Wczorajszy wpis był, jak do tej pory, najbardziej namiętnie komentowanym wpisem na tym blogu. Sytuacja ta utwierdziła mnie w jednym bardzo ważnym przekonaniu – ludzie nigdy nie przestaną mnie fascynować! To jest niesamowite jak czytelnicy form wszelakich wierzą w słowo pisane. Uwielbiam patrzeć gdy ludzie próbują przekonać się nawzajem do swoich racji w więcej niż zaledwie jednej wymianie komentarzy. Niesamowite jest to jak wiele niedomówień może powstać przez nieodpowiednie napisanie jednego zdania (co jednocześnie wiąże się z wielką odpowiedzialnością – muszę o tym pamiętać). Jestem w wielkim szoku jak słowa, napisane przez takiego Ktosia jak ja, poruszyły kilka osób i zmusiły do dyskusji. Wielkie WOW, dzięki!

blogerPo pierwsze, nie oceniaj!

Zauważyliście, że wśród osób komentujących zadziałał przedziwny mechanizm? Nastąpiło przyzwolenie na ocenę kogoś kto ocenił kogoś innego? Zadam pytanie powielane w komentarz – „jakim prawem”? Ja oceniłam kogoś, to ktoś ma prawo oceniać mnie? Podążając tokiem rozumowania komentujących, wszyscy komentujący powinni napisać „Nie znamy sytuacji Gulbaski, nie możemy nic napisać, dopóki nie poznamy jej historii i powodów, które popchneły ją do napisania tego tekstu.” Przyjemniej było rzucić mięsem, prawda? Nie szkodzi, rozumiem. Jednak przyznam szczerze, że samo wyobrażenie sobie podobnego komentarza bardzo mnie rozbawiło.

Czemu nikt nie pomyślał, że to prowokacja? Czemu nikt nie wpadł na pomysł, że to eksperyment socjologiczny? Takie wytłumaczenia nie byłyby atrakcyjne dla czytelnika. Przecież to były moje słowa, pod którymi widnieje mój wirtualny podpis, więc muszą w 100% pokrywać się z tym co myślę.

Przecież wszyscy komentujący znają mnie lepiej…

Bo Ty jeszcze mało w życiu widziałaś

To jest stwierdzenie, które działa na mnie jak płachta na byka. Na jego cześć powinnam napisać osobny post. Wiecie co Wam teraz w skrócie napiszę? ZAWSZE znajdzie się ktoś kto widział więcej ode mnie. Ludzie po traumatycznych przeżyciach NIE SĄ BARDZIEJ DOŚWIADCZENI. Oni są INACZEJ doświadczeni przez życie. Ja w dzieciństwie doświadczyłam dobrych rzeczy. Nikt mnie nie bił, nie molestował, nie zgwałcił, nie klepałam biedy, nie miałam raka, nie jestem upośledzona ani nie mam upośledzonych dzieci. Jednocześnie ktoś mógł od urodzenia doświadczyć syfu, a jago dotychczasowe życie to pasmo nieszczęść. Shit happens. Nie na wszystko mamy wpływ. Nie mam zamiaru pokutować za swoje przekonanie, bo miałam w życiu lepiej niż niektórzy. Czy mam sądzić, że osoby, które mają za sobą ciężkie przeżycia mają prawo do lepszego i bardziej poprawnego oceniania otaczającego nas świata? Nie.

A tak na prawdę, po co tutaj wczoraj przyszliście?

Czytając tytuł myśleliście, że to będzie filozoficzna rozprawka na temat wartości życia i dylematów moralnych matki? Przepraszam, że Was zawiodłam…

A może jednak weszliście tu dlatego, że wywęszyliście sensację i chceliście poczytać SUBIEKTYWNĄ OPINIĘ osoby postronnej? Chcieliście poznać zdanie osoby, która nie będzie owijała w bawełnę tylko przedstawi sprawę w czarno-białych barwach? Dopuszczam też do siebie możliwość, że przyszliście tutaj aby uzmysłowić mi, że nie można publicznie nikogo oceniać. Wpadliście by pokazać jak powinno się zachować takt. Powiedzcie, jak to na prawdę było?

