Będąc wychowywani w naszej kulturze mamy od dzieciństwa ułożony w głowie obraz normalności. System wartości, dzięki któremu odnajdujemy się we współczesnym świecie. Będąc kobietą prawdopodobnie marzysz o mężu – mężczyźnie swojego życia, który stanie się twoim najlepszym przyjacielem i kochankiem. Czując się bezpiecznie w jego ramionach zechcesz stworzyć z nim rodzinę – urodzić mu dziecko, góra dwoje, a w przyszłości powiększyć rodzinę o czworonożnego przyjaciela. Przyszłość, którą sobie wyśniłaś, jawi się w różowych barwach. Niestety zdarza się tak, że nasze wyobrażenia mogą w znaczący sposób odbiegać od rzeczywistości. I jak wtedy zachować normalność?

ONAHistoria Kasi, Marka i Franka* jest oparta na faktach. Kasia skontaktowała się że mną mailowo, ponieważ chciała się z kimś podzielić swoją historią. Zgodziła się na jej publikację na łamach bloga.

– Kiedy poznałaś swojego męża?

Z Markiem poznaliśmy się w pracy. Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia. Nasze uczucie narodziło się w myśl powiedzenia „kto się czubi ten się lubi”. Wszyscy w koło powtarzali, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dogadywaliśmy się jak stare dobre małżeństwo. Po roku „chodzenia” ze sobą wzięliśmy ślub, a w pierwszą rocznicę ślubu tworzyliśmy już pełną rodzinę. Ja, On i nasza córka Klaudia.

– Kiedy poczułaś, że uczucie między Tobą a Markiem nie spełnia Twoich oczekiwań?

Tak na prawdę już w ciąży poczułam, że potrzebuję od związku czegoś więcej niż koleżeńskich zgrywów, żartowania z siebie i całego świata na każdym kroku, czy szalonego seksu o każdej porze dnia i nocy. Hormony ciążowe zrobiły swoje. Chciałam by Marek zaopiekował się mną emocjonalnie. W czasie ciąży potrzebowałam głaskania i przytulania, a nie przyjacielskich kuksańców i cmoknięć w przelocie. Potrzebowałam czułości. Przez te 9 miesięcy nie czułam się atrakcyjna i potrzebowałam słuchać od niego słów „jesteś piękna”, „jesteś cudowna”, a nie tylko „chodź tu mój wielorybku.” Takie zwroty do pewnego momentu były dla mnie zabawne, a później zaczęły mnie to przytłaczać. W trakcie ciąży nie chciałam być jego najlepszym kompanem na drodze życia. Chciałam by ktoś się mną zaopiekował.

– Powiedziałaś Markowi o swoich potrzebach?

Oczywiście, że powiedziałam. I to nie raz. Zazwyczaj jego reakcja zaczynała się i kończyła na „Ojej, moje biedactwo! Oczywiście, że jesteś piękna, kocham cię!”. A wszystko wypowiedziane tym wiecznie żartobliwym tonem… Nie rozumiał o co go prosiłam, ale wiem, że starał się okazywać mi uczucia jak mógł.

– Kiedy w twoim życiu pojawił się Franek?

Z Frankiem poznałam się na kursie językowym, na który zapisałam się w ramach osobistego rozwoju i chęci oderwania się od codziennych macierzyńskich obowiązków. Tak się złożyło, że usiedliśmy razem na pierwszych zajęciach i od razu złapaliśmy kontakt. Z czasem rozmów w „szkolnej ławce” było nam za mało i zaczęliśmy chodzić po zajęciach na kawę.

– Czy Marek nie miał nic przeciwko Twoim wyjściom?

Nie. Marek doskonale wiedział jak wyczerpująca potrafi być opieka nad Klaudią, więc z wielką chęcią dawał mi wychodne raz w tygodniu. Nawet gdy po zajęciach wychodziłam na dwurodzinną kawę z „koleżankami”.

– Nie miałaś wyrzutów sumienia z powodu okłamywania męża?

