Jestem wielbicielką ludzi, którzy mają pasję. Podziwiam wszystkich, którzy są w stanie poświęcić swój wolny czas na realizację siebie, poprzez rozwijanie swojego zainteresowania. Uważam, że każdy człowiek, który włoży całe swoje serce, czas i zaangażowanie w to co kocha będzie w stanie się z tego utrzymać. Każda taka osoba będzie mogła bez wahania powiedzieć, że jest spełnionym zawodowo człowiekiem. Jako matka, chciałabym tego wszystkiego dla swoich dzieci. Tylko co zrobić by pomóc im w odnalezieniu swojego hobby?

Czy Twoje dzieckoma już zaplanowanezajęcia dodatkowe_Ja preferuję trzy sposoby zapoznawania dzieci z różnorodnością zajęć

  • puszczanie filmów/bajek o różnej tematyce – pamiętam, jak po obejrzeniu Ally McBeal byłam święcie przekonana, że chcę zostać prawnikiem. Mój brat zafascynowany filmem „Tylko dla najlepszych” pokochał styl walki capoeira i jak tylko była możliwość zapisania się na zajęcia w naszym rodzinnym mieście był osobą, która jako pierwsza stawiła się na trening. Chciałam strzelać z łuku jak bohaterki moich ulubionych bajek. Chętnie zapisałabym się na kendo.  Dzięki oglądaniu angielskich i japońskich bajek osłuchałam się z językiem i bardzo chciałabym nauczyć się japońskiego. A to wszystko dzięki telewizji.
  • samodzielne pokazywanie dziecku różnych aktywności – gdy dziecko przejawia już jakieś konkretne zainteresowania warto robić wszystko by je podsycać. Gdy dziecko fascynują zwierzęta warto je zabrać do zoo. Gdy dziecko fascynują roboty warto go zabrać do Centrum Nauki Kopernik. Ile dzieci, tyle pomysłów!
  • zapisanie na zajecia dodatkowe – to ostatnia, najdroższa i prawdopodobnie najlepsza inwestycja w zainteresowania własnego dziecka.

Plusy i minusy zajęć dodatkowych

+ dziecko zaspokaja swoją potrzebę realizacji wartość niematerialna, jedyna w swoim rodzaju i potrzebna każdemu człowiekowi,
+
wiedza na temat zainteresowania jest przekazywana dziecku przez osobę, która jest obeznana w temacie
– jest to szczególnie ważne podczas zajęć sportowych (zdarzyło mi się spotkać osoby, które próbowały próbowały we wczesnych latach życia dzieci zrobić z nich sportowców na własną rękę)
+ zajęcia są prowadzone systematycznie – dzięki temu iskra zainteresowania będzie nieustannie podsycana,
kwestia finansowa – jeśli dziecko złapie bakcyla będziemy zmuszeni miesiąc w miesiąc przeznaczyć określoną kwotę na zajęcia,
zaangażowanie całej rodziny – dziecko do pewnego wieku nie pójdzie samo na dodatakowe zajęcia, więc któreś z rodziców będzie zmuszone do poświęcenia swojego czasu na rzecz zajęć dziecka,
dziecko może stawiać opór podczas wyjścia z domu – dotyczy to tylko rodziców małych dzieci. Jako rodzice doskonale wiemy jak charakterni potrafią być nasi potomkowie. To co dzisiaj przychodziło dziecku z łatwością i uśmiechem na ustach, jutro może być powodem do największej rozpaczy.

Pomimo tych uciążliwych minusów rodzice decydują się na posyłanie dzieci na zajęcia dodatkowe

I bardzo się z tego cieszę! Patrząc na odpowiedzi udzielone przez Was na fanpage’u okazuje się, że zajęcia dodatkowe, na które uczęszczają Wasze dzieci w większości przypadków odbywają się w ramach zajęć przedszkolnych. Brawo! Sytuacja idealna! Dziecko rozwija swoje zainteresowania w godzinach jego największej aktywności, w środowisku, które zna na codzień.