Dam Wam emocjonuje teksty

Jestem blogerem. Jedyne co mnie ogranicza to ludzka przyzwoitość. Jeżeli boisz się, że jakiś tekst będzie niezgodny z Twoimi przekonaniami i zburzy Twój spokój – nie czytaj go. Żyj w spokoju sumienia. Przecież nie masz przymusu zaglądania tutaj. Po prostu tego chcesz. Więc jak już już przeczytasz moją opinię, nie wyskakuj mi z „jakim prawem?”, „jak możesz?”, „co Ty wiesz o życiu?”. Napisz mi co sądzisz o moim tekście. Chętnie wdam się z Tobą w dyskusję.

Do następnego! Dzięki, że jesteś!

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
grzechy blogera na urlopie
3 grzechy blogera na
blog conference poznań relacja
Bardzo Cenne Porady,
blog roku, 2015, gulbaska
Gulbaska i Gala Twó
networking, jak się do niego przygotować, jak przygtować się do networkingu
Networking dla bloge
www.blogowigilia.pl
Blogowigilia 2015 cz
Jestem Wyjątkowa!
Każdy bloger to wyj
avatar
Nowa twarz Współcz
bloger profesjonalny blox
Jak daleko mi do blo
DSC_0145
Gdzie kończy się i
maddinka_grey
Umiera człowiek, a
  • Igomama

    Ależ u Ciebie emocji, Olu! Przeczytałam ten artykuł, a potem cofnęłam się do poprzedniego… Nie słyszałam o opisywanej sytuacji z mediów. Dopiero teraz się dowiedziałam. Tragedia! Dzieciątko ma 1,5 roku, taki człowieczek mimo, że mały wzrostem, sporo już rozumie. Mam w domu córeczkę 20 miesięczną, zdumiewam się, jak ona wiele wie o świecie. Ma swoje zdanie, swoją drogę na spacer, swoje ulubione potrawy, swój rytm dnia… I nagle wszystko się zmienia! To musi być strasznie trudne dla maluszka.
    Ale z drugiej strony, jeśli miałby się wydarzyć gorszy dramat, to lepiej, że stało się tak, jak się stało…
    Pozostaje trzymać kciuki za maluszka, by szybko zaadaptował się do nowych warunków.

    • W chwili obecnej już trochę ochłonęłam od tematu, ale i tak uważam, że nie ma takiej sytuacji, która zmusiłaby mnie do oddania dziecka po takim czasie… Też mam nadzieję, że ta histeria skończy się dobrze. A przynajmniej lepiej.

  • Faktycznie ostatni wpis był ‚dawcą’ wielu, różnych emcoji

  • No proszę, zaczęłam tutaj, a muszę do poprzedniego postu sie cofnać. Jestem pierwszy raz, ale z pewnoscią nie ostatni, więc grzecznie sie witam 🙂 i pozdrawiam!

    • Witam i zapraszam 🙂 Nie zawsze u mnie jest tak głośne, ale czasami bywa 😉

  • Sądzę, że pod wpisami kontrowersyjnymi zawsze pojawiają się wpisy wielce oburzonych. Mam taki jeden, najwięcej komentarzy i najpopularniejszy. Komentarze pozytywne bądź negatywne. Najciekawsze jest to, że udostępnił mnie pewien fanpejdż – mieli dużo komentarzy, przy czym ludzie niezadowoleni pisali długie komentarze nie na temat, a ci, którym wpis był obojętny bądź się spodobał – krótsze. U mnie też tak było.

    Ludzie znacznie łatwiej krytykują niż chwalą.

    • Ja nie lubię krytykować dla samego krytykowania. Nie do końca też opanowałam subtelną sztukę gryzienia się w język.

  • Emocje też trzeba umieć dawać.

    • Całe szczęście człowiek uczy się całe życie.

