Informacja o jej ślubie była dla mnie zaskoczeniem. Miłość miłością, ale jak sama mówiła, przyspieszone wstąpienie w związek małżeński było spowodowane chęcią wzięcia preferencyjnego kredytu na mieszkanie. Przecież miała już dość mieszkania z rodzicami. W 2010 była już szczęśliwą mężatką. Miała wtedy 20 lat. Wczoraj wieczorem, na tablicy głównej Facebooka, zauważyłam jej nowe uśmiechnięte zdjęcie. Wrzucone było prywatnego profilu okraszonym panieńskim nazwiskiem i adnotacją „Czasem zmiany są w życiu potrzebne”. Moją pierwszą reakcją były szok i niedowierzanie. Została rozwódką mając 25 lat. Wiem, że to nie moja sprawa i nic mnie to nie powinno obchodzić, ale po przeczytaniu tej informacji zrobiło mi się strasznie… przykro.

rozwód, to nie jest powód do domuPrzecież rozwód to nie tragedia

Czyżby? To dlaczego rozwód jest uważany przez psychologów jako trauma porównywalna ze śmiercią współmałżonka?

Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach, w dużych miastach, rozwody nie są już w żaden sposób piętnowane społecznie. „Przecież to tylko papier”. Dwoje ludzi przysięga sobie, w obecności świadków, wsparcie na dobre i złe. Ich wspólne, dobrowolne deklaracje zostają uwiecznione „tylko” na papierze… Czy na prawdę ślubowanie sobie czegokolwiek nic nie znaczy? Czy danie słowa innej osobie to jest takie nic? Czy jeśli nie można już zaufać przysiędze, to można zaufać komukolwiek?

„Przecież to tylko papier”. Zapisywanie swoich deklaracji na papierze ma na celu zmobilizować nas w dążeniu do realizacji celu, prawda? Ta mądra rada jest powtarzana jak mantra w kontekście realizacji postanowień noworocznych. Więc dlaczego, najważniejszy „papier” dla kochających się niegdyś ludzi, jest podczas rozwodu „tylko papierem”?

Rozwód to początek nowego życia

Czyżby? Uświadomię Was – życie mamy tylko jedno. Żadne ważne wydarzenia, a tym bardziej rozwód, nie otwierają przed nami nowego życia. Rozwód zamyka pewien etap. Po finałowej rozprawie rozpoczyna się nowy rozdział. Tylko tyle. Małżonkowie znów są dla siebie „obcymi ludźmi”. Niestety przeszłość zawsze będzie z nami. Niezależnie od tego jacy w momencie rozwodu czujemy się wolni. Bez przeszłości jesteśmy nikim.

Czy osoby po rozwodzie na prawdę potrafią z czystym sumieniem, nadzieją i wiarą w lepsze jutro wchodzić w nowy związek małżeński? Czy rozwodnicy mają w sobie zaufanie do samych siebie? Czy w momencie pojawienia się problemów w nowym związku, będą w stanie unieść ciężar kłopotów i przetrwać kryzys? Czy teraz miłość nie wygaśnie? Czy nie dojdzie do zdrady? Czy charaktery będą zgodne do grobowej deski?

Ja traktuję rozwód w kategorii osobistej porażki

I wcale nie mam na myśli wszystkich mi znanych czy nieznanych rozwodników. Nie mówię, że każdy poprzez rozwód staje się osobą przegraną. Mówię tu tylko i wyłącznie o sobie.

Gdyby przyszło mi się rozwieść to wiem, że nie podniosłabym się z tego. To byłby mój koniec. Nie dlatego, że jestem słaba. Nie dlatego, że jestem nieatrakcyjna czy dlatego, że jestem matką. Nie dlatego, że nie byłoby mnie „stać na lepszego”. Rozwód byłby moją porażką życiową, bo okazałoby się, że pozwoliłam sobie związać się z człowiekiem, który mnie rozczarował i zranił. A skoro nawet mężowi nie mogę w pełni zaufać, to tym bardziej nikomu innemu.