Na początku tak, ale nie trwało to długo. Zamiast wpędzać się w poczucie winy postanowiłam wyciągnąć z tej znajomości jak najwięcej. Franek doskonale wiedział, że mam męża i dziecko. Nie przeszkadzało mu to. Sam nie miał nikogo, ale jak twierdził uwielbiał spędzać ze mną czas. Nigdy nie naciskał bym zostawiła Marka, ani nie nalegał na dodatkowe godziny spotkań. Nie kontaktował się ze mną częściej ten jeden dzień w tygodniu. Nie chciał bym miała przez niego problemy. Franek jest urodzonym komplemenciarzem i duszą towarzystwa. Przy nim czuję się jak księżniczka i jedyna kobieta na Ziemi. Po spotkaniach z nim, przez cały kolejny tydzień, mogę znosić wszelkie urokliwe złośliwości mojego męża bez straty na swoim samopoczuciu. Między mną a Markiem nic się nie zmieniło.

– Kochasz Franka?

Nie. Jestem nim zafascynowana. Uwielbiam z nim spędzać czas, ale nie wyobrażam sobie spędzić z nim reszty życia. Kocham Marka.

– Zdajesz sobie sprawę, że 99% społeczeństwa określi Twoje zachowanie jako naganne? Powiedzą, że dopuściłaś się zdrady.

Ja tego tak nie odbieram. Między mną a Frankiem nigdy do niczego nie doszło. Nie kochaliśmy się. Czasami niewinnie trzymaliśmy się za ręce albo siedzieliśmy w objęciach. Ta relacja pozwala mi na prawidłowe działanie w rodzinie, która kocham. Marek o niczym nie wie i mam nadzieję, że tak zostanie.

*imiona zostały zmienione

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
Jak wykorzystać tydzień wakacji na Malcie i Gozo
Jak wykorzystać tyd
gulbaska
5 lat temu byłam Pa
walentynki, valentines day
Tak nietypowo obchod
rozwód, to nie jest powód do domu
Rozwód to nie jest
lotd_-_web2
Zatańcz z Lord of t
coast-631925_1280
Uczcijmy to tylko we
20151028_114524
Wyobrażam sobie ży
Wawel
Małżeński weekend
paintball
Jeden strzał wystar
DSC_0616
Miłość zagubiona
  • Ja trochę to rozumiem, jednak nie pochwalam takiego zachowania. Albo podjąć decyzję i zrobić wszystko by ratować związek z mężem, albo odejść. Myślę, że ta kobieta nie chciałaby być na miejscu swojego męża.

  • Zdradzać z powodów kuksanców? Co za bezsens. To jest zdrada emocjonalna a ona nawet jest gorsza. Prędzej czy później i tak do czegoś dojdzie jak Twój mąż się nie dowie i w porę nie zareaguje. Moja koleżanka była kiedyś w podobnej relacji z kolegą z pracy. Doszło do jej faceta, że to nie są żarty i może ją stracić. Opamiętał się i ostatecznie pokazał, że to jego kobieta. Może jak Twój mąż się dowie to zobaczysz jak on Cię kocha i raz na zawsze wybijesz sobie z głowy takie znajomości tak jak ona.

  • Bardzo trudny temat poruszył ten wpis. Nie do końca rozumiem Kasię, bo na jej miejscu porozmawialabym tak na poważnie z Markiem. Powiedziała o swoich oczekiwaniach i przykrosciach jakie sprawia i sprawiał. Rozmowa jest tutaj kluczem do szczescia, jak w każdym związku.

  • Ten cały Franek mógłby być kumplem. Mógłby, gdyby nie to, że bohaterka historii uważa go jako tlen swojego szczęścia.

  • Trudno jest taką sytuację skomentować.
    Nie wiem jaki jest cel Kasi: wygadać się? Po co publicznie, na blogu, którego czyta jakaś grupa ludzi? Poddać ocenie? Przecież to masochizm…
    Siłą rzeczy nasuwa się czytelnikowi ocena. Zdrada to zdrada – takie jest moje zdanie. Po co trwać w czymś, co nie do końca mnie satysfakcjonuje, nie wszystko mi daje? Po co przytulać się i chodzić za ręce z facetem, który nie jest moim stałym partnerem?
    „Ta relacja pozwala mi na prawidłowe działanie w rodzinie, która kocham.” – to brzmi dla mnie strasznie nienaturalnie. Nie da się wziąć urlopu od rodziny, nawet na godziny. Albo jestem w rodzinie, albo nie jestem…

  • melanii

    Będąc w związku to nic złego mieć kolegę, przyjaciela z którym raz na ruski rok wymieni się smsa, maila, czy pójdzie na kawę/piwo. Jednak wykraczania poza ramy koleżeńskości typu wyjście do teatru/kina/na imprezę, wyjazd na wycieczkę, obściskiwanie się, czy trzymanie za ręce jest nie fair względem obu stron.