My niestety nie trafiliśmy na taki luksus. W przedszkolu, do którego chodzi Pierworodny, mamy zapewnioną rytmikę 2x w tygodniu i gimnastykę 2x w tygodniu. Miał być jeszcze angielski, którego nie ma. A ostatnimi czasy nasz syn bardzo sobie upodobał ten język.

Musimy więc odpowiedzieć sobie na pytanie – czy warto posyłać syna na dodatkowy angielski po przedszkolu?

Plusy posłania dziecka na dodatkowe zajęcia przedstawiłam powyżej. Minusy także. Więc w czym jest problem? W moich wątpliwościach.

Nie martwię się, czy Pierworodny sobie poradzi. Jestem pewna, że sobie poradzi. Coraz częściej wspomina o tym, że musi uczyć się angielskiego i z wielkim zapałem podśpiewuje pod nosem „Daddy finger, daddy finger where are you?”. Nie zastanawiam się co będzie, gdy bliźniaki podrosną i także będą chcieli brać udział w zajęciach dodatkowych. Wszystko jest do ogarnięcia.

Martwię się o to, że czas przeznaczony na zajęcia dodatkowe będzie kolejną wyrwaną naszej rodzinie okazją do spędzenia czasu razem. Żeby zajęcia dodatkowe miały sens to prawdopodobnie będzie konieczność chodzenia na nie 2 razy w tygodniu. Dla mnie to duża ilość czasu, którą dodatkowo mielibyśmy spędzić osobno. Czy czas tuż przed 4. urodzinami to właściwy moment, by już posyłać dziecko na dodatkowe zajęcia? Wiem, że według niektórych rodziców i tak już zmarnowaliśmy co najmniej rok. Inne dzieci rozpoczynają swoją przygodę z angielskim tuż po 3. urodzinach (albo i wcześniej). Całe szczęście nie jesteśmy jak wszyscy.

Trudna decyzja przed nami

To co podkreślali rodzice w komentarzach na fb – najważniejsze jest to, by nie zmuszać dziecka do udziału w zajęciach dodatkowych. Dziecku musi samo wyrazić chęć do uczestniczenia w takich zajęciach, bo wtedy całe nasze „poświęcenie” nie będzie miało sensu. Dziecko nie może stać się środkiem do realizacji niespełnionych ambicji rodziców! Jednocześnie, nie możemy doprowadzić do tego, by przez swoje wątpliwości uniemożliwić dziecku rozwijanie swoich zainteresowań.

Jakie są Wasze doświadczenia w tej kwestii? Od kiedy Wasze dzieci zaczęły uczęszczać na zajęcia dodatkowe? Czy były to zajęcia popołudniowe? Będę wdzięczna za wszystkie historie i wskazówki, bo może faktycznie niepotrzebnie się zadręczam wątpliwościami.

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
kurwa na podwórku
Antykultura podwórk
JAK ROZMAWIAC
Jak rozmawiać z dzi
Mój Ty...(1)
Mój Ty… pącz
homofobia, nie dla homofobii, wychowanie w tolerancji
Tolerancja od małeg
ŚWIĘTY
Poślubiłam święt
RODZICU2
Dziecko zostało w d
mamatatatablet
Wychowujesz jeszcze
dzieci_i_prezenty
Nie kupiłam dziecio
sasiad
Odpoczywam, bo bliź
rodzicielstwo
Mieszanka dumy i wst
DSC_0665
Dzień z życia rodz
spacer z bliżniakami
5 powodów, dla któ
DSC_0410
Rozstanie z dzieckie
20150916_135553
Synu, zapalisz?
DSC_0218
10 błędów popełn
woda
5 zasad udanego wypo
DSC_0789
„Chętnie bym&
W ogródku
Identycznie ubrani b
DSC_0513
Rodzice, gdzie jeste
  • Moja ma cztery lata i nie chodzi jeszcze na żadne zajęcia dodatkowe 😉 Angielski mają w przedszkolu, ale jakby nie mieli to na pewno bym jej jeszcze nie zapisywała. Bardziej na jakieś zajęcia ruchowe 🙂 Od wiosny planujemy konie. Martynka już od przeszło półtora roku chce chodzić na konie, parę razy przez ten czas jeździła i chyba nadszedł czas, aby zacząć robić to bardziej regularnie

