Przypadający na dzień dzisiejszy Tłusty Czwartek może bez dwóch zdań zostać przemianowany na Dzień Pączka. Ewentualnie Dzień Faworka, bo o gustach się nie dyskutuje. Tego wyjątkowego dnia znacząca większość naszej populacji nie przejmuje się kaloriami i z wielkim zapałem wcina dowolną ilość pączków. Niech sobie idą w uda/pośladki/brzuch, a najlepiej w cycki. Co jednak zrobić, gdy Pączusia mamy przy sobie na co dzień w domu?

Mój Ty...(1)Nie potrzebuję kupować pączka, mam Ciebie!

W parze z Ojcem Polakiem nie jesteśmy przykładem Fit Slim Parents. Uważam, że w chwili obecnej bliżej nam do osiągnięcia kształtu idealnego – kuli. Dlatego nie szczędzimy sobie małżeńskich uszczypliwości zwracając się do siebie „Prosiaczku” (ja do Ojca Polaka) czy „Oh, Gloria!” On w stosunku do mnie (przypominam, Gloria to hipopotam z Madagaskaru). I o ile w naszym dwuosobowym gronie, bądź w gronie osób nam najbliższych, takie „słodkie” słowne szpileczki są normą, to nie uznaję tego typu zdrobnień kierowanych w kierunku dzieci. Nawet z miłości i w dobrej wierze.

Mój Ty Pączusiu!

Przyznam szczerze, że gdy spotkam się w miejscu publicznym z Pączusiem, Cukiereczkiem czy Kluseczką, to zaczyna mnie mdlić. Już mniej mnie odrażają Ptaszyny, Żabki i Misie. Wyobraźcie sobie sytuację, w której siedzicie z dzieckiem na placu zabaw, a obok was matka woła swoje dziecko „Żabciu! Idziemy do domu!”. A dziecko na to „imię” reaguje! Szok! Jest to dla mnie równie szokująca sytuacja jak w momencie, gdy byłam świadkiem nawoływań starszej pani: „Kuba! Kubuś!”. Stoję, czekam aż zza rogu wybiegnie wnuk, a tam… pies. Co się dzieje z tym światem?

„Żabcia” to syn czy córka?

Wiem, że niedawno zostały w Polsce zliberalizowane przepisy dotyczące nazywania dzieci. W obecnym stanie prawnym możemy nazwać dziecko dobrowolnym imieniem – obcobrzmiącym (Ben, Cassandra), w dowolnej pisowni (Angelika, Andżelika, Angelika), zdrobniałym (Kasia, Gosia) oraz takim, które nie musi jednoznacznie wskazywać na płeć dziecka (Sasza). W sytuacjach takich jak przedstawiona powyżej zastanawia mnie jedno: czy dziecko, reagujące na tym podobne zdrobnienie, faktycznie nazywa się Żabcia? Zapewne nie, bo to całkowicie absurdalne. Czyżby?

Z drugiej strony, czy jeśli dziecko jest tak długo nazywane „Żabcią”, że zaczyna reagować na ten komunikat skupieniem swojej uwagi, to czy nie dojdzie do sytuacji, w której dziecko będzie się przedstawiało Żabcia Kowalska?

Ja mam imię, Ty masz imię, każdy swoje imię ma

Osobiście jestem zwolenniczką zwracania się do siebie po imieniu. Zwłaszcza w tłumie – nie raz wołałam za Ojcem Polakiem „Mężu, zaczekaj!” a na moje wezwanie odwracał się na ten mąż co trzeba… W stosunku do dzieci mogą to być formy zdrobniałe np. Karolek, Pawełek czy Damianek. W moim wykonaniu odpadają wszelkie zdrobnienia typu Fifi (Filip), Miki (Mikołaj), Domi (Dominik), Lusia (Olusia? Alusia?). Wiecie, miłość miłością, ale każda fanaberia powinna mieć swoje granice.

Mam na imię Aleksandra

I jestem bardzo związana ze swoim imieniem, chociaż nie zawsze tak było. Nie mniej jednak nigdy nie chciałam go zmienić. Formą Aleksandro zwraca się do mnie tylko jedna osoba. Na co dzień lubię jak mówi się do mnie Olu bądź Oluś (zdrobniale – a ponoć nie lubię zdrabniać).

A jak to jest z Wami? Nie zapomnijcie zjeść pączka Pączusie!

