Samodzielność jest cechą pożądaną u dzieci przez rodziców. Im dzieci będą bardziej samodzielne i zaradne, tym rodzicom będzie łatwiej. Jednocześnie każdy przejaw samodzielności: wchodzenie na szafkę by zdjąć przedmiot znajdujący się wyżej, każde rozlanie płynu podczas nalewania do szklanki, każdy minimalnie nieuważny ruch na chodniku kwitowany jest jednym słowem – „Uważaj!”. Nawet jeśli nic się nie stało, to galopująca wyobraźnia rodzica pozwala nam zapoznać się z konsekwencjami nieuwagi jakimi są połamane ręce, pocięte palce i wypadek samochody. A przecież nasze dzieci wiedzą, że mają uważać. Powtarzamy im to przecież milion razy w ciągu całego roku. Tylko jak przełamać się do nieograniczania dziecka, gdy wokół tyle niebezpieczeństw?

pozwól im na samodzielność

Pozwól dziecku na poznawanie świata

Macierzyństwo było dużo prostsze, gdy na świecie był tylko Pierworodny. Wychodząc na podwórko starałam się nie ograniczać jego chęci poznania. Świat należał do niego, a ciekawość była zaspokajana powoli i z pełnym zaangażowaniem. Nigdzie się nie spieszyliśmy, a żadne z koniecznych do wykonania obowiązków nie były ważniejsze od dobrej zabawy.

Bliźniacy nie mają takiego szczęścia. Gdy odbieram ich ze żłobka, nie możemy pozwolić sobie na wielominutowe przyglądanie się trawie, wykopywanie każdego interesujące małego kamyczka czy ganianie za gołębiami. Przecież Pierworodny nie może na nas czekać do 17… Pomimo tego nauczyłam się nie popędzać ich. Staram się odbierać bliźniaków odpowiednio wcześnie, by móc na spokojnie przejść z nimi przez park, zatrzymać się po kilka razy w celu podniesienia patyka i posłuchania ćwierkania ptaków.

W tym czasie nie patrzę na zegarek. Zauważyłam, że odebranie Pierworodnego o 15.00 czy o 15.15 (większej rozpiętości czasu przy odbiorze nie zakładam) nie robi na nim wrażenia. Tylko ja, w swojej obowiązkowości, spinałam się wewnętrznie by być na czas i robiłam sobie wyrzuty, że przez brak punktualności zaniedbuję własne dziecko. Tylko że Pierworodny nigdy nie robił mi z tego powodu wyrzutów. Mój pośpiech owocował jedynie tym, że w momencie wejścia do przedszkola ja i bliźniaki byliśmy poddenerwowani, a nasz nastrój udzielał się Pierworodnemu. Z tego powodu całe popołudnie upływało nam pod znakiem nerwów i płaczu. A nie o to przecież chodzi.

Nasze dzieci potrzebują spokojnych rodziców i czasu na zaspokojenie swojej ciekawości.

Puść ich, niech idą

Bliźniaki mają już skończone 2 lata. Tym samym weszli w wiek, w którym ich nadrzędną potrzebą jest samodzielność. Chociaż chłopaki jeszcze niewiele mówią, to swoim zachowaniem dają nam dobitnie do zrozumienia, że nie życzą sobie naszej ciągłej atencji i opieki. „Ja sam!” przejęło władzę w ich małych ciałkach.

Dlatego, z duszą na ramieniu i oczami wokół głowy, pozwoliłam im na samodzielne dotarcie z przystanku do przedszkola brata. Gdy tylko weszliśmy na bezpieczny teren osiedla puściłam ich ręce. Brązowooki był w siódmym niebie (on czuje dużo większą potrzebę niezależności) i pewnie szedł przed siebie. Niebieskooki co chwilę przykucał by obejrzeć najmniejsze paproszki leżące na chodniku. Emocje we mnie buzowały – przecież się nie rozdwoję! Jednak nie pozwoliłam sobie na złapanie ich za ręce. Zachęcałam tylko do szybszego spaceru (Niebieskookiego) bądź zatrzymania się (Brązowookiego). Udało się – pierwszy raz od dwóch tygodni doszliśmy do przedszkola bez rozdzierającego serce płaczu Brązowookiego. A ja czułam, że ujęłam sobie z 10 lat życia przez stres.