Dlatego nie dopuszczam do siebie myśli o rozwodzie

Nawet w momencie, gdy przechodziliśmy najgorsze chwile w naszym małżeństwie, nie miałam chwil zwątpienia. Nie zwątpiłam w swój wybór. W żadnej z kłótni nie padły z moich ust słowa „no to weźmy rozwód!”. Po prostu nie dopuszczam do siebie takich myśli.

Jestem pewna swojego wyboru

Wiem, że Ojciec Polak jest mężczyzną mojego życia. Gdy myślę o starości to widzę nas nad brzegiem morza albo w górach spacerujących za rękę. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Wiecie, że po tym można poznać prawdziwą miłość? Po niemożności wyobrażenia sobie życia bez tej drugiej osoby. Jeśli potrafisz sobie taką sytuację stworzyć w głowie, to znaczy, że źle trafiłaś…

Dlatego tak mi przykro, że inni nie mają takiego szczęścia w miłości jak ja…

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
Jak wykorzystać tydzień wakacji na Malcie i Gozo
Jak wykorzystać tyd
gulbaska
5 lat temu byłam Pa
MOJA MIŁOŚĆ
Wielka miłość. Wi
ONA
Uczucie się mnoży,
walentynki, valentines day
Tak nietypowo obchod
lotd_-_web2
Zatańcz z Lord of t
coast-631925_1280
Uczcijmy to tylko we
20151028_114524
Wyobrażam sobie ży
Wawel
Małżeński weekend
paintball
Jeden strzał wystar
DSC_0616
Miłość zagubiona
  • Świetnie napisane. Ludzie w ogóle teraz mają luźny stosunek do różnych relacji. Ja wzięłam ślub w wieku 22 lat. Dla mnie to był idealny czas, ale większość ludzi twierdziła, że to młodzieńczy kaprys i pewnie za rok się rozwiedziemy. No właśnie nie, bo ja nie wyobrażam sobie życia bez mojego męża. Co więcej, gdyby tak nie było, na pewno nie zdecydowałabym się, żeby mieć z nim dziecko. Bo choć teraz w modzie są patchworkowe rodziny, to ja mam zbyt dużo takich w swoim otoczeniu i widzę, jak często trudne, skomplikowane to są relacje. Moje małżeństwo to sinusoida, są wzloty i upadki, ale zawsze chcę z moim mężem być, nigdy nie mam co do tego wątpliwości.

    • Ja wiem, że gdybym przeżyła rozwód, to nie byłabym w stanie w neutralny sposób kontaktować się z ojcem dzieci. Nie byłabym w stanie tego udźwignąć. Też wyszłam za mąż mając 22 lata (rocznikowo 23). Na pierwszą rocznicę ślubu mieliśmy już przy sobie syna. Nie żałujemy 🙂

      • To musi być w ogóle bardzo trudne dla matki, aby mimo własnego bólu dopingować dobrym kontaktom dzieci z ich ojcem. Mam nadzieje, że nigdy mnie to nie spotka.

  • Czasem związki są na tyle toksyczne, że człowiek, który wychodzi z takiego związku czuje się zwyczajnie wolny i szczęśliwy. Rozwód może nie jest powodem do dumy, żaden błąd nie jest powodem do dumy, ale życie pisze naprawdę różne scenariusze i czasem trzeba popełnić błąd żeby później odnaleźć szczęście.

    • Zgadzam się w zupełności. Różne rzeczy mogą wychodzić po fakcie. Ale wiesz, dobija mnie to, że ludzie np. robią imprezki z „okazji” rozwodu i obracają to w sukces i powód do domy… Mam wrażenie, że ten kto nie będzie miał w karcie rozwodu ten będzie hipsterem…

  • kocia_dama

    Wszystko tak naprawdę zależy od sytuacji. Rozwód na pewno zawsze jest tragedią przede wszystkim dla dzieci. Czasem jest wybawieniem- od męża kata, zdrajcy i alkoholika. Znam takie historie z życia wzięte. Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców i mówię to wprost: cieszę się, że tak się stało- po części. Los lubi zaskakiwać, taka jest prawda. Choć sama żyję w szczęśliwym związku małżeńskim już niemal dziesięć lat, rozumiem osoby, które decydują się na taki krok- nie dla kaprysu, ale by ratować siebie i dziecko. Czasem jest tak, że jedna strona chce budować, a druga niszczyć…

