Tydzień temu, dokładnie 19 stycznia miałam okazję uczestniczyć w 9. Wielkiej Wymianie Kontaktów organizowanej w Warszawie. Było to moje debiutanckie wyjście między ludzi, który zajmują się biznesem. Pierwszym puntem programu WWK była sesja networkingu. Idąc na ten event nawet nie wiedziałam na czym ów networkig polega… Wiec dlaczego tam poszłam? Chciałam zobaczyć jak to wygląda. Chciałam znaleźć odpowiedź na pytanie, czy odnajdę się w wielkim świecie biznesu? Chciałam sprawdzić, czy uda mi się zdobyć jakiekolwiek kontakty. W jakim celu? No właśnie… Po co to wszystko?

networking, jak się do niego przygotować, jak przygtować się do networkinguCo to jest networking?

Według definicji zaczerpniętej z www.mfiles.pl:

Networking to nawiązywanie kontaktów i utrzymanie pozytywnych relacji w celu wymiany informacji oraz wzajemnego wsparcia w sferze zawodowej. Networking to pielęgnacja znajomości aby móc w razie potrzeby zwrócić się z pomocą do konkretnej osoby, która może i chce pomóc. Zaletą (networkingu) jest znacznie lepsza widoczność naszej osoby na rynku pracy oraz mocno rozbudowana sieć znajomości z zaufanymi kontaktami biznesowymi.

Jak dobrze byłoby posiadać tę wiedzę przed przekroczeniem progu Pure Sky Club! Niestety, w tym wypadku moja niewiedza i brak biznesowego obycia sprawiły, że przedstawiona przeze mnie reklama własnych usług była chaotyczna, nieprzemyślana i bezwartościowa.

Co zawaliłam podczas pierwszego networkingu?

Mój brak zapoznania się z tematem i zbyt swobodne podejście do tej formy zawierania znajomości doprowadziły do tego, że popełniłam na własnej skórze wiele błędów podczas rozmów z potencjalnymi współpracownikami. „Yyyy, eeee, takie tam…” zbyt często gościły w moich ustach. Tragedia… Uczcie się i nie popełniajcie moich błędów!

Na co musi zwrócić uwagę każda osoba wybierająca się na networking?

1. Wizytówki

Tutaj na szczęście nie dałam plamy. Wizytówki miałam przygotowane w podręcznym wizytowniku, ale także dwa razy tyle kartoników znajdowało się w mojej torebce. W momencie, gdy wizytownik zaczynał świecić pustkami, stawałam z boku i uzupełniałam braki. Nigdy nie wiemy jak dużo osób będzie chciało pozyskać do nas kontakt, a tym bardziej jak wiele nadarzy się okazji by taki kontakt wręczyć. Dlatego pamiętajcie o zabraniu ze sobą zapasu wizytówek. Niestety, nie wszyscy podeszli do tematu w ten sposób i pod koniec networkingu często słyszałam „Niestety, nie mam już wizytówek”. Aby uniknąć krępujących sytuacji w postaci zapisywania sobie kontaktów w komórkach czy, nie daj Bóg, na rękach, warto mieć przy sobie mały notatnik do zapisywania dodatkowych informacji.

2. Czym się zajmujesz?

Najgorsze pytanie jako mogło mi się przytrafić… Ale przecież blogowanie to mój konik, więc w czym problem? No właśnie… O ile w środowisku blogerskim powiedzenie magicznego zdania „prowadzę bloga parentingowo-lifestylowego” rozwiązuje wszystkie problemy, tak w środowisku nie-blogerów sytuacja ma się znacząco trudniej.

Na moje śmiałe, i dla mnie oczywiste, stwierdzenie „prowadzę bloga parentingowo-lifestylowego” 95% rozmówców robiło wielkie oczy z miną „WTF?”, a 5% skwitowało to stwierdzenie uśmiechem i grzecznościowym „Aha, fajnie”. No i co dalej? Na tym zakończysz swoją wypowiedź? Twoja opowieść o swoich usługach zakończy się na jednym niezrozumiałym dla odbiorców zdaniu? Jak wytłumaczysz czym się zajmujesz? „Piszę na nim trochę o rodzinie, wychowaniu, o stylu życia i takie tam.” Porażka… Może jednak lepiej było się nie odzywać? Dodatkowo częstowałam rozmówców soczystymi stwierdzeniami pt. „Dopiero zaczynam, zapraszam do lektury.” Boże… Widziałeś i nie grzmiałeś! Brakowało tylko bym jeszcze powiedziała, że jestem beznadziejna i co ja tu właściwie robię?