  • melanii

    Jak napisałam pod poprzednim postem podobno nie należy do końca oceniać, jeżeli dana sytuacja nie jest do końca znana. Trzeba wtedy powiedzieć, że mi się to, a tamto nie podoba, to nie po mojemu, ja bym inaczej to, czy tamto rozwiązała. Sama uczę się tej trudnej sztuki, bo i mnie się zdarza w emocjach coś palnąć niewłaściwego i nieprzemyślanego.
    Zauważyłam, że w blogowych świecie niektórzy blogerzy za krytykę się obrażają i znacznie chętniej przyjmują słodzenie. Ale są też blogi, gdzie można podyskutować bez wzajemnego obrzucania się bluzgami.

    • Mam nadzieję, że będę należała do tej grupy blogów, w której można podsykutować. Tylko muszę nauczyć się bardziej precyjnie wyrażać swoje myśli na ekranie.

  • Wiesz Olu, ja nie znoszę wpisów prowokacyjnych czy eksperymentalnych, ponieważ lubię szczere teksty, a nie pisane po to, żeby zobaczyć, jaka będzie reakcja ludzi na nie. Napisałam Ci komentarz, w którym wyraziłam swoją opinię, a tak się stało, że była ona rozbieżna od Twojej. Nie znaczy to jednak, że nie szanuję Twoich poglądów i próbowałam Cię przekonać do zmiany zdania, bo ani mi się nie chce tego robić, ani z nikim nie wojuję. Po prostu wrzuciłaś wpis, który w założeniu miał być kontrowersyjny, więc chyba się spodziewałaś, że czytelnicy mogą (że się tak wyrażę) się na Ciebie rzucić. Często odwiedzam Twój blog i często go komentuję, więc nie przyleciałam tu wczoraj po to, gdyż wywęszyłam sensację, lecz zrobiłam to dlatego, aby (jak zwykle) przeczytać, co takiego masz do powiedzenia. Przykro mi, że zawiodłam Cię w kwestii komentarza i się z Tobą nie zgodziłam, ale przecież mam do tego święte prawo :). Polecam to Twojej uwadze.

    • Ale mi Twój komentarz bardzo się podobał. Byłabym głupia żyjąc w przekonaniu, że cały świat zawsze będzie mi przyklaskiwał. Ty jesteś akurat moją stałą czytelniczką i na takie komentarze zwracam szczególną uwagę, ale pojawiło się też kilka osób, które lubią się ujawniać gdy mają do dorzucenia jakieś „ale” a nie przypominam sobie bym uswiadczyła komentarz „dobra robota”.
      Dzięki, że jesteś 🙂

  • Pamiętając to, co złego napisałaś o in vitro i o dzieciach tak poczętych oraz ten wczorajszy wpis i dzisiejszy komentarz mam wrażenie, nie wiem czy słuszne, że celem wczorajszego wpisu było wywołanie silnych emocji, poruszenie, przykucie uwagi. I patrząc na ilość wejść, komentarzy czyli pewnie realne przełożenie na UU. Ale ja bym chyba aż tak va bank nie grała bo to gra na uczuciach 🙁 🙁

    • 340 UU na tekst to nie jest szalony wynik, bo widzę, że nie pierwszy raz tutaj podnosi się zarzut podniesienia statystyk.
      W życiu, jak i na blogu, nie jest nigdy sielsko i anielsko. Pewnie nie raz pojawią się tutaj takie wątpliwe w swej słuszoności teksty. Tak to ze mną bywa.
      A na szczeście tekst o in vitro usunęłam na tyle szybko, żeby się za niego nie ukrzyżować ale na tyle późno, że pozwoliła by ktokolwiek go przeczytał. To była moja porażka i przejaw skrajnej głupoty.

      • Według mnie to nie tak. Nie ma sensu oglądać się na innych (blogerów). Na pewno są tacy, dla których 340 UU per wpis to żaden wynik, ale warto na to spojrzeć odnosząc się tylko do siebie.
        Jeżeli dla dajmy na to top 3 wpisów w danym miesiącu ten z 340 UU będzie na podium to to jest sygnał, że osiągnął cel = był czytalny.

