebrać byleby dziecko było ze mną.

          • Myślisz że zebranie jest łatwe? Że wysiedzialabys w zimę na ulicy z malym dzieckiem żeby potem mieć mu co dac na kolacje? To od razu zbieraj na leki na zapalenie płuc dla was obojga. Żebracy to w większości zorganizowana grupa. Nie wiem czy ot tak by Ci pozwolili wejść na swoje terytorium

            • Ludzie nie żebrają tylko na ulicy, bo takim nigdy nie sypię groszem. Miałam kiedyś okazję uczestniczyć w sytuacji, gdzie do mojego rodzinnego domu przyszła kobieta z małą dziewczynką. Miała może z 4 lata. Poprosiła moją mamę o jedzenie, bo mają ciężką sytuację finansową. Moja mama dała jej bochenek chleba, jakieś konserwy, mąkę, jajka, cukierki dla małej. Gdy dostała taką torbę jedzenia prawie się popłakała, a córka powiedziała tylko jedno zdanie „mamusiu, popatrz! dostałyśmy jajka!”. A wtedy moja mama się popłakała, a ja to zapamiętałam i pewnie będę pamiętać do końca życia.
              Da się znaleźć pomoc, tylko trzeba jej poszukać.

    • „kiedy człowiek nie ma co do gara włożyć i każdy dzień jest dla niego ciężką próbą przetrwania, wtedy jest w stanie podjąć i najtrudniejszą z możliwych decyzji.”
      Nie byłam nigdy w takiej sytuacji. Ale jeżeli wydarzyłoby się coś, co doprowadziłoby do tego, że nie miałabym za co dzieci nakarmić – nerkę bym sprzedała, ale córek nie oddała. To jest strasznie absurdalne, żeby oddać dzieci z miłości. Ja tu nie widzę miłości niestety…

  • FilozofPolski

    Co do artykułu to podejrzewam, że jest dość emocjonalny. Sporo ostrych słów. Osoba oddająca swoje dziecko nie zasługuje na pewno na pochwałę, ale w sumie nie zabiła tego dziecka (a przecież niby mogła). Może dziecku będzie lepiej u kogoś innego kto będzie je chciał i kochał. (byle tylko mamusi po 15 latach nie przyszło do głowy go odwiedzać).
    Oddanie dziecka to prawie zawsze tragedia … dziecka. Ale jeżeli postawimy na przeciw śmierć ? Lepiej żyć czy nie ? Czy zawsze tak ? To co matka dała temu dziecku to szansa czy tragedia ? Zostawie was sam na sam z tymi rozważaniami i autorkę również, jestem ciekaw jak byś zmieniła tekst gdyby to dziecko zostało zabite a nie oddane.

    Śmieszy mnie zawsze tekst w komentarzach „nie oceniaj”. Natura ludzka i nie ocenianie ? Cały czas to robimy, świadomie czy nie, oceniamy wszystko i wszystkich, taki już jest nasz umysł czy tego chcecie czy nie. Nasza ocena jest jednak mocno płynna. W miarę pojawiających się nowych informacji może ulec zmianie. Ocena autorki wynika zapewne z jej aktualnego stanu. Najwyraźniej dla autorki oddanie dziecka jest czymś nie do pomyślenia i prawie, że najgorszym na świecie.

    Komentarze jednak pokazują, że osoby piszące same złapały się we własne „ocenianie” 🙂

    • Przeczytałeś i skomentowałeś tekst po edycji, więc nie znasz jego pierwotnej formy. A m tu wszyscy oceniliśmy to, co przeczytaliśmy w pierwszym żucie.

      • FilozofPolski

        Z tego co widzę wyedytowane zostało to co skreślone, no chyba że jeszcze więcej zmian było, tego nie wiem.

        Bynajmniej! Nie ma to żadnego wpływu na wydźwięk mojego komentarza, gdyż jego sensowność pozostaje niezmieniona.

        Joanno krytykujesz autorkę za to, że odważyła się publicznie powiedzieć co Ona w tej chwili myśli o tej kobiecie. Założe się, że większa część społeczeństwa pomyslała to samo.

        My, (rodzaj ludzki) lubujemy się w ocenianiu, lubujemy się w wydawaniu osądów. Ale lubujemy się również w czymś jeszcze. W pokazywaniu i udowadnianiu sobie, że to MY jesteśmy lepsi od innych. Robimy to w różny sposób.

        Autorka w pewnym sensie zrobiła to wyrażając ostro dezaprobatę postępowania tej matki. (Ona jest lepsza bo nigdy by tak nie zrobiła)

        Wy (komentujące) robicie to potępiając zdanie autorki. Przecież to wy jesteście lepsze bo „nie oceniacie nie znając szczegółów”, bo jesteście „miłosierne”.