3. Jak na tym zarabiasz? / Jak można na tym zarobić?

„Przez wpisy sponsorowane”. Czyli? Jak to działa? „Eee… Nie wiem, jeszcze nie miałam okazji z nikim współpracować.” Dobrze, że podczas rozmów buzowała we mnie adrenalina, bo w przeciwnym razie i zapadłabym się pod ziemię ze wstydu… W drugiej wersji promowałam swoje usługi w równie komiczny sposób „Ktoś przychodzi, chce zareklamować produkt, a ja go opisuję na blogu”. Super reklama, co nie? „A ile to kosztuje?” Kurtyna.

Czy wizyta na networkingu miała sens?

Tak. Teraz wiem nad czym muszę solidnie popracować.

Po pierwsze – przedstawienie siebie i swoich usług w 20 sekund, bo tyle wynosiło moje „5 minut” podczas pojedynczej rozmowy. O ile promocja marki w internecie idzie mi całkiem przyzwoicie, to mówienie o niej mam opanowane na poziomie przedszkolaka.

Po drugie – precyzyjne określenie swojego produktu w sposób zrozumiały dla laika całkowicie niezwiązanego z blogosferą.

Po trzecie – precyzyjne sformułowanie swoich planów, oczekiwań i przedstawienie możliwych form współpracy. Jeśli w ciągu swoich „5 minut” nie będę w stanie sprzedać bloga w interesujący sposób, to jestem skazana na porażkę, a czas poświęcony na rozmowę będzie czasem straconym.

Co wyniosłam z pierwszego networkingu?

Wiedzę. Podczas jednej z rozmów Martyna Kobylińska (związana z magazynem www.liderka.pl) przekazała mi jedną ważną radę, którą wzięłam sobie do serca: „Na networkingu nie szukasz klientów, tylko partnerów biznesowych. Osób równych sobie. Nie bój się uderzać do największych. 100 z nich cię oleje, ale 101 pozna się na Twoim pomyśle i wtedy się wybijesz.”

Podczas trzygodzinnego spotkania uzbierałam 22 wizytówki, czyli 22 przepustki do potencjalnych partnerów. 12 wizytówek – i osób z nimi związanych – szczególnie zapadło mi w pamięć. Z częścią z nich jestem w kontakcie (a powinnam być ze wszystkimi, bo nigdy nie wiadomo jaka specjalistyczna wiedza będzie nam potrzebna!) i mam nadzieję, na rozwinięcie tych znajomości.

Na szczęście na jednym networkingu świat się nie kończy.

(Nie)stety pierwsze wrażenie robi się tylko raz.

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
grzechy blogera na urlopie
3 grzechy blogera na
blog conference poznań relacja
Bardzo Cenne Porady,
blog roku, 2015, gulbaska
Gulbaska i Gala Twó
bloger
Bloger to dawca emoc
avatar
Nowa twarz Współcz
bloger profesjonalny blox
Jak daleko mi do blo
  • Poszłabym pewnie przerażona, ale wiem, że mocno bym na tym skorzystała 🙂

  • Mimo wszystko fajne doświadczenie! Najważniejsze, że nie bałaś się wyruszyć na głębokie wody i mimo wszystko podołałaś. Może jedna z tych 22 wizytówek będzie właśnie Twoją magiczną przepustką? Trzymam kciuki :*

    • Przyznam szczerze, że nie liczę na wiele, ale wolę się miło zaskoczyć niż rozczarować 🙂 Na pewno będę pracować nad sukcesem 😀

  • Chciałabym znaleźć się w takim miejscu. Tylko po to żeby się sprawdzić. Jeżeli kiedyś mi się ud to będę wiedziała na co zwrócić uwagę.

