– Synu ubieraj się. – powiedział zdecydowanie Ojciec Polak.
– Ale ja nie chcę wychodzić! – dosadnie odpowiedział Pierworodny.
– Proszę, ubierz się. Idziemy na spacer.
– Nie idę.
– Dobrze. To zostaniesz w domu. – po tym spokojnym stwierdzeniu uruchomił się w ojcu tryb sarkazmu – Ugotujesz obiadek, wstawisz ziemniaczki do piekarnika, super! Jak będziesz miał czas to jeszcze odkurzysz, dobrze? Cieszę się, że w końcu ktoś mi pomoże!
– Dobrze, zostanę w domku. – a szczęście dziecka nie znało granic.

Nieźle się uśmiałam słuchając tej rozmowy

Dziecko wchodzi na poziom dorosłego i prowadzi z nim rzeczową dyskusję. Bardzo długo czekałam na ten moment! Nie raz wyobrażałam sobie scenki rodem z Rodzinki.pl i nasze dyskusje z dziećmi. Jak się jednak okazało, po chwili już nie było mi do śmiechu. Pierworodny wziął sobie tą rozmowę bardzo do siebie i na serio. On nie idzie na spacer, bo zostaje w domu.

Co zrobić gdy słowo się rzekło, a nie jest po naszej rodzicielskiej myśli?

Zrobić z siebie wariata? Powiedzieć „Synu, daj spokój, ubieraj się i nie dyskutuj”? My postanowiliśmy pociągnąć sytuację do końca i zostawić dziecko w domu. Wszystko według międzypokoleniowych uzgodnień. Moje matczyne serce wariowało, gdyż z jednej strony bałam się o syna, a z drugiej byłam dumna, że jest taki uparty. Nie raz (przez ten krótki okres czasu) próbowałam podejść go na spokojnie aby zmienił zdanie. Ale jak tu dyskutować z dzieckiem, gdy słyszy się w odpowiedzi „Mamusiu, muszę zostać w domku i go pilnować, żeby nikt nam go nie zabrał. Hm… Tatusiu, a jak się wstawia piekarnik? I będę musiał jeszcze talerzyki położyć, a one są wysoko…”.

Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy

Gdy byliśmy już na klatce schodowej i zobaczyłam naszego prawie czterolatka samego w przedpokoju, zwątpiłam w słuszność naszej decyzji. W przeciwieństwie do mnie Pierworodny nie miał żadnych obaw. Do samego końca był oazą spokoju. „Tatusiu, a zostawisz mi telefon, żebym mógł zadzwonić? Mamusiu, nie zapomnij śmieci zabrać!”. Brązowooki chciał wyciągnąć brata na spacer, ale ta opcja też nie przeszła.

„Synku, teraz zamknę drzwi na klucz, żeby nikt Ci tu nie wszedł. Wrócimy za niedługo, dobrze”. „Dobrze, papa!”.

I drzwi zostały zamknięte.

A co zrobili rodzice? Oczywiście nasłuchiwali rozwoju sytuacji pod drzwiami. Spokój trwał 30 sekund. Po tym czasie nastąpiło rzewne wołanie „Mamusiu! Ja nie chcę być sam!”. Po trzecim wołaniu otworzyliśmy drzwi. Rozżalony Pierworodny już nie chciał być sam, bo „to nie jest fajne”. Po tej lekcji poszliśmy na przyjemny długi spacer.

Wyzwanie rodzicielskie uważam za zakończone sukcesem!

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
kurwa na podwórku
Antykultura podwórk
JAK ROZMAWIAC
Jak rozmawiać z dzi
Mój Ty...(1)
Mój Ty… pącz
homofobia, nie dla homofobii, wychowanie w tolerancji
Tolerancja od małeg
ŚWIĘTY
Poślubiłam święt
Czy Twoje dzieckoma już zaplanowanezajęcia dodatkowe_
Zajęcia dodatkowe d
mamatatatablet
Wychowujesz jeszcze
dzieci_i_prezenty
Nie kupiłam dziecio
sasiad
Odpoczywam, bo bliź
rodzicielstwo
Mieszanka dumy i wst
DSC_0665
Dzień z życia rodz
spacer z bliżniakami
5 powodów, dla któ
DSC_0410
Rozstanie z dzieckie
20150916_135553
Synu, zapalisz?
DSC_0218
10 błędów popełn
woda
5 zasad udanego wypo
up3
Grałam w „Ukr
W ogródku
Identycznie ubrani b
DSC_0513
Rodzice, gdzie jeste
  • W ogóle nie wiedzieliśmy jaką decyzję podejmie Pierworodny. Działaliśmy w ciemno. Gdyby jednak nie płakał, to Ojciec Polak poszedłby z bliźniakami na spacer, a ja czatowałabym jak kosmita pod drzwiami własnego domu do momentu powrotu chłopaków ze spaceru 😀

  • Już się przestraszyłam, że jednak został i świetnie to zniósł. Uff…

    • Przyznam szczerze, że mnie też by to przeraziło… Dzieci nie mogą tak szybko dorastać!