        Oh jak mnie fascynują takie sprawy. Jest tyle pułapek, w które nasz umysł się łapie.

        P.S. Proszę zmień to „żucie” 🙂

        • Sorry za „żucie”, to z rozpędu.
          Wracając do tekstu, tak krótko i treściwie. Można go było napisać w inny, bardziej lekki sposób, bez tego typu słownictwa.
          A co do edycji, cały ostatni akapit jest poprawiony, co znacznie zmienia wydźwięk całego tekstu. Skoro uważasz go za emocjonujący, to co powiedziałbyś po przeczytaniu pierwotnej wersji.

          • FilozofPolski

            Nie „emocjonujący” tylko „emocjonalny”. Bardziej od strony autorki aczkolwiek czytając komentarze stał się pewnie i emocjonujący dla innych.
            Dalej jednak obracamy się w najmniej ważnym aspekcie mojego komentarza, a jego główny sens umknął.
            Czekam z niecierpliwością na komentarz autorki na postawione w moim komentarzu pytania. W sumie komentujących też zapraszam do rozważań albo przynajmniej do zastanowienia się nad tym.

      • Jedyną zmianą w pierwotnym tekście jest to, że jedno zdanie zostało przekreślone (nie skasowane) i dodane po nim jedno zdanie.

    • Ależ oczywiście, ze oceniamy, mniej lub bardziej surowo. Rzecz w tym, by wiedziec kiedy się tą oceną podzielić z innymi, a kiedy milczeć. Ja staram się nie oceniać sytuacji, człowieka, dopóki nie mam odpowiedniej ilości informacji. Tu nie mam żadnych. Kobieta zostawiła dziecko w oknie życia. Mogę oceniać to czy akurat taka forma pozostawienia jest dobra czy zła, ale wciąż nie mam prawa oceniać tej kobiety, a już na pewno jej hejtować. To co zrobiła autorka tekstu, to wylanie wiadra pomyj na drugą osobę.

      • Inna sprawa, że bloger jako bloger jest osobą publiczną i sam się wystawia na ocenę. Z własnej i nieprzymuszonej woli. A tym samy musi się liczyć z tym, że zostanie oceniony on za swoje poglądy oraz jego tekst za formę przekazu.

      • FilozofPolski

        Magdaleno,

        Co do milczenia to można by dywagować. Ileż to razy już ludzie cierpieli za to, że ktoś milczał ? Czyż w naszej historii milczenie nie przyniosło równie wiele (jak nie więcej) szkody niż wypowiadanie się w jakiejś kwestii ?

        Zgadzam się tu z Joanną, że bloger jest osobą publiczną i można się z jego zdaniem zgadzać albo nie. W sumie o to chodzi w blogowania prawda ?

        • Napisałam, by wiedziec keidy milczeć, a nie, że zawsze.
          Patrząc na tekst i komentarze autiorki, dochodze do wniosku, ze ona sama siebie nie czyta.
          W tekście wydała już osąd, zmieszała matkę z błotem, a w komentarzach – patrze na sprawę z dystansem. Ktoś kto przeczy własnym słowom niech lepiej zamilknie.

          • Nie widzę tu zaprzeczania samej sobie. Poczytałam (to co jest dostępne), przemyślałam takie zachowanie przez pryzmat siebie i przedstawiłam swoje zdanie, w którym krytykuję takie zachowanie.

            • Najpierw zhejtowałaś matkę, a następnie twierdzisz, że masz do tego dystans. Fuck logic.

              • Odsyłam do komentarza wyżej, bo nic więcej dodać nie mogę by Ci to wytłumaczyć.

                • Gdybyś miała dystans, to byś wiadra pomyj nie wylewała. Tekst jest emocjonalny, a nie z dystansem do sprawy. Dystans ma się wtedy, gdy potrafi się spojrzeć trzeźwym okiem, a nie przez pryzmat siebie i własnych emocji. Nie oceniałabyś tez mając strzępki informacji.

                  Co to w ogole za tekst – dziecko nie było brudne, a więc nie było problemów finansowych. Zawsze wyglądam jak milion dolarów, moje dzieci też, a jednak zdarza się, że problemy finansowe mnie przytłaczają i zastanawiam się za co jedzenie kupię.

                  • Dobrze, doszkoliłam się z języka polskiego, zwracam honor co do dystansu.

                    Uważam, że gdyby bieda cię przycisła, to nie wyglądałabyś jak milion dolarów tylko spieniężyła co nieco aby mieć co do garnka włożyć. No jakoś odnoszę wrażenie, że w Twojej sytuacji problemy finansowe są raczej przejściowe i nie zmuszają cię do oddania dzieci.

                    • Nadal nie wiadomo, czy ta kobieta oddała dziecko z biedy i nadal uważam, ze beide nie zawsze widać. Za taką decyzją mogło stać milion innych powodów. Napisałaś, że to nie depresja poprodowa, a skad wiesz czy to nie po prostu depresja?