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
przestępcy w przedszkolu
Przestępcy pracują
jakie mleko dla noworodka
Gratulacje! Jesteśc
kurwa na podwórku
Antykultura podwórk
pieniądze, program rodzina 500+
Na co wydamy pienią
pieniądze to nie wszystko, dzieci t najcenniejszy skarb
Pieniądze to nie ws
DO KOLEJKI!
Kolejka na poczcie
JAK ROZMAWIAC
Jak rozmawiać z dzi
chory_rodzic
Chory rodzic, to dob
homofobia, nie dla homofobii, wychowanie w tolerancji
Tolerancja od małeg
ŚWIĘTY
Poślubiłam święt
RODZICU2
Dziecko zostało w d
Czy Twoje dzieckoma już zaplanowanezajęcia dodatkowe_
Zajęcia dodatkowe d
ZOSTAW MNIE!
Mamusia teraz pójdz
mamatatatablet
Wychowujesz jeszcze
dzieci_i_prezenty
Nie kupiłam dziecio
child-577010_1280
Trendy prezentowe na
sasiad
Odpoczywam, bo bliź
cactus-194404_1280
Syndrom Matki Idealn
rodzicielstwo
Mieszanka dumy i wst
DSC_0665
Dzień z życia rodz
www.pixabay.com
Razem czy osobno 
spacer z bliżniakami
5 powodów, dla któ
DSC_0410
Rozstanie z dzieckie
20150916_135553
Synu, zapalisz?
DSC_0218
10 błędów popełn
woda
5 zasad udanego wypo
tata_blizej_dziecka
Tato Polski –
Tata bliżej dziecka, Warszawa
Tato Polski –
W ogródku
Identycznie ubrani b
DSC_0513
Rodzice, gdzie jeste
  • kocia_dama

    Ja lubię formy zdrobniałe, ale zdecydowanie wolę, gdy bliscy zwracają się do mnie po imieniu 🙂

  • Ja jestem mistrzem słowotwórstwa, zdrobnieniotwórstwa i stosowania wszelkich „Myszek” i „Zajączków”.
    I dobrze mi z tym 😉
    Moje dzieci na nie reagują, podobnie jak na swoje prawdziwe imiona. No chyba, że mają focha i wogóle na nic nie reagują, wtedy mogę się nawet zapłakać…

  • Korniszon? 😀 Skąd to się wzięło? 😀

  • melanii

    Po chwili przerwy wreszcie dotarłam 😉

    Kiedyś w TV widziałam małżeństwo, które było rozczarowane, że USC nie pozwolił im nazwać swojego dziecka…Jajko. A chcieli tak ponieważ ona była Polką, a on Azjatą, więc wg. nich będzie biało-żółte, jak jajko.

    Mdli mnie, kiedy słyszę, jak ktoś rozmawiając przez telefon, czy z osobą obok zwraca się per: „Kwiatuszku, kotusiu”. Również kiedy w serialach słyszę co rusz „kochanie” dość mocno zaakcentowane to mi się żołądek wywraca.

    Co do imion to jestem za zdrobnieniami, ale imion, które dają się zdrobnić. Przecież nie będę się do koleżanki zwracała: „Krystyno”, czy „Joanno”, czy do kolegi „Wojciechu, Tadeuszu” a raczej „Krysia/Asia, Wojtek, Tadek”. Nie lubię natomiast zdrobnień imion, które infantylizują dorosłą osobę. Denerwuje mnie, kiedy widzę dorosłą kobietę do której słodzi się „Martusia, Paulinka, Madzia, Dorotka, Iwonka”.
    Bolą mnie też uszy, kiedy słyszę: „Pawle, Marku, Jacku, Ewelino, Matyldo” itd. Wiem, że jest to gramatycznie poprawnie, ale mnie jakoś ta forma nie odpowiada.

    • Witam, witam! Gdzie się podziewałaś? 🙂

      A na Jajko zdrobniale by wołali Jajeczniczko? Jajusiu? 😀
      W całej reszcie komentarza mogę Ci tylko przytaknąć by myślę tak samo 🙂

      • melanii

        Jakoś nie po drodze do komputera mi było 😉
        Oglądałaś „Epokę Lodowcową 3”? Tam leniwiec Sid miał pod opieką trzy jajka dinozaura i zanim się wykluły małe dinusie to te jajka właśnie nazywał: „Jajcunio” i coś w ten deseń.

    • OMG „Jajko”. O gustach się nie dyskutuje, ale takie dziecko byłoby spalone w szkole 🙁

      • melanii

        Ta para nie widziała problemu, raczej oburzali się, że USC nie pozwolił na nadanie takiego imienia i usilnie zastanawiali się dlaczego.

