Kalorie, to takie małe zielone włochate kulki, które mieszkają w szafie i zmniejszają nam ubrania – to jedna z moich ulubionych teorii dietetycznych, która poprawia mi humor podczas najcięższych dni. Włochata kaloria jest słodka – ale wredna. Ta prawdziwa kaloria też jest słodka. I bywa słona. I tłusta. I wredna jest po stokroć, bo potrafi zasiać spustoszenie pod wygodnymi legginsami i ulubioną luźną tuniką. Jak mawiają fizycy – nic w przyrodzie nie ginie. Energia, którą sobie dostarczamy może powinna zostać wykorzystana, bo inaczej skumuluje się w organizmie i zasili tłuszczykiem nasze soczyste udka i pupę jak u Jeniffer Lopez. A tego nie chcemy! Dlatego trzeba poznać „wroga”, by skutecznie z nim walczyć.

DZIENNIKZYWIENIOWY

Co to jest kaloria?

Kaloria to jednostka energii (kiedyś uważana za jednostkę energii cieplnej). Według zasad fizyki jedna kaloria jest energia potrzebna do podgrzania 1g czystej wody o jeden stopień Celsjusza. Koniec teorii. Nie będę się mądrzyć na temat czegoś, o czym nie mam pojęcia.

Jednak wiem jedno. Energia jest dobra. Napędza nas do działa. Zbyt duża ilość energii rozsadza nas od środka (dosłownie!).

Jak zachować umiarkowanie w jedzeniu i piciu?

Według moich doświadczeń drogi do sukcesu dietetycznego są dwie:

  • ograniczenie ilości spożywanych kalorii i
  • aktywność fizyczna.

Czy dzienniczek żywieniowy działa?

Działa. To co teraz przeczytasz, to wiedza tajemna, więc zapamiętaj ją dobrze. Największym naszym problemem jest to, że nie potrafimy wizualnie określić objętości jedzenia, a tym samym nie jesteśmy w stanie – nawet w przybliżeniu – stwierdzić ile kalorii zjedliśmy w danym posiłku. Co więcej, mamy tendencję do zaniżania kaloryczności spożywanych posiłków. To są główne przyczyny przyrostu masy. Tłuszczowej.

Na mnie dzienniczek żywieniowy zadziałał już przy pierwszym spisanym posiłku. Kiedy niegroźną półbagietkę z serem, szynką i masłem podliczyłam sobie na ponad 600kcal myślałam, że stanie mi serce… Wystarczyło 5 takich „byle jakich” posiłków, a na koncie uzbierałabym 3000kcal. A dupa rośnie. Bynajmniej nie z powietrza…

Jak zabrać się do stworzenia dzienniczka żywieniowego?

Bierzesz kartę/zeszyt, bierzesz długopis i jedziesz!

tabelka, dziennik kalorii, dziennik żywieniowy, wypełniony

Mój pomysł na dziennik żywieniowy

Tak wygląda mój dziennik żywieniowy

Oczywiście w realu jest on w wersji papierowej i ma format A5. Gdy go zapiszę do końca, to chętnie poślę go dalej w świat by był inspiracją dla kogoś innego. Jeśli podoba ci się moja forma dziennika proszę, ściągnij dziennik żywieniowy. Żeby nie zapomnieć jak go poprawnie wypełnić ściągnij wzór dziennika żywieniowego.

Jakie elementy powinien zawierać dziennik żywieniowy?

  • podział na posiłki – według zaleceń powinniśmy spożywać 4-5 posiłków dziennie,
  • czas  spożycia posiłków – według zaleceń przerwy między posiłkami nie powinny być dłuższe niż 3-4 godziny,
  • dokładnie spisanie produktów składowych posiłku –  można wyłapać błędy żywieniowe jak np. zbyt mała ilość warzyw w diecie czy zbyt duża ilość produktów mącznych,
  • gramaturę składników posiłku – niezbędny element do policzenia kalorii z całego posiłku,
  • kaloryczność poszczególnych posiłków – w trakcie robienia zapisków może się okazać, że do południa jemy jak wróbelki a 60% dziennej kaloryczności nadrabiamy wieczorem,
  • dzienny bilans kaloryczny – według najnowszych wytycznych dieta redukcyjna dla kobiet nie powinna dostarczać mniej niż 1500kcal dziennie, a dla mężczyzn 1800kcal dziennie.

Dodatkowo możesz w dzienniczku ująć spalone kalorie (ja polegam na Endomondozapraszam na profil), a tym samym zobaczyć ile faktycznie kalorii zostaje w naszym organizmie po całym dniu. Chociaż „zostaje” to złe słowo – przecież spalasz kalorie czytając ten tekst! Ale pamiętaj,  lepiej wygląda w dziennym bilansie1300kcal niż 1600kcal, a jednak zjedzone jest 1600kcal, więc jest zdrowo 🙂

Z takim raportem masz szansę wprowadzić plan naprawczy

Póki pilnuję się i zapisuję wszystko co możliwe. Jestem z tego dumna. Dziś mija 6. dzień spisywania notatek. Od poniedziałku zanotowałam spadek na wadze. Póki co jeszcze się nim nie pochwalę. Zrobię to w przyszłym tygodniu 🙂

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
Dlaczego matka szyje, uczę się szyć
Dlaczego matka szyje
obżarstwo
Dieta odchudzająca
konsultacja dietetyczna
Dla mnie – ode
Zamknij oczy
Wizualizacja celu: s
balwany_na_drodze
Omijaj bałwanów na
fast-food-438659_1280
Jestem na diecie! Id
fireworks-978887_1280
1 stycznia – D
training-998351_1280
Cierpienia matki ćw
Jestem Wyjątkowa!
Każdy bloger to wyj
spacer z bliżniakami
5 powodów, dla któ
  • A do dietetyka mam termin na… 13 kwietnia :/ Wcześniej miałam termin na 27 kwietnia. Nie mniej jednak ciągle poluję na jak najbliższy termin i na pewno dam znać jak było 🙂