                      Ja nie stałam nigdy przed dylematem, czy oddać swoje dziecko. Cieszę się, ze Ty też nie, ale nie oceniaj tych, którzy przed taką decyzją stanęli. Gdyby nie pomoc moich rodziców, gdy miał się urodzić mój piewrszy syn, to nie wiem co bym zrobiła, bo sama na pewno bym nie podołała.

                      Nie wiem czy pamiętasz, była niedawno taka glośna sprawa o kobiecie, która nagrała telefonem jak bije swoje dzieci, a później wrzuciła ten film na facebooka. Od razu zabrano dzieci do rodziny zastępczej. Po fakcie powiedziała, ze się cieszy, ze tam jej dzieicom będzie lepiej. Bicia dzieci pasem nic nie tłumaczy, słusznie, ze jej te dzieci zabrali, ale warto było zadac sobie trud i dowiedzieć się co stało za takim zachowanie zamaist od razu ją zlinczowac, wysłac do piekłqa, na stryczek i komory gazowej. To samo tyczy sie tej matki, o której napisałaś.

  • Monika Gortat

    sory, że to napiszę ale… Ola…zjedz snikersa, bo zaczynasz gwiazdorzyć…
    oceniasz kogoś, mając sama przez pierwszy rok ludzi do pomocy w opiece nad swoimi dziećmi, bo ty nie podołałaś…
    w ogóle nie wierzę ostatnio w to, co tutaj czytam i jak Cię ‚parenting’ czy coś tam na ten styl, zmieniło…

    • Tak, nie podołałam. Kto wie co by się stało gdybym nie miała pomocy. Gdybym oddała dzieci bez możliwości odzyskania ich oceniłabym się się podobnie.

  • A skąd wiesz, ze to była piewrsza kolejność? Bo w telewizji tak powiedzieli?

  • Mało w życiu widziałaś. Jak można tak oceniać drugiego człowieka?
    Nie zabiła z zimną krwią, żeby wysyłać ja do piekła.
    No w głowie mi się nie mieści jak tak można, wypisywać takie bzdury!!!
    Nie wiadomo co nią kierowalo, jaka sytuacja zyciowa… Brak mi słów!

    • Nie jestem Matką Teresą by wszystkim wybaczać i we wszystkich wierzyć. „Mało w życiu widziałaś” – jak można tak oceniać drugiego człowieka? Nie wiesz o mnie zbyt wiele a oceniasz na podstawie tych słów, które napisałam. Może widziałam więcej niż myślisz?

      • Matka Teresa nie jesteś. Informuje, że Bogiem również nie jesteś żeby oceniać!
        Można było to inaczej ubrać w słowa, bo co innego nie popierać jej decyzji a co innego mieszać ta matkę z błotem.
        Co do tego, że Cię nie znam. Kobieto sama sobie przeczysz. Oceniłas kobietę, która oddała swoje dziecko jako najgorszą z najgorszych, a nie życzysz sobie, żebym oceniala Cie za ten tekst. Brawo Ty!

        • Odpowiedziałam tylko swoim komentarzem na Twój, który jest dla mnie równie bezsensowny.
          A ludzie mają to do siebie, że oceniają. Jest to sytuacja, która mnie poruszyła i wyrażam zdanie na ten temat. Inni wolą siedzieć cicho lub głosić niezobowiązujące „nie oceniam”.

  • Nie zgadzam się z Tobą. W tym tekście bardzo mocno zhejtowałaś tą matkę, bo krytyką tego nazwać nie można. Tak naprawdę nie wiesz co nią kierował. Bo skąd masz wiedzieć? Nie znasz jej, nie wiesz czemu to zrobiła. Jej decyzja była przemyślana a ona sama bardzo zdesperowana i nieugięta w swoim stanowisku. Tak łatwo jest kogoś znienawidzić patrząc z boku i nie wiedząc co tak naprawdę nim targa.
    Nie wiesz, nie oceniaj. To takie proste.

    • Owszem, nie znam jej sytuacji, ale widziałam historie, w których bieda nie była ŻADNYM powodem do dobrowolnego oddania dziecka. Cała Polska była przeciw, gdy służby odebrały rodzcom dzieci z powodu niewystarczających środków na utrzymanie, a teraz „nie oceniaj, ona i tak pewnie cierpi”. Nie zgadzam się z tym.

      • Nigdzie nie napisałam „nie oceniaj, ona i tak pewnie cierpi”. Uważam jednak, że nic nam nie daje prawa do oceniania postępowania tej kobiety i tego, co nią kierowało bo zwyczajnie nie znamy jej historii. A media? Media robią wszystko, żeby materiał był jak najbardziej chwytliwy i komentowany. Gdyby powiedzieli, że zrobiła to, bo miała dość dziecka 70% społeczeństwa by uwierzyła. I to jest właśnie jedna wielka bzdura. Trzeba mieć swój rozum. Oddała dziecko. Nikt poza nią samą nie wie dlaczego. W niektórych przypadkach nawet lepiej jeśli dziecko trafi do adopcji niżeli miałoby mieć „przegwizdane” w życiu.

