Niewiedza na temat jutra jest głównym powodem, dla którego nie podejmujemy ryzyka. Gdy stoimy u progu podjęcia ważnej życiowej decyzji (np. wzięcie ślubu) gdzieś z tyłu głowy kołacze się pytanie „A jeśli to nie to?”. Gdy w głowie kiełkuje nam pomysł na otworzenie własnej firmy zastanawiamy się: „A jeśli się nie uda? A jeśli tylko zmarnujemy oszczędności swojego życia?” Gdy decydujemy się na dziecko drżymy ze strachu zadając sobie w głowie pytanie „A jeśli będzie chore?”. Niewiedza, niepewności i mantra „a jeśli…” towarzyszy nam każdego dnia. A jeśli spotkałabyś ktoś kto powiedziałby Ci, że widzi Twoje życie jako pasmo sukcesów, to co byś zrobiła? Uwierzyłabyś? Zmieniłabyś swoje życie? Pewnie gdyby to była jakaś obca kobieta na ulicy to pewnie nie. Chociaż niepewność by pozostała. A jeśli byłaby to osoba, która nazywa siebie wróżką? Zawojowałabyś świat? Pewnie też nie. Przecież to bzdury. A jeśli…?

magiczna kula, wróżbiarstwoJestem osobą przesądną

Gdy widzę czarnego kota, który przebiega mi drogę to zatrzymuję się i robię 3 kroki w tył. Nie pozwalam nikomu ściągać sobie pierścionków w obawie, że się pokłócimy. W ciąży nie nosiłam naszyjników, a rozstawione drabiny zawsze omijam szerokim łukiem. Niby wiem, że żadne z tych przesądów nie mają uzasadnienia w rzeczywistości, ale jednak wolę dmuchać na zimne. A jeśli…?

Uwielbiam czytać horoskopy. Zawsze gdy trafię na gazetę, w której znajdę „spersonalizowaną” wskazówkę na temat przyszłości to ją czytam. Po lekturze „wiem” czego mogę się spodziewać w najbliższym czasie. Czytam horoskopy nawet wtedy, gdy są odrobinę przestarzałe (do miesiąca). Dlaczego? Lubię sprawdzać, czy faktycznie mogłam przygotować się wcześniej na to co mnie spotkało. Czy często taki horoskop się sprawdza? To zależy jak szczegółowo zapamiętałam poszczególne wydarzenia. Ten typ tak ma.

Pomimo moich ezoterycznych upodobań nie ciągnęło mnie do wizyty u wróżki

W przeciwieństwie do mojej mamy. Z tego co pamiętam była u niego (tak, moja mama chodziła do wróżka) trzy razy. Po każdym z nich opowiadała nam co usłyszała, a część z tych rzeczy szczególnie zapadła mi w pamięć.

Po pierwszej wizycie wszystko miało być ok. Po czasie okazało się, że wróżek przepowiedział mamie śmierć osoby z jej najbliższego otoczenia. Powiedział, że w ciągu 3 miesięcy od wizyty umrze mamie ktoś bliski, ale nikt z najbliższej rodziny. W tym czasie zmarła siostra mojego ojca. Tuż przed upływem 3 miesięcy od wizyty u wróżka. Przypadek?

Po drugiej wizycie dowiedziałam się, że będę miała pod górkę ze skończeniem studiów. Wiecie jak było – studiów nie skończyłam. Znowu przypadek?

Trzecia wizyta przypadła tuż przed naszym ślubem. Według relacji wróżbiarskiej, okazało się, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Co więcej do 3 lat po ślubie będziemy mieli tyle dzieci ile sobie zaplanowaliśmy (chcieliśmy trójkę). Dobry żart, prawda? Pobraliśmy się w kwietniu 2011 roku. W kwietniu 2012 urodził się Pierworodny. W kwietniu 2013 roku nie byłam jeszcze w ciąży. Gdy trzy miesiące później okazało się, że jestem w ciąży to jak Boga kocham, pomyślałam sobie, że żeby wróżek miał rację, to muszę nosić w brzuchu bliźniaki. Na pierwszym usg bez żadnych wątpliwości stwierdzono, że zostanę mamą bliźniaków. Bliźniaki urodzili się w lutym 2014 roku. W kwietniu obchodziliśmy 3. rocznicę ślubu. Ciągle mówimy o przypadku?