  • Jaga A

    🙂 Masz rację – blog to produkcja emocji. Co widać jak na załączonym obrazku. Ileż ja gromów na własny łeb ściągnęłam pisząc coś co się ludziom nie podobało 🙂 A emocje są i u mnie – nauczona doświadczeniem staram się nie oceniać ludzi którzy myślą inaczej, ale często mój wrodzony sarkastyczny stosunek do świata nieraz nie daje mi się zamknąć 🙂

    • Myślę, że byśmy się dogadały 🙂

      • Jaga A

        Dlatego od dawna podczytuję Cię „po cichu”. Ale nie zabieram głosu i nie otwieram paszczy dopóki nie przeczytam czyjegoś bloga od samego początku istnienia , bo po co mam wyskoczyć jak Filip z konopi z głupim tekstem.

  • Ja Ci jasno napisałam, że Twój tekst mi się nie podoba. I ocenianie tej matki w taki sposób też mi się nie podoba. Szczególnie, że nikt nie wie co nią kierowało (co sama z resztą zauważyłaś, pisząc to w komentarzach). Jesteś blogerem, osobą publiczną. Sama wystawiasz się na ocenę, wystawiasz na ocenę swoje teksty. Robisz to z własnej woli.
    Ta kobieta nie poleciała to tv pochwalić się, że dziecko zostawiła w oknie życia. Nie rzuciła się radośnie na ocenę. Ty wrzucając tekst do sieci na taką ocenę się wystawiasz. Czemu więc się dziwisz, że ktoś to ocenia?
    Nie pisałam Ci, ze mało w życiu widziałaś. Nie wnikam w Twoje prywatne obserwacje i przeżycia. Oceniłam Twój tekst. Nie podoba mi się i już. Ani forma, ani słowo pisane a tym bardziej wiadro pomyj wylane na matkę. Gdybym Ciebie – jako człowieka – oceniała przez pryzmat Twojego wczorajszego tekstu, już by mnie tu nie było i nigdy bym nie wróciła, „odlubiajac” Twój fp. Ale tak jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak też jeden taki tekst nie sprawi, że się zawinę.
    Podsumowując: nie wiem co Tobą kierowało, gdy pisałaś ten tekst. Nie wiem czy to była prowokacja (jeśli tak to tym bardziej mi się to nie podoba), nie wiem co w życiu przeszłaś, ale Twój wczorajszy tekst był okrutny.Pomyśl sobie, co byś poczuła gdyby kiedyś ktoś napisał w ten sposób o Tobie? Gdyby ktoś napisał, że sobie nie radzisz, potrzebujesz pomocy bliskich, że nie podołałaś i wyzwał Cię od najgorszych, bo przecież jesteś matką, powinnaś dać radę.

    • Podpisuję się pod słowami Joasi.

      • naszebabelkowo.blogspot.com

        Ja również się z powyższym komentarzem zgadzam w 100%.

  • Powiem tak. Jeśli to był rzeczywiście z założenia eksperyment, to wolałam wierzyć, że poniosły Cię emocje. Bo żeby eksperymentować na ludzkiej tragedii, to nie w moim stylu i myślałam, że w Twoim też nie. Chciałaś wiedzieć, co sądzę o Twoim tekście – własnie to. W takiej sytuacji, jest ohydny. Są granice przyciągania ludzkiej uwagi, nawet jeśli jest się blogerem. Ludzkie nieszczęście nie może być do tego wykorzystywane. Rozczarowałam się i to mocno.

    • Nie napisałam, że to eksperyment. Zadałam pytanie retoryczne, a Ty zrozumiałaś to jak chciałaś.

      • W dodatku, czytając jeszcze raz wszystkie komentarze (i teraz Twoją odpowiedź), mam wrażenie, że celowo lub nie, piszesz i odpowiadasz w taki sposób, żeby nic nie można było Ci zarzucić. Jakbyś nie miała zdania w żadnej poruszanej przez Ciebie kwestii, a jednocześnie Twoje zdanie miałoby być tym niepodważalnym. Lubię Cię, lubię Twoje teksty, ale ostatnie 2 to dla mnie niemiłe zaskoczenie, prawdę mówiąc. Szkoda.

  • Ja wczoraj nie wchodziłam, widziałam wzmianki na FB i zaraz jestem chora jak czytam takie rzeczy… 🙁 No nie moge po prostu 🙁

    • Mi też jest przykro, że takie sytuacje maja miejsce, bo nie powinno tak być.