  • Nie wzięłaś pod uwagi, że to ty mogłabyś zranić męża, a nie on ciebie ;-). A tak na poważnie. Uważam, że dwoje ludzi, jeśli zdecydowało się na wspólne życie, powinni być na tyle odpowiedzialni, aby o to wspólne życie zawalczyć. Nigdy nie jest łatwo, idealnie i bajkowo. W każdym związku są też gorsze chwile, ale to nie powód by się od razu rozstawać. A mam wrażenie, że dzisiejsze małżeństwa często rozstają się z głupich powodów.

    • Gdybym ja zraniła męża byłabym najgłupszą osobą na świecie, a w momencie zranienia miałabym zw mózgu sieczkę zamiast mózgu. I gdyby mi wybaczył byłabym mu za to wdzięczna do końca życia.
      Ja też miewam wrażenie, że ta walka potrafi trwać zbyt krótko…

  • Gosia

    Ja jestem p rozwodzie, mam druga rodzinę , męża, kóry mnie kocha. 2 dzieci z poprzediego związku mojego meża i kocham je jak swoje. Wreszcie jeste szcześliwa.

    • Bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa i mam nadzieję, że tak już będzie zawsze.

  • My w ciągu ostatnich dwóch lat przeżyliśmy w rodzinie dwa rozwody, oba po 6 latach małżeństwa. Pierwszy był szokiem, nic na niego nie wskazywało, do tego małżeństwo miało dziecko, drugi był jakby przewidywany (jeśli tak można powiedzieć). Smutno jednak robi się na myśl o tym, że dwa małżeństwa, które powstały na naszych oczach rozpadły się z mniejszym lub większym hukiem. Na pewno rozwód nie jest powodem do dumy, dziś łatwo się rozstać, zmazać minione kilka lat. Na początku popadłam w rozpacz, nie wiedziałam co będzie, jak ułożymy nasze relacje z nimi, już osobno, z czasem wszystko się układa, powszednieje. Choć smutek pozostaje…

    • Znajomi moich znajomych rozwiedli się polubownie. Nie pałają do siebie nienawiścią, nie mieli dzieci. Ostatnio widziałam ich – z nowymi partnerami – jak siedzieli po przeciwnych stronach stołu. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji… Po rozwodzie nie wyobrażam sobie kontaktu z eks. Ale jak inaczej rozwiązać sytuację gdy miało się takich samych znajomych?

      • Rozwiodło się dwóch moich kuzynów, z jednym i jego żoną nie utrzymywałam kontaktu, ot spotkanie w święta, krótka rozmowa w CH, kiedy spotkaliśmy się na zakupach, z drugim kontakt mam dużo lepszy, do tego jego (już była żona) jest chrzestną Tosi, a ja jestem chrzestną ich dziecka. Jeszcze nigdy nie spotkaliśmy się wszyscy razem, ale podejrzewam, że prędzej czy później takie spotkanie nastąpi.
        Znam sytuację, w których rozwiedzeni rodzice wspólnie przygotowywali ślub córki, potem siedzieli razem przy stole. Czas leczy rany, zwłaszcza jeśli oboje ułożyli sobie życie i nie rozdrapują dawnych ran.

  • Jestem po jednym rozwodzie. I nie żałuję tej decyZji. Gdyby nie rozwod nie zwiazalabym się z obecnym mężem. Ale teraz również stoję na granicy. Mąż zranił mnie bardzo. Dostałam takiego kopa w dupe od losu ze doszukuje się winy w sobie. Bo zawsze winne są dwie strony. Najpierw muszę wybaczyć jemu A potem sobie. Bo chce. Bo nie wyobrażam sobie życia bez niego pomimo tego co mi zrobił. Ale mam takie myśli ze może znowu to zrobić…. wtedy nigdy sobie nie wybacze

    • Przykro mi, że masz takie doświadczenia. Mam nadzieję, że jednak uda Wam się zażegnać kryzys. Jak nie sami, to może z pomocą specjalisty? Jeśli oboje będziecie walczyć to na pewno Wam się uda wygrać.