  • No to u nas waga (na prawdę nieduża) poszła teraz w ruch. Ważę wszystko co się da (moje dzieci też ważą ;)). Ważę zapisuję gramaturę, a wieczorem w chwili spokoju wchodzę na tabele kalorii i liczę. Jeśli będzie to przynosiło oczekiwane efekty to będę tak robić do uzyskania zdrowej wagi, a później będę musiała zacząć z tego wychodzić, bo przecież szkoda życia na spędzenie go z długopisem w ręku 😉

  • kocia_dama

    Obiecałam sobie, że na wiosnę zacznę się zdrowo odżywiać- i podobna rozpiska jak najbardziej mi się przyda 🙂 Dzięki za pomysł 🙂

  • Suuper pomysł na rozpisanie tego wszystkiego. Ja poszłam po łatwiźnie i kupiłam sobie „przepiśnik fit” z miejscem na przepisy i takim właśnie dziennikiem kalorii. Ja dostarczam trochę mniej kalorii dziennie, bo tak bardzo już nie mogę na siebie patrzeć, że chcę szybciej. Oby mi to nie wyszło wraz z włosami i bladą cerą… Jak coś dostrzegę to się zastosuję do tego 1500 kcal dziennie o którym pisałaś. Ale staram się w zamian jeść meega zdrowo i dużo czasu poświęcam na wczytywanie sie w produkty i bilansowanie diety. Dalej trzymam kciuki. Mój cel to tez – 20 kg. 🙂

    • No to trzymam kciuki, bo cel daleki, ale osiągalny 🙂
      Ja dzisiaj wypatrzyłam sobie książkę „Pyszne do pudełka” i chyba się w nią zaopatrzę, bo ileż można jeść na wychodnym makaron z łososiem?

      • Ja jednak nie jestem w stanie tak nosić za sobą i całkiem odmawiać sobie jedzenia „na mieście”. Ostatnio kilka razy jadłam w Salad Story, bo podają w necie kaloryczność sałatek i w takich sieciach jak Yogh, gdzie można zjeść jogurt mrożony z owocami, albo koktajle różne i od razu ma się podaną kaloryczność. Jakoś wtedy taka mniej uwiązana się czuję tą dietą. 😀

        • A to jak ja jestem na diecie, to mam wewnętrzne lęki przed zjedzeniem czegokolwiek czego kaloryczności nie jestem w stanie określić 😛 Albo co gorsza, jak sobie pozwolę na szaleństwo, to płynę, płynę, płynę…

          • No tak, to może być ryzykowne. 🙂 Ale ja to mam wrażenie, jestem pół życia na diecie i w sumie to mam już kalkulator i wagę w oczach a i smaki wyczuwam niczym Magda Gessler i mogę mieć pewność, czy coś jest zdrowe i fit, czy tylko kolorowo wygląda. 😀

  • Bożena Jędral

    Za trudne dla mnie, zbyt czasochłonne, jednak przydatne, jeśli się sparwdza to super.

    • Dla mnie też za trudne. Nigdy nie liczyłam kalorii, nie umiałam i nie miałam na to ochoty. Ani czasu. Wolę jeść rozsądnie i zdrowo niż liczyć. Ograniczenia są straszne, choć już do mnie dotarły, bo dwa lata temu zaczął zwalniać mi metabolizm. Drań jeden no.

      • Ja nawet jak się pilnowałam z jedzeniem, to jednak nie było efektów. Teraz, gdy liczę, dociera do mnie jak dużo jadłam objętościowo. No i są efekty, więc pomimo tych wszystkich niedogodności związanych z liczeniem widzę, że to jedyny sposób bym osiągnęła sukces.

        • Każdy zna siebie najlepiej i wie co go najlepiej motywuje. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest jeść mniej a często (te słynne 5 posiłków dziennie). Człowiek czuję się dobrze i nie chodzi głodny.

    • Magdalena Kubiak

      Polecam aplikację na telefon 🙂 Ja właśnie z takiej korzystam i sprawdza się idealnie 🙂

  • Katarina

    W życiu nie chciałoby mi się bawić w kaloryczną matematykę!
    Wolę działać niż bazgrolić.
    Dziś np. 45 minut biegałam, a 20 ćwiczyłam na macie- cardio i brzuch. W sumie 60 minut ćwiczeń. I tak kilka razy w tygodniu- 4-5.
    O zajebistym samopoczuciu nie wspomnę….

  • Super post. 🙂 Zawarłaś w nim mnóstwo ciekawych i przydatnych informacji. 🙂 Pozdrawiam!

  • Podchodziłam do liczenia kalorii już kilka razy. Ostatnio znalazłam nawet fajną aplikację, ale po dwóch tygodniach odpuściłam, zaczęłam zapominać o notowaniu, ale za to do spalania się bardziej przyłożył am 🙂 Życzę wytrwałości i sukcesu, bo motywacji chyba Ci nie brak 🙂

  • U mnie problem polega na tym, ze ja nigdy nie wiem ile co ma kalorii, dlatego nie umiem ich policzyć :/

    • Ja opieram się na ulotkach i na stronie tabele-kalorii. Jeśli nie ma konkretnie mojego produktu, to biorę kaloryczność podobnego – np. miałam bułkę ze szpinakiem, a policzyłam jako bułkę grahamkę. Zawsze to nam daje lepszy obraz codziennej kaloryczności niż leczenie na oko.