Tego samego dnia pozwoliłam całej Gwardii na bardzo krótki spacer przy ruchliwej ulicy

#odpowiedzialność #starszybrat #przewodnik

A photo posted by Aleksandra G. (@gulbaska) on

Samodzielność nie musi równać się katastrofie

Wczorajszy dzień uświadomił mi kolejną ważną rzecz – wyobraźnia matki jest źródłem ograniczeń dziecka. Przez nasze wyimaginowane lęki (nie znaczy to, że bezpodstawne) ograniczamy rozwój własnych dzieci. Myślę, że gdybym miała na stałe kogoś do pomocy byłoby mi łatwiej, ale póki muszę sama poradzić sobie z równoważeniem swoich lęków a potrzebami dzieci.

Czuję, że przekroczyłam kolejny wychowawczy kamień milowy.

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
20160219_082339
19.02.2014
Ristorante
Jak zajść w ciąż
sasiad
Odpoczywam, bo bliź
girl-677576_1280
Blondynka jest naga!
www.pixabay.com
Razem czy osobno 
DSC_0825
Dzieci z (nie)urodze
W ogródku
Identycznie ubrani b
  • Pozwoliłam na bycie samej na placu zabaw mojej córce (4,5 roku). Wróciła po pół godzinie do domu z naręczem kwiatów z łąki po drodze. Życie na wsi ułatwia samodzielność.

  • Kontrola najwyższą formą zaufania 🙂

  • kocia_dama

    Zgadzam się, samodzielność to trudna kwestia, ale ważna. Po latach widzę, jak procentuje zaufanie, którym obdarzyła mnie mama. Strach ma wielkie oczy, ale czasem warto spojrzeć na wszystko przez różowe okulary 🙂

  • Pozwalanie na samodzielność to jedna z trudniejszych rzeczy. Na razie mój 10 miesięczniak jeszcze potrzebuje mojej ciągłej opieki, ale ja już widzę, że bym go najchętniej cały czas asekurowała, łapała, a najchętniej zamknęła w kojcu, żeby mu się nic nie stało 😉 Muszę naprawdę mocno walczyć ze sobą 🙂

  • Nasza wyobraźnia w tej kwestii pędzi takim galopem, że aż strach! Przeważnie jest tak jak napisałaś, to my się nakręcamy a tak naprawdę przeciez nie musi i nie dzieje się nic złego 🙂

    • Dokładnie, ja już widziałam jak każdy z nich biegnie w inną stronę a ja nie wiem za którym biec najpierw. Okazało się jednak że całkiem przyzwoicie trzymają się człowieka, co było miłym acz stresującym doznaniem 😀

  • To faktycznie problem i nic nie staje się łatwiejsze z wiekiem. Mam ogromną trudność z samodzielnością 11 łatki, coraz częściej pcha się samodzielnie w ten zły, najeżony niebezpieczeństwami świat 😉

    • Gdy ostatnio czytałam o Uczuciopedii, złych i zbuntowanych nastolatką, to doznałam ochoty zamknięcia chłopaków w złotej klatce 🙁

  • Pozwolenie na taką kontrolowaną samodzielność jest na pewno potrzebne – i dzieciom, i mamom 😉

    • Oj tak! Fajnie by było jakby do pomocy zawsze była druga para oczy, rąk i nóg 😉 ale i tak cieszę się, że spacery z bliźniakami obyły się bez zakupowania smyczy.

  • Ja staram się pozwalać mojej Melushce na bycie samodzielną, chociaż czasami są takie momenty, że mało zawału nie dostanę. A poza tym często czuję na sobie pogardliwy wzrok innych matek, czy tym bardziej babć, mówiący ” co to za matka, co naraża swoje dziecko na krzywdę”. A jeśli chodzi o ten czas na zaspokojenie ciekawości, to różnie z tym bywa. Ja akurat mogę sobie na to pozwolić, bo nie pracuję i mam tylko jedno dziecko, ale niestety wiele osób nie ma takiej możliwości, bo cały czas się gdzieś spieszy
    To przykre, ale niestety tak wygląda obecny świat.

    • Zgadzam się. Patrząc na rozwój naszych dzieci coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nasza decyzja o pozostaniu na urlopie wychowawczym była strzałem w dziesiątkę. I teraz muszę robić wszystko, by nie było konieczności pójścia przeze mnie na etat a jednocześnie żebym dokladała się do budżetu domowego.

  • Też pozwalam sobie na takie akcje. Oczywiście choć dziecko myśli, że jest inaczej, są kontrolowane. A i u mnie wtedy oczy dookoła głowa i maksymalne spięcie.Te kilkanaście minut potrafi człowieka wymęczyć 🙂

    • A później słyszysz „Co ty tak się zmęczona? Byłaś z dziećmi na spacerze 30 minut!”.