  • Angielski zaczął się w przedszkolu, miałam cztery lata. Zaś co do zajęć dodatkowych, to w wieku lat pięciu namówiłam mamę na plastykę. Wytrwałam do wyprowadzki z miasta, potem chodziłam przez pewien czas na rysunek architektoniczny, ale ostatecznie nie zostałam nigdzie dłużej.
    Po przeczytaniu tytułu chciałam odpowiedzieć ,,Oczywiście, że nie”. Bo pomyślałam, że to za wcześnie. I o tych nadgorliwych rodzicach, w wieku lat czterech taniec, fortepian, angielski i szachy.
    Po przeczytaniu posta odpowiadam wręcz przeciwnie 🙂

  • Jestem ZA! Sama myślę o jakiś zajęciach ruchowych dla Antka jak skończy 3 lata (rytmika, piłka) , a ciut później sam wybierze sobie zajęcia dodatkowe. Obyśmy tylko mieli finanse na te wszystkie pomysły 😀

    • Przyznam szczerze, że gdyby Pierworodny był jeden to nawet bym się nie zastanawiała. Przyznam szczerze, że od wczoraj mam taki sam mętlik w głowie jak w momencie pisania tej notki 😉 Czuję, że z racji wątpliwości damy sobie czas na podjęcie decyzji do września przyszłego roku 😉

  • Ja bym nie patrzyła na to z tej perspektywy, że zajęcia dodatkowe zabiorą Wasz wspólny czas. Jeżeli sam wyraża takie chęci i zapał by uczyć się dodatkowo, to ślijcie i cieszcie się. Trochę przeorganizujesz życie rodzinne i gdzieś tam uda się wyrwać trochę czasu, by spędzić go wspólnie 🙂

    • Zawsze mogę go wcześniej zabrać z przedszkola albo coś 🙂 jak już się przekonam na 100% że to będzie dobry pomysł to nie będę się wahać ani chwili by wcielić go w życie 🙂

  • My jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że angielski jest w przedszkolu. Natomiast młody chodzi tez na tańce (sam chciał) i choć odbywają się one również w p-lu to musimy specjalnie na nie iść bo młody tak długo nie zostaje, a tańce są na 16-tą. Powiem szczerze, że czasem mi się nie chce, ale jak widzę ile on ma z tego frajdy to ubieram się i idziemy.
    Nie jestem jednak zwolenniczką zapisywania dziecka na mnóstwo wszelakich zajęć dodatkowych i to bez względu na wiek. Znam dzieci (w klasie mojego syna), które od 8 do 17-18 są w szkole bo mają tyle zajęć i to dzień w dzień.

    • Ja w swoim życiu chodziłam sama z siebie tylko na jedne zajęcia – na kółko teatralne przez 3 lata gimnazjum. Miałam też za sobą rok grania w siatkówkę. Pamiętam moich znajomych, którzy np. Poza zajęciami mieli obowiązki w szkole muzycznej i jeszcze korepetycje z języków… Nie mieli życia poza nauką 🙁

  • Jaga A

    Poświęcić się trzeba – Dziecek chciał basen – jeździłam 3 x w tygodniu na szkółkę pływacką ale nie żałuję tego czasu. Nie miał czasu na przysłowiowe pierdolety o walorach zdrowotnych nie wspomnę 🙂 Ale był starszy – tu Ty musisz podjąć decyzję czy dziecko będzie zadowolone czy nadmiernie obciążone Dla mnie dziecko 4 lata to maluszek i wolałabym sama z nim spędzać czas.

    • My z Pierworodnym przez pół roku też śmigaliśmy na basen (miał 4 miesiące jak zaczęliśmy). Niestety w trakcie zajęć zaraził się mięczakiem (choroba skórna) i zaprzestaliśmy chodzenia. Teraz nie bardzo mielibyśmy jak zorganizować logistycznie wypady na naukę pływania, bo żadne z dzieci nie umie pływać.