Wizja przyszłości czy samospełniająca się przepowiednia?

Jeden jedyny raz miałam do czynienia z wróżką w andrzejkowy weekend 2008 roku. Poszłam z moim ówczesnym chłopakiem do knajpy (to był mój weekend zjazdowy, ale puścili nas wcześniej do domu – przypadek?), gdzie na przywitanie laliśmy wosk przez dziurkę od klucza a później mogliśmy pozwolić sobie na przeczytanie przyszłości z ręki. No to daliśmy. Chyba nie muszę Wam tłumaczyć jaką miałam minę, gdy wróżka powiedziała mi, że nie będę z tych chłopakiem, z którym przyszłam a swojego męża poznam w podróży, prawda? Nie taką historię nam wywróżyłam w swojej wyobraźni.

Niecałe 3 miesiące później (w lutym 2009 roku) rozstałam się z tamtym chłopakiem. W kwietniu ruszyłam w podróż do warszawy, gdzie poznałam Ojca Polaka.

Czy wróżka faktycznie coś zobaczyła w mojej dłoni? Czy po prostu ja okazałam się bardzo podatna na jazgot pasujący do każdego i sama zdeterminowałam swoją przyszłość? Nie skłaniam się ku żadnej z tych opcji, ale coś musiało być na rzeczy. Ja to tak odbieram.

Dobra magia czy przekleństwo?

Pomimo tych wszystkich niewyjaśnionych i dla mnie tajemniczych sytuacji, których doświadczyłam do tej pory, nie jestem przekonana do korzystania z usług wróżek. Lubię odkrywać kolejny dzień sama, chociaż przyznam szczerze, że znając przyszłość byłoby nam łatwiej podejmować bardziej szalone kroki. Wszystko będzie, prawda? Przecież wróżka tak powiedziała! Jesteśmy kowalami swojego losu. Ale gdy natrafi się okazja warto posłuchać głosów osób „magicznych”, bo może dzięki nim zaczniemy zwracać uwagę na znaki, które bez szczególnego wskazania mogą być dla nas niewidoczne.

P.S. Gdy Pierworodny był mały, zaczepiła nas w supermarkecie kobieta. Popatrzyła na niego i stwierdziła, że młody będzie bardzo emocjonalny, nerwowy i będziemy mieć z nim problemy. I że będzie muzykiem. Dobre, prawda? Okazało się, że w niedługim czasie dostał się do żłobka. Wiecie jakiego? Muzycznego… Panie z przedszkola pytały się nas ostatnio, czy jesteśmy muzykami, bo Pierworodny tak lubi śpiewać. Przypadek?

Autor Gulbaska
  • Byłam raz u wróżki i wszystko co powiedziała było prawdą i się sprawdziło, o dziwo.

  • Mi raz Cyganka wróżyła i się dość sporo sprawdziło 🙂

    • Czyli coś w tym jest. Mojej mamie cyganka wywróżyła jeszcze jedno dziecko. I myślę, że mogłabym mieć kolejne rodzeństwo, ale mój tata stawił czynny opór, więc na nic zdały się wróżby 😉

  • Nie byłam u wróżki i jakoś mnie to nie ciągnie. Kiedyś czytałam namiętnie horoskopy. Tak myślę, że większość ludzi czyta przepowiednie i wróżby na swój temat, a potem kieruje swoim życiem tak, żeby się sprawdziło.

    • Myślę, że to tak działa. Ale tak jak opisywałam u siebie, to przecież nie na wszystko mamy wpływ.