  • Rozód to jest porażka. jest osobistą porażką i mówię, to jako rozwódka, którą zostałam w wieku 25 lat. Tyle, że mój rozówd, to była najlepsza decyzja mojego życia. uciekłam od męża przemocowca, zaczełam nowy rozdział mojego życia, weszłam w nowy zwiazek małżeński (kościelny) i ejstem szczęśliwa. gdybym trwała w tamtym małżeństwie, to nigdy bym nie zaznała szczęscia.
    To smutne,. ze coś co miało trwac na zawsze i an wieczność skończyło się po kilku latach, ale czasem nie pozostaje nic innego. Jestem za tym, by o siebie walczyć, ale tego muszą chciec obie strony, gdy jedna nie chce, to nic się nie uda. nie udźwignie się czegoś dwuosobowego w pojedynkę.

    • Dokładnie! Rozwód to najczęściej decyzja jednej osoby. W zasadzie nie tyle rozwód, co rozpad małżeństwa. I jakkolwiek druga sobie z tym nie radzi, nie jest w stanie zmusić drugiej strony do zmiany zdania i ratowania związku.

    • Zgadzam się. W pojedynkę nie można wygrać walki o związek.

  • rozwód to nie powód do dumy, ale do wstydu też nie. życiowa sytuacja, która czasami się zdarza. chociaż też zależy od okoliczności. ucieczka od męża tyrana, zakończenie związku z leniwym wyzyskiwaczem czy inne takie moim zdaniem jak najbardziej są powodem do dumy.

    w wieku 20 lat człowiek jest jeszcze bardzo młody i bardzo się jeszcze cały czas zmienia. szuka swojego miejsca na świecie. kształtuje. w dzisiejszych czasach 20 lat to jest bardzo mało na ślub. ledwo 2 lata po osiągnięciu pełnoletności. a taki 18 latek od 15 latka jakoś strasznie się nie różni z tego co pamiętam. chociaż są ludzie, którzy zdecydowali się na tak wczesny ślub, co więcej również na dziecko, lata mijały a oni żyli sobie dalej wytrwale razem i szczęśliwie. ale to naprawdę trzeba być pewnym i dojrzałym. albo mieć szczęście.

    moim zdaniem rozwód niekoniecznie musi świadczyć o tym, że następny związek też się rozpadnie. równie dobrze może być świetną nauczką, dzięki której następny związek przetrwa do końca.

    dla mnie rozwód nie jest porażką. już większą porażką jest tkwienie w nieszczęśliwym związku. czasami popełnimy błąd. a czasami albo my albo ta druga osoba bardzo się zmieni. czasami lepiej się rozstać. a jeżeli już dojdzie do rozwodu na pewno nie ma sensu się tego wstydzić i biczować.

    • Nie zgodzę się z twoim pierwszym akapitem. Gdzie kobieta miała oczy, że wydała się w związek z takim mężczyzną? Chyba, że chodzi Ci o dumę z powodu poprawienia głupiego błędu.

      Wcale nie neguję instytucji rozwodu. Nie powinna istnieć żadna siła, która mogłaby zmusić nas do życia w nieszczęściu. Życie jest na to za krótkie.

      • Kochana, myślę, ze trochę przegięłaś tym „Gdzie kobieta miała oczy”. Zarówno Ty, jak i Twój Mąż, a także ja i miliony osób na kuli ziemskiej, zmieniamy się. Czasem wystarczy jedna życiowa porażka albo trudne wydarzenie, będące próbą, której nasza psychika nie wytrzyma. I zmieniamy się, nawet na gorsze. Wtedy lepiej jest z tym skończyć. Oczywiście, moja filozofia podpowiada mi, ze najpierw się leczy, a potem zabija, ale jeśli leczenie nie przynosi skutku, to szkoda się truć lekami. Ze tak sobie pozwolę na przenośnię.