  • Zdrada emocjonalna, to też zdrada. Ponoć z jej powodu bardziej cierpią kobiety, ale różnie z tym bywa.

    • Ale czy to faktycznie już jest zdrada emocjonalna? Długo się nad tym zastanawiałam i sama nie jestem do końca pewna jak to określić. Bo z jednej strony kocha męża, ale z drugiej szuka zaspokojenia uczyć u innego…

      • Może masz rację i moje wnioski poszły za daleko, bo znam przecież tylko jakiś mały fragment rzeczywistości. Trudno mi jednak spojrzeć na tę relację jako na przyjaźń, była bowiem mowa o fascynacji – to bardzo śliski grunt. Wiem też, że gdyby mój mąż szukał kontaktu z inną kobietą i ten kontakt dawałby mu siły na to aby „przetrwać” ze mną cały tydzień, to czułabym się zdradzona emocjonalnie.

  • Nie chcę nikogo krytykować, ale to nie jest dobre.

    • Zgadzam się z Tobą… Z jednej strony czuje, że nie zdradziła męża, ale ciekawe co by ona pomyślała, gdyby jej mąż miał taką przyjaciółkę… trzeba się postawić z tej drugiej strony barykady.

  • Zdrada to zdrada – nieważne w jakim stylu 🙁

  • No cóż…..ciężko skomentować nie krytykując…aczkolwiek każdy sam sobie wybiera swoją ścieżkę! Popieram Cię Olu – gdybym ja męża zobaczyła w takiej sytuacji……oj cienko by z nimi było 😉

    • Ja staram się nawet zbytnio nie wyobrażać takich sytuacji, bo czasami mam wrażenie, że rozniosłabym zainteresowanych w drobny pył, a czasami czuję, że wrosłabym w ziemię i tyle co by było. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała się o tym przekonywać.

  • Chwila, to w związku już nie można iść na kawę? Ani trzymać nikogo za rękę? Smutne.

    • Przyznam szczerze, że gdybym zobaczyła Ojca Polaka idącego uśmiechniętego za rękę z obcą kobietą, to nie musiałabym sobie wiele dopowiadać. Albo zastała go w objęciach innej (i nie mówię tu o przytuleniu się na przywitanie).

    • nie widzę powodu, dla którego miałabym iść za rękę z kimś, kto nie jest moim facetem. z wyłączeniem takich sytuacji, jak np. trening (wiadomo w wielu sportach jest kontakt cielesny bardzo bliski nawet) czy pomoc niewidomemu.

      • Ja akurat potrafię bez większego zastanowienia wymienić kilka sytuacji, gdy przytulałam kolegę z innego powodu niż powitanie. Chyba rzadziej chodzę z kimś za rękę, ale też się zdarza. Generalnie, koledzy muszą się pogodzić z dotykaniem przeze mnie 🙂 Chociaż raczej nie spędzam mnóstwo czasu w objęciach przypadkowych ludzi. A tych bliższych znajomych mój facet i tak by znał. Hm…

        • tak naprawdę, jeżeli wszystkim zainteresowanym sytuacja odpowiada to nie ma problemu. są ludzie, którzy żyją w trójkątach czy wymieniają się partnerami. jeżeli wszyscy są zadowoleni to jest ok i nikomu nic do tego.

          przytulenie się do bliskiego kolegi, ok w pewnych sytuacjach. ale nie bez powodu, tak jak przytula się partnera. moim zdaniem oczywiście.

          w tej całej sprawie głównie chodzi o to, że mąż żony jest oszukiwany. że ona robi coś na boku. gdyby on wiedział jak sytuacja wygląda i nie miał nic przeciwko, to jest zupełnie inna rozmowa.

          • Tak, w zasadzie najlepsza sytuacja to taka, w której nie ma oszukiwania się.