      • Jaga A

        Dlatego każdy rodzic wie co dla dziecka jest najlepsze – u nas sprawdził się basen 🙂 Szkoda że mnie nie miał kto wozić na basen

  • melanii

    Zgodzę się i nie zgodzę.
    Moim zdaniem dziecko warto zacząć puszczać, kiedy skończy 5 lat. Argumentuję to swoją środowiskową obserwacją. Dzieci też mają to do siebie, że co rusz zmieniają kierunek zainteresowań. jednak nie można ulegać presji dziecka, które po 2 miesiącach jeżdżenia konno się znudzi, żeby na miesiąc zacząć lekcje tańca, a pływanie zostanie rzucone po 2 tygodniach.
    Nie rozumiem stwierdzenia poświęcania swojego czasu dla dziecka. Czekając na dziecko można udać się do pobliskiej kawiarni coś przekąsić, poczytać książkę, lub też zwyczajnie pogadać z innymi rodzicami (chociaż osobiście tego ostatniego nie lubię).
    Nauka języków obcych jest swojego rodzaju inwestycją, a wszelkie kursy tańca i pływania również, ale niekiedy należy je traktować bardziej hobbystycznie.

    • Przyznam szczerze, że też się boję tego, że Pierworodny będzie skakał z zainteresowaniami z kwiatka na kwiatek. Chciałabym by nauczył się odpowiedzialności za swoje wybory i marzyłoby mi się, żeby pomimo zwątpień uczęszczał na wybrane zajęcia przez rok. Tylko właśnie, jak to wytłumaczyć czterolatkowi? Nie da się.
      A jeśli chodzi o poświęcanie swojego czasu dla dziecka to miałam na myśli to, że my jako rodzice też czasami chcemy czegoś dla siebie np. powylegiwać się z dziećmi w domu, a tu po dniu pracy trzeba jeszcze gnać i odsiedzieć swoje chociażby w tej kawiarni.

  • Szkoda, że nie macie agielskiego w przedszkolu. U nas w żłobku jest. Powiem tak, gdybym miała posłać Laurę na zajęcia dodatkowe z angielskiego tez szkoda byłoby mi czasu spędzanego razem. Bo mogę puścić bajkę, mogę sama do niej po angielsku mówić i z nią śpiewać. Natomiast z chęcią wysłałabym ja na zajęcia z tańca, bo ona to uwiebia! Na razie jest za mała, ale jeśli za rok dalej będzie to lubiła, to pewnie raz w tygodniu na taniec gdzieś się wybierzmy 🙂

    • W przedszkolu angielski będzie (albo powinien być, by to nasze przedszkole to jakaś organizacyjna masakra). O ile nic się nie zmieni to z tego co kojarzę od przyszłego roku ma już być w podstawie programowej.
      Mi przez pewian czas chodził po głowie pomysł puszczenia Pierworodnego na logorytmikę. Jednak póki co jeszcze się nie zdecydowaliśmy. Ja bardzo bym chciała, żeby wszyscy chłopcy pokochali taniec i mieli wyczucie rytmu. Póki co to tylko moje chcenie 😉

      • Jak będzie od przyszłego roku, to ja bym się wstrzymała z puszczaniem na angielski teraz. Przede wszystkim z tego względu, że jakichś podstaw się na pewno już nauczy perfekcyjnie do tego czasu i na zajęciach przedszkolnych będzie się zwyczajnie nudzić 😉 Jak bardzo chce, to możecie w domu się uczyć poprzez zabawę, albo książeczki angielskie czytać, śpiewać piosenki, bajki po angielsku oglądać.

  • I ja miałam dylemat czy posyłać czy nie posyłać, który akurat się sam w tym roku rozwiązał, bo… nie ma jak. Fizycznie przez pracę nie jestem w stanie wozić mojego synka na karate wtedy kiedy się zajęcia odbywają, a nikt inny również nie może mnie w tym wyręczyć. W zeszłym roku chodził, jako czterolatek właśnie, ale miałam wrażenie, że bardziej lubi karate, bo tam się wygłupia z innymi chłopcami, niż karate jako takie, a on nawet się nie dopominał. W tym roku ma wolne od wszelkich zajęć oprócz tych przedszkolnych 🙂 I w sumie dobrze mi z tym. Cieszy się zabawą i beztroskim dzieciństwem.