        • A mój były mąż świetnie się pilnowął do ślubu. Zaraz po ślubie pokazął swoje prawdziwe oblicze, do czego w sumie nawet się przyznał. tak wiec tekst „gdzie ona miała oczy” jest durny. Dodajmy też zakochanie, miłość przez, które przymykamy na pewne rzeczy oko i nie widizmy drobnych symptomów tego,że facet to przemocowiec. Polecam książkę „Domowy ninja” tam jest świetnie opisany mechanizm tego, jak wpada się w łapy przemocowca nawet o tym nie wiedząc.

          • Ja również polecam tę książkę.
            Wierzę w słabość ludzkiej psychiki, która często wymięka przy poważnych problemach. A że każda psychika jest indywidualnością, to i wielkość problemów jest dość subiektywną sprawą – każdego złamać może coś innego.
            Nie myśl, że tłumaczę zwyrodnialców, którzy katują swoje żony, ale wiem już, ze różnie w życiu bywa i nie można nikogo sądzić przez pryzmat siebie.

          • Nie wiem jak to jest z przemocowcami, ale rozwód z powodu „lenistwa” drugiej strony to zaniedbanie od początku znajomości. Wątpię by ktokolwiek przed ślubem latał z motorem w tyłku by po ślubie systematycznie osiągać na laurach. Chyba że ludzie są bardziej wyrachowani niż mi się wydaje…

            • Byś się zdziwiła. To, że Ty nie masz takich doświadczeń nie zonacza, że tacy ludzie nie istnieją. Ludzie potrafią naprawdę mocno kamuflować się w tym jacy są.
              Prosta historia: facet nie dba o higienę. Znajoma była w związku z facetem, mieszkali ze sobą, w końcu wzieli ślub i wtedy nagle jej zadbany facet zaczął korzystac z prysznica od święta, bo jak to ujał w końcu nie musi się starac i ukrywać. No i co, ona taka głupia nei wiedziała za kogo wychodzi? Na pewno były jakieś znaki wcześniej? Nie! Facet w końcu zaczał być sobą. W końcu się rozwiedli, bo ona nie była w stanie żyć w wiecznym smrodzie z brudasem, ale to nie znaczy, ze wczesniej nie prosiła i nie groziła, by on coś ze sobą zrobił.

              • Rany… Nie obrażając nikogo, to jego zachowanie nie było do końca normalne…

        • Zgadzam się, ale nie wierzę, że człowiek, który po ślubie podnosi rękę na żona czy jest lepiej do potęgi entej nie daje JAKICHKOLWIEK znaków przed ślubem. Jeżeli faktycznie tak jest to znaczy, że coś jest z nim nie halo.
          I też nie jestem za tkwieniem w bagnie dla idei.

          • Mój były mąż przed ślubem na rękach mnie nosił, W życiu bym nie pomyślała, że może mnie uderzyć. Ślub to zweryfikował.Tak więc nie dawał JAKICHKOLWIEK znaków.

      • ludzie popełniają błędy. Ty nigdy się nie pomyliłaś w ocenie drugiej osoby? nigdy nie było tak, że komuś zaufałaś, a ten ktoś Cię oszukał? na świecie poza ludźmi z mniejszymi i większymi problemami, które faktycznie widać, jak się przyjrzeć, istnieją też rozmaici wykolejeńcy, którzy świetnie potrafią udawać i się maskować. nie mówiąc już o tym, że ludzie po prostu się zmieniają. czasami jakaś trauma, wypadek, cokolwiek i z cudownego człowieka może się zrobić potwór. i nie zawsze da się to naprawić.

        • Ale czy ja to neguję? Popieram instytucję rozwodu. Twierdzę tylko, że rozwód (z jakiegokolwiek powodu) nie jest powodem do dumy. Tylko tyle.