        • Media robią ludziom wodę z mózgu. Zgadzam się.
          Jednak są pewne zachowania, które są oceniane jako ZŁE. Kradzież jest zła, ale jak ktoś jest głodny to dobra. Zabijanie jest złe, ale eutanazja i aborcja dobre. A oddawanie swoich dzieci jest złe. No chyba, że ma się do tego powody. Ot chociażby finansowe.

          • Więc skąd wiesz, że ich nie miała? Z telewizji, bo tak powiedzieli lub wywnioskowałaś na podstawie tego jak dziecko wygląda?
            Przepraszam Cię bardzo, ale ocenianie czyjejś sytuacji „na oko” jest nie na miejscu.
            Skąd wiesz czy,dla prostego przykładu, kobieta nie jest samotną matką, nie zachorowała i chciała już teraz oddać dziecko w dobre ręce zamiast później martwić się co zrobić z córką, gdy wyląduje w szpitalu i jej ją zwyczajnie odbiorą. Wiesz? Nie wiesz. Nikt z nas nie wie. i dopóki nie będzie jasno określone dlaczego tak postąpiła, każdy z nas powinien swoje zdanie zatrzymać dla siebie, a nie publicznie kamienować człowieka za jego decyzję.

            • Myslę, że gdyby tak było to odpowiednialna matka oddałaby dziecko bezpośrednio do placówki opiekuńczej, a nie do Okna Życia, które jest „kołem ratunkowym” w skrajnych sytuacjach.

              • Otarłam się bezpośrednio o placówki opiekuńcze. W życiu nie „oddałabym” do nich dziecka…

  • Wiesz co ja do sensacji z tv i sieci podchodzę z dystansem. Niebawem może się okazać drugie dno całej historii- media często pokazują to co się dobrze sprzeda…

    • Zgadzam się. Też staram się do tego podchodzić z dystansem. Przyznam szczerze, że gdy cała Polska szukała Madzi z Sosnowca ja po pierwszym wywiadze wiedziałam, że coś tu śmierdzi. Niestety, nie myliłam się.

  • Widać mało w życiu widziałaś, skoro tak łatwo wydajesz osądy. Nie znasz tej kobiety, jej sytuacji, ale oceniłaś, wysłałaś do piekła. Spojrzałaś na sprawe powierzchowanie, rzuciłaś jakimiś tandetami, że zawsze jest wyjscie z sytuacji.

    Moja mama poznała keidyś kobietę, ktora oddała swoją 6-letnią córke do domu dziecka.Codziennie ją w tym domu dziecka odwiedzała. Córka była bardzo chora, potrzebowała wielu operacji, leków. Trzeba było dojeżdżać do spejcalistów w całej Polsce. Zdecydowała się na ten krok z biedy tak skrajnej, że by ratować swoje dziecko, to oddała je tam, gdzie zapewnili mu to wszystko. W domu miała jeszcze kilkoro innych dzieci, które także musialy jeśc, chodzić do szkoły, mieć się w co ubrać. No, ale dla Ciebie na pewno było inne wyjście z tej sytuacji, ta kobieta nie kocha swojej córki i powinna smażyć się w piekle.

    Łatwo przychodzi ocenianie innych, obcych, a wszystko to przez pryzmat siebie. Łatwo się ocenia z wygodnego krzesła przed komputerem, z pełną lodówką w domu.

    • Nie zgadzam się. Jak napisałaś – „oddała córkę do domu dziecka i CODZIENNIE JĄ W TYM DOMU ODWIEDZAŁA” (nie mogę podkreślić tej części zdania, więc napisałam ją dużymi literami). Nie uważasz, że między tymi sytuacjami jest „delikatna” różnica? Bo dla mnie jest znaczna.

      • Widzę dwa ludzkie dramaty i daleka jestem od ich oceniania, bo kim ja jestem, by ludzi osądzać?

        • Jeszcze jedno, nawet jeśli oficjalna wersja jest taka, że oddała dziecko z biedy, to prawdziwa może być zupełnie inna.

  • Myślę, że zbyt pochopnie oceniasz. Nie mówię, że jej bronię bo nie. Jednak na tyle poznałam życie, że to co dla Ciebie jest niedorzecznością, to co Tobie w głowie się nie mieści, może mieć o wiele głębszą historię, gdzie takie rozwiązanie mogło być najlepszym.

    • Zrzeczenie się praw do dziecka najlepszym wyjściem? Na chwilę obecną się z tym nie zgodzę.