  • Stefaa

    do samego końca nie wierzył, że możecie to zrobić 🙂 Dobra lekcja życia! Gratki za wytrwałość

    • Nie wyglądał jakby nie wierzył 😉 Ale podstawił na swoim i był – przynajmniej przez chwilę – szczęśliwym dorosłym dzieciakiem 😀

  • Bardzo ryzykowne posunięcie, ale opłaciło się Wam.

    • Na ten dzień się opłaciło. Dziś ubierał się na klatce schodowej, bo „ja nie chcę zakładać kurtki!”. Uparty jak jego matka…

  • kocia_dama

    Fajnie wybrnęliście z tej sytuacji 🙂 No i pośmiałam się 🙂 Fajna z Was rodzinka 😉

  • przez moment byłam przerażona, że został i faktycznie próbował obiad zrobić ;p hehe niezłe lekcja! i dla niego i dla Was 🙂

    • Myślę, że on byłby do tego zdolny, dlatego tak nasłuchiwałam pod drzwiami :PZ tego co słyszałam to na pewno narzekał, że mu szkoda, że nie ma tego telefonu 😉

  • 1:0 dla was 🙂

  • o chlopcu I

    U nas była sytuacja odwrotna … Ide sobie stad! Pozwoliliśmy …. 20 m w zamkniętej uliczce 😉

    • he he, to też musiało być dobre 😀 U nas to raczej bywały sytuacje, że „ja nigdzie nie idę!” i siad płaski na środku drogi 😉

  • Dobrze rozwiązaliście sytuację z synem, też bym chyba tak postąpiła :).

    • Staraliśmy się 🙂 A raczej panikowaliśmy, a jednocześnie trzeba było zachować powagę gdy chciało nam się śmiać z powagi syna 😛

  • Haha, śmieci wygrały 😀 Fajny ten Wasz Uparciuch! 🙂

    • Ta, fajny do momentu aż jego upartość nie zechce się uwidocznić jak się gdzies niemiłosiernie spieszymy, bo wtedy robi się nerwowo. Liczę na to, że jak już pójdzie do szkoły to w ogóle nie będzie takich scen 😛

      • Mysle, ze mozesz sie odrobine rozczarowac 😛

  • A to ja wyjątkowo za tym środkowym przepadam. Albo przepadałam póki to oglądałam.

  • Dobry sposób na uparciucha 🙂

    • Staraliśmy się i nawet nam mądrze wyszło 😀

  • Elsa

    Super !!! Gratuluję !!! Bardzo mi się podoba Wasze postępowanie ! Pozdrawiam cieplutko 🙂

  • Ty, ale to dobry sposób na małego uparciucha jest 🙂 Choć tym tekstem o śmieciach mnie rozwalił 🙂

    • A wyobraź sobie takiego brzdąca, który chce Ci podać te śmieci (bo stały już przy drzwiach do wyrzucenia). Normalnie serce mięknie 😛

      • To tyko się cieszyć, że worek nie pękł :)))))

        • Z nim to wszystko mogło się zdarzyć… Na szczęście nie mieliśmy dodatkowego sprzątania 😉

  • Jaga A

    🙂 Gratuluję . No tak – grunt to nienerwowe podejście. Dawno temu zostawiłam rzucającego się po podłodze sklepowej Młodego. Efekt piorunujący – „Jak to ona robi zakupy jak ja się wiję po podłodze”??

    • U nas na szczęście obyło się bez atrakcji sklepowych. Gorzej jest jak nie mamy czasu na takie zabiegi i trzeba wychodzić już, teraz, natychmiast. Dobrze, że to była niedziela! 🙂

  • Podziwiam podejścia i muszę sobie to zapamiętać na przyszłość! Rośnie mi mały uparciuch 😉

    • Ja też muszę o tym pamiętać, dlatego postanowiłam to uwiecznić na blogu 😉