    • No i super 🙂 Przyznam szczerze, że też obawiam się sytuacji, gdy np. dziecko chodzi rok na zajęcia, bardzo mu się podobają, a rok później dojdzie do sytuacji kiedy dziecko chce iść a nie może bo coś nie zagra.

  • ja uważam, że dziecko w tak młodym wieku (jeśli miałaby ucierpieć na tym rodzina, poprzez brak wspólnego czasu) śmiało może uczyć się angielskiego w domu – jest mnóstwo świetnych bajek/piosenek a nawet podręczników do nauki dla maluchów, myślę że na tym etapie w zupełności mu to wystarczy 😉 co innego jakby byl jedynakiem i mielibyscie mozliwosci wozenia go na te zajecia regularnie, to czemu nie? Ale w takiej sytuacji zdecydowanie polecam domową nauke 🙂

    • Też tak właśnie myślę. Zwłaszcza, że my już jesteśmy z tego pokolenia co angielski miało w szkole i takie podstawy możemy śmiało przekazać synowi. Myślę, że naet w wymowie nie jesteśmy najgorsi 😉

      • Dokładnie tak 🙂 Przede wszystkim umiar i znalezienie złotego środka! Dzieci o wiele więcej wyniosą z czasu wspólnie spędzonego z rodziną niż z lekcji angielskiego – w końcu to bliskość i ciepło budowane w trakcie wspólnych chwil są podstawą do rozwoju dziecka i zostają z nim na zawsze 🙂

  • Iwona Ogonowska

    Ola u nas na osiedlu a myślę ze nie tylko są zajęcia z angielskiego gdzie chodzą dzieci z rodzicami ☺ i czas z rodzicem i angielski w jednym. A im szybciej tym dziecku będzie łatwiej w szkole

    • Z tym „łatwiej w szkole” mam mieszane uczucia. Gdy ja chodziłam do podstawówki nie mieliśmy języka obcego. Dopiero w czwartej klasie wchodził nam niemiecki, a angielski mieliśmy od gimnazjum. Chodziłam na dodatkowe zajęcia chyba od 2 klasy podstawówki do 6 klasy. Dużo z tych zajęć wyniosłam więc… na angielskim w gimnazjum nudziłam się jak mops. Wszystko musiałam wałkować od początku. Fakt faktem nie musiałam się wtedy uczyć na angielski, ale czy to tak ma wyglądać?

      • Iwona Ogonowska

        Teraz angielski wchodzi od początku podstawówki więc chyba takiego problemu nie będzie. Przynajmniej miałaś jeden przedmiot z głowy. A nauka języka w przedszkolu polega na tym aby dziecko nauczyło się odróżniać języki i poznało słówka. Nikt ich gramatyki nie uczy więc w szkole myślę i tak będą mięli co robić.

  • No i brawo – nie zmuszać to podstawa 🙂 Ja namawiałam córkę na piłkę nożną, ale po tym jak marudziła, że chce chodzić. I poszła na trening pokazowy po czym stwierdziła, że to nie dla niej, że nie tak to sobie wyobrażała… Cóż, zmuszać nie będę – oszczędzę 🙂 Co do angielskiego – miała w przedszkolu, teraz ma tradycyjnie w szkole, ale na dodatkowe mnie nie stać 🙁 Z resztą, nie uważam, by tego potrzebowała. Zaangażowanie całej rodziny w te dodatkowe zajęcia – to prawda, w końcu trzeba zawieźć, oprać, przygotować, czasem ćwiczyć w domu, a to ma być frajda dla dziecka, a nie harówa dla całej rodziny! Chciała moja dama chodzić na zumbę, chodziła, ja miałam chwile na kawe z koleżanką 🙂
    PS uwielbiałam Ally Mc Bill :))))

    • Przy założeniu, że to ja bym chodziła z Pierworodnym na zajęcia, to pewnie w trakcie ich trwania siedziałabym w kącie i pisała nową notkę albo nadrabiała zaległości w blogowaniu 😉

      • a to całkiem dobry sposób na tzw 2w1 🙂

        • Przy tak napiętym grafiku nie można sobie pozwolić na marnowanie czasu, bo później nie śpię po nocach 😉