          • Pio

            Aleksandro, chyba łudzisz się że człowiek całe życie jest taki sam 🙂 Poznając wspaniałego człowieka jesteśmy pewni że taki już będzie zawsze. Ludzie dążą do stabilizacji, ale niestety wszystko ulega przemianom z człowiekiem na czele, nigdy do końca nie wiadomo w jakim kierunku się rozwinie. Nie mówie że trzeba mieć od razu pesymistyczne podejście że będzie źle tylko po prostu uświadamiać sobie że tak po prostu jest i będzie bo taki jest człowiek 🙂 Nie można tak wszystkich szuflodkować, obecnie co trzecie małżeństwo to potencjalny rozwód, a wskaźnik z roku na rok rośnie. Rozwód jako synonim słowa porażka to dla mnie jedna z największych głupot jakie przeczytałem na ten temat. To właśnie często rozwód jest jedną z najlepszych decyzji życiowych.

  • Oj tam, oj tam, przecież nowa władza chce wprowadzić rozwody tylko dla bogatych, a biedni nie będą mogli się rozstać, tylko zostaną zmuszeni do tego, by być razem i stwarzać pozory. To bardzo dobry pomysł, że też ludziom rozwody w głowach ;). A poważnie, w mojej rodzinie rozwodów nie było, wszyscy żyli 8i żyją) ze sobą długo, chociaż nie zawsze szczęśliwie, ale jakoś dawali rady. Ja nie myślę o rozwodzie, bo dobrze mi z mężem i myślę, że tak będzie przez następne 100 lat :).

    • Nie słyszałam o tych cudownych propozycjach. Możesz zdradzić więcej szczegółów?
      P.S. U mnie w rodzinie też nie było rozwodów. Dlatego tak bardzo mnie smuci to, że w moim pokoleniu już się to zaczyna 🙁

  • Moi dziadkowie się rozwiedli, moi rodzice również, a ja teraz boję się wyjść za mąż. Nie dlatego, że olejemy sprawę po ślubie i wszystko się rozsypie tylko boję się cholernego fatum. Mój Skiba jest facetem mojego życia. Kilka związków zaliczyłam i przy nim dopiero jestem tak w 100% szczęśliwa. Mimo wszystko boję się. O rozwodzie rodziców z perspektywy dziecka pisałam u siebie. Polecam 😉

    • To jest właśnie to. To przeklęte dawanie wzorców. Moi rodzice, pomimo tego że długo byli na granicy, uratowali swoje małżeństwo. Może z tego powodu teraz ja stoję na stanowisku walki o związek. Nie za wszelką cenę, ale uważam że nie warto zbyt szybko odpuszczać.

      • Bo teraz jest tak, że jak coś się psuje to się kupuje nowe. Kiedyś naprawiało się 10 razy i działało. Tak samo jest teraz ze związkami… smutne, ale prawdziwe.

        • Doskonałe porównanie. A najgorszą sytuacją jest to, gdy ludzie wchodzą w nowy związek i popełniają te same błędy 🙁

  • Z Małżonem do starości to my się chyba pozabijamy 😉 Takie temperamenty, cóż począć. Przy czym sam rozwód to temat dla mnie obcy, wśród najbliższych znajomych rozwodów nie było. Wśród dalszych tak, ale nie jestem z tym na bieżąco. Natomiast na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że czasem lepiej się rozstać niż męczyć wszystkich dookoła.

    • Dla mnie do tej pory też był obcy. Raz rozwiedli się znajomi znajomych. Moja bardzo dobra znajoma też chce odejść od męża, a teraz jeszcze ona. To jest bardzo przygnebiajace dla mnie.
      Miłość to nie wszystko 🙁

  • Moja mama jest rozwiedziona- w jej przypadku było to najlepsze co mogła zrobić dla siebie i przede wszystkim dla nas 🙂 Jednak, są rodziny, w których rozwód to dramat najgorszy własnie dla dzieci!

    • Z tego co się orientuję to oni, na szczęście, dzieci nie mieli. A pomimo tego, że rozwód w efekcie wyszedł wam wszystkim na dobre, to nikt nie czuł się złe z tym, że małżeństwo się rozpadło?