  • Do męża mówię po imieniu 🙂 Do dziewczyn księżniczko, do syna książę 😀

  • Na swojego wołam „Kurczaku”. Nie przedstawia się Kurczak Ch… Jakoś to w niego nie uderza. Może dlatego, że nie nadużywam tego nawolywania.

  • Moje internetowe imię rzadko bywa zdrobniałe – ostatnio widziałam ,,Sława” napisane jako zwrot do mnie. Przez chwilę gapiłam się na komentarz Rudej i zastanawiałam, czy przejęła zwyczaje rodzimowierców (,,Sława” to pozdrowienie) 🙂 Nie wyobrażam sobie bycia bardziej Sławką niż Sławomirą.
    Zaś co do prawdziwego imienia, to zdrabnia się, jak najbardziej. W zasadzie, to dziwne by było mówić pełne imię. Choć do jednego Kuby uporczywie mówimy ,,Jakubie”. ”

    Co do zdrobnień typu ,,Fifi” i ,,Lusia” (Jaka w tym Olusia, jak to jest Łucja?), to nie mogę zapomnieć pewnego gimnazjalisty… Wawrzyńca. Nie powiesz ,,Wawrzyńcze”, zdrobnisz jego imię tak jak wszyscy. Fafik. To brzmi… psio.

    • Sława (jako pozdrowienie) bardzo dobrze brzmi 🙂 Bardzo mi się podobało jak chadzałam z ojcem polakiem na zloty bractwa 😉 I też nam jednego Jakuba, który Kubą nie jest w żadnym wypadku.

      Poważnie Lusia to skrót od Łucji? Nigdy bym na to nie wpadła. A Wawrzyniec to Fafik? Muahaha 😛

      • Ano, pozdrowienie fajne 🙂

        Spotkałam się jeszcze z Luśką-Ludwiką, ale chyba bardziej Łucja.

  • My przeważnie mówimy do siebie „bejbe” niezależnie od tego gdzie się znajdujemy 🙂 A po imieniu, gdy mamy focha bądź zły dzień.

    • Bejbe to mawiałam do siebie z moim eksem i już dawno się z tego wyleczyłam 😉

  • Różnie to bywa z tym mówieniem ja do męża mowie najczęściej po imieniu, do synka zdrobniale Adasiu, Adaśku i różne tam Miśki i koty 😉 ale raczej w domu. Ja mam na imię Beata i wszyscy tak do mnie mówią.Jak dla mnie niektóre imiona po prostu muszą być zdrobnione bo inaczej strasznie sztywno brzmią. Mam sąsiadkę do której mama mówi tylko Jadwiga, Jadwigo nigdy Jadziu i to jest strasznie oficjalne moim zdaniem

    • Myślę, że „Jadwigo” to zależy od stopnia zażyłości 😉 Tak jak pisałam, do mnie tylko jedna osoba zwraca się do mnie Aleksandro i jest to bardzo miłe 😀

  • Przeważnie mówię do męża po imieniu, ale owszem mówię też bardziej…”czule” 🙂 Do córki wołam po imieniu, ale często jest ona po prostu moją Myszką, ale to raczej nie na placu zabaw 🙂

    • W domu Niebieskooki też jest Koralikiem, a Pierworodny lubi się wcielać w Jake’a.

  • Na placu zabaw można sobie posłuchać i rzeczywiście czasami nie wiadomo, czy jakaś mama woła do córki czy do syna:)

    • A z drugiej strony jak usłyszy się w supermarkecie „Zdzisławie!” do dwulatka to też zabawnie brzmi 😉

  • ja się przedstawiałam Skrzat Rojek! z tym, że tego skrzata to sama sobie wymyśliłam chyba, a nie mama. i uważam, że to było słodkie i śmieszne.

    jestem pewna, że na swoje dziecko będę wołać nie tylko po imieniu, ale też inaczej.
    wiem to, bo wiem jak na psa wołam. nazywa się Piccola a wołam bardzo różnie (Pikondra, Orełku, Lisku, Puchaczku, PIkusiu, Piesu, Kochanie, Malutka itd.). a do swojego faceta po imieniu odzywam się chyba tylko jak naprawdę jestem zła albo naprawdę mam coś bardzo poważnego do powiedzenia. a tak to mówię np. Strusiu 😉 ale skarbie i kochanie też. w miejscach publicznych też. nie widzę różnicy ani problemu.

    • A to ja do Ojca Polaka mówię mężu, a po imieniu to faktycznie po imieniu jak jestem zła albo mam coś ważnego do powiedzenia 😉
      A do dzieci to po imieniu. Jakoś nie czuję potrzeby mówienia inaczej. Nawet jak jesteśmy sami w domu.