  • W życiu nie byłam u wróżki, ani też żaden horoskop nigdy mi się nie sprawdził, więc nie biorę ich poważnie. Wierzę jednak, że są osoby, które potrafią przepowiedzieć przyszłość, lecz wolę się trzymać od nich z daleka :).

    • Niby tak, ale gdyby człowiek wiedział, że upadnie to by usiadł. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, do których doprowadzają ludzie i przy podjęciu każdej ważnej życiowej decyzji biegną po poradę do „siły wyższej”.

  • kocia_dama

    A ja wolę zostawić przyszłość nieodkrytą 🙂 Tak jest lepiej 🙂

  • Dlatego unikam wróżek jak zarazy 🙂 wolę sama odkrywać swoją przyszłość

  • Wróżki omijam szerokim łukiem odkąd rozmawiałam ze znajomym księdzem i opowiadał, że taka moc, jeśli nie jest oszustwem, może płynąć od bardzo wielkiego dobra, albo wielkiego zła i lepiej nie igrać z tym…. Jestem wierząca i strasznie mnie to przeraziło. A co do przesądów, staram się na nie nie zważać… Ale… Moja mama jest przesądna. Prosiła, żebym nie nosiła naszyjników w ciąży. Nie posłuchałam jej i co? Córka była zawinięta w pępowinę i ledwo co, cała i zdrowa się ułożyła, pewnie dzięki temu, że akurat jak się podduszała leżałam na patologii ciąży. Mam nadzieję, że to tylko przypadek, bo wkurzają mnie przesądy. Ale podejrzeń nabrałam, taka ludzka natura…

    • Ja uważam, że w tych wszystkich zabobonach coś musi być. Tak jak w tych urokach rzucanych na ludzi.

  • Ja trzymam się z daleka od tego typu rzeczy, ale nie dlatego, że w nie nie wierze, tylko dlatego, że w nie wierzę. To niebezpieczne rzeczy. Kiedyś sama zajmowałam się stawianiem Tarota (i tak, wiem, że wszystko się sprawdza) i dotarłam w bardzo niebezpieczne miejsca. Nie polecam tego typu „zabaw”, to igranie z losem.

    • O rany, zabrzmiało przerażająco… Moja kuzynka też kiedyś próbowała stawiać Tarota. Spaliła te karty…. Nigdy nie chciała mi powiedzieć o co chodziło.

      • Ja też spaliłam, choć nie było to łatwe, sama pewnie nie dałabym rady, ale na szczęście miałam pomoc w tej decyzji. Długi temat i szczerze, to lepiej go nie zgłębiać.

  • Cała ja

    Witam, życie pokazało mi, że coś takiego jak przypadek nie istnieje. Co ma być, to będzie, a co wisieć nie utonie 😉 Zwał jak zwał, ale coś w tym jest. Pozdrawiam 🙂

    • Mój ojciec też tak zawsze mawiał „co ma wisieć, nie utonie”.

  • Ja mimo wszystko nie wierzę w przesądy i wróżki. Nigdy mnie nie ciągnęło do takich spraw, a powiem więcej- ja się tego boję…

    • Przyznam szczerze, że ja też się boję. Teraz raz kiedy byłam na wróżeniu w knajpie mi wystarczy na baaardzo długo.

  • Nigdy nie bywałam u wróżek, ale mamy rodzinną historię z twarzą zaginionego pojawiającą się w lustrze u wróżki. Jak wcześniej nie wiedzieliśmy nic, tak teraz wiemy, że na wschodzie go powiesili.

    Ale przesądna jestem. I dlatego lubię mieć w pobliżu coś przynoszącego szczęście. Za to horoskopów nie czytam nawet żeby się pośmiać, bo to zbyt rakotwórcze xD

    • A ja w portfelu noszę zasuszoną czterolistną koniczynę i figurkę żółwia, która ma pomagać mi rozmnażać pieniądze 😛

      • Nie wyjdzie. Wciąż nie mamy na żadnym banknocie żadnej kobiety, a jak mają się rozmnażać bez samicy?