    • Ta impreza organizowana jest cyklicznie w Warszawie. Wtem też, że są w Krakowie i Wrocławiu. Więcej nie wiem.

  • I tak w moich oczach plus milion za odwagę. Ja – socjopatka – prędzej bym umarła niż tam polazła 🙂

  • Muszę poszukać takich akcji na śląsku, koniecznie 🙂 A ty się nie martw, pierwsze koty za płoty i zobacz o ile mądrzejsza teraz jesteś 🙂

    • Na śląsku na pewno też są takie akcje 🙂 Pewnie w okolicach Katowic, bo to takie centrum dowodzenia jest (moim zdaniem). Może wybierasz się na spotkanie do Rybnika? 😛 Ja planuję być 😀

      • A kiedy, kiedy w Rybniku? Jak się tylko dowiem o takim spotkaniu w Kato to wsiadam w auto i za 15 minut jestem 🙂

  • Jak się nie spróbuje, to się nie dowie 🙂 Widziałam też, że niektóre osoby przychodziły w parach by było im raźniej za pierwszym razem 🙂

  • kocia_dama

    Pierwsze wrażenie jest ważne, to fakt, wbrew temu, co się mówi. Ale podeszłaś do tematu w 100% profesjonalnie 😉

  • Moją zmorą jest czerwienienie się. Na szczęście wiem o tym i w sumie jest tylko krepujące. Nie wpływa na to co mówię. Tyle że ja nie potrafię robić rozmów o niczym np. o pogodzie itd, zagadać do nowo poznanych. Trochę to żenujące…

    • Myślę, że wszystkiego można się wyuczyć. Potrzeba tylko często praktykować 🙂

  • Łał, profesjonalnie i odważnie. A mnie przerażała konieczność zaprezentowania się przed grupą na PP.

    • Podstawy przedsiębiorczości? 😉 Ja uwielbiam występować przed ludźmi. O ile nie muszę z nimi wchodzić w interakcję, bo wtedy właśnie plotę takie „perełki”.

      • To taki przedmiot w liceum. Niektórzy na nim uczą się, jak założyć firmę, choć przepisy zmienią się, zanim to zrobią. Innych uczą realiści, więc jest autoprezentacja, zakładanie minifirm produkujących origami i inne takie.

        • To ja też to miałam i… byłam z tego mega noga. Nie jestem w stanie określić żadnego budżetu, planów, hipotetycznych zachowań klientów i innych bzdur… Może gdybym to umiała już by była biznes women? 😉

          • Ja też nie umiem. Nie miałam tych tematów, wciskałam ludziom origami firmy orikami.

  • Cieszę się, że napisałaś ten wpis. Naprawdę pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a właśnie nie zawsze ma się okazję zrobić drugi raz. Niestety ten drugi raz może być już nieskuteczny…

    • Na szczęście to było moje pierwsze takie spotkanie. Nie czuję się jeszcze żadnym mega graczem, by rozpamiętywać to w kategoriach porażki. Po prostu wiem już na czym się skupić by nie dać ciała w momencie, który może zmienić moje życie 🙂

  • Ja ostatnio rzuciłam się na głęboką wodę – to nie był nawet networking. To był SPEED networking (idea zaczerpnięta ze speed datingu – po 4 minuty na rozmowę z każdym :), a jakby tego było mało to jeszcze po angielsku 🙂

    • O rany! Na takie speedy to chyba po dojściu do perfekcji ze zwykłymi networkingami 😀
      Nie bałaś się sytuacji, że po minucie zamilkniesz i rozmowa nie będzie się kleić? Przecież wtedy czas ciągnie się w nieskończoność!

      • Myślałam na początku, że może tak być. Jednak okazuje się, że te 4 minuty to naprawdę bardzo mało. A co do wizytówek – to absolutna konieczność (wiem, bo też zapomniałam;)

  • Jakoś przerażająco to trochę zabrzmiało 😉 Mimo, że wszystko co napisałaś to święta prawda, ale podświadomie czuję, że to za wysokie progi jak dla mnie 🙂

    • Przyznam szczerze, że gdyby nie to, że czułam się nieprzygotowana, to odniosłam wrażenie, że jestem na swoim miejscu 🙂