Snapchat jest medium, które budzi wiele skrajnych emocji wśród osób, które poruszają się po social mediach. Twórcy „starej daty” nie widzą w nim przyszłości ani sensu. Po co tworzyć coś, co będzie istnieć tylko 24 godziny? Co gorsze, większość z nas pozwala sobie na grzech ignorancji medium, z którego korzysta już ponad 30 milionów użytkowników na całym świecie. Przyznam szczerze, że sama chodziłam wokół Snapchata jak pies wokół jeża. Nie wiedziałam jak go ugryźć, więc nawet go nie instalowałam. Jednak po lekturze „Social Media Start” Tomka Tomczyka, solidnych przemyśleniach na temat tego „gdzie warto być” postanowiłam zaprzyjaźnić się z najpopularniejszym Duchem naszych czasów.

snapchat gulbaskaDla kogo jest Snapchat?

Uważam, że jest to medium, które z powodzeniem może wykorzystać każdy. Nie jest ono zawłaszczone przez żadną grupę wiekową. Fakt, że w największym stopniu korzystają z niego nastolatkowie znaczy tylko tyle, że oni czują tą aplikację. Młodsze pokolenie, jak lubią donosić poważne media, „urodziło się ze smartfonem w dłoni” więc Snapchata mają we krwi. My musimy się go nauczyć. Albo właśnie nie nauczyć – Snapchata musimy poczuć!

Co wrzucać na Snapchata?

Odnalezienie odpowiedni na to pytanie nie jest łatwe, ale jest możliwe. Oznaczenie sobie celu, dla którego powstaje dany kanał daje nam możliwość lepszego i spójnego budowania marki w sieci. Mając plan na rozwój kanału Snapchat nie będzie dla Was (ani obserwatorów) zlepkiem wszystkiego i „śmietniskiem” jak nazwał je Jason Hunt. Wasz kanał będzie miał duszę, motyw przewodni czy jak to chcesz nazwać!

Ja szukałam swojej odpowiedzi przez cały pobyt na Malcie. Nie jestem zwolenniczką powielania identycznych treści we wszystkich swoich kanałach social media. Jeśli wrzucam zdjęcie na Instagrama, to nie czuję potrzeby zasypywać każdym zdjęciem swojego fanpage na Facebooku, ani Google+ (chociaż muszę nad tym muszę pomyśleć). Dlatego nie ruszałam Snapchata z myślą „będę tam, bo kiedyś może mi się przydać”. Do czego ma Ci się przydać kanał, na który nie masz pomysłu? W końcu mała żarówka zrozumienia zapaliła się w mojej głowie! W przypływie myśli objawionej rozpisałam sobie na kartce wszystko, czym będę chciała dzielić się z moimi odbiorcami przez Snapchata. Patrząc na zapisane strony poczułam, że to jest to! Ledwo koła samolotu dotknęły płyty Lotniska Chopina w Warszawie od razu wcieliłam swój plan w życie i zainstalowałam aplikację.

Snapchat pierwsze starcie

Po zainstalowaniu Snapchata, przeklikaniu niewielu dostępnych opcji aplikacji, usiadłam na kanapie i z miną kota srającego na pustyni zakrzyknęłam soczystym „what the fuck?!”. Pierwsze podejście do aplikacji zbiło mnie z tropu. „Nigdy tego nie ogarnę” szumiało mi w uszach przy każdym spojrzeniu na ikonę duszka. Jednak z dnia na dzień, z godziny na godzinę moja pewność siebie zaczęła rosnąć, a snapowanie zaczęło przynosić coraz więcej radości.

Pierwsza ważna wskazówka! Wszystko co ma zostać wrzucone na Snapchata musi być zrobione przez aplikację Snapchat! Zdjęcia/filmy importowane z innych alokacji nie mogą zostać dodane do codziennego My Story.

Na czym polega magia Snapchata?

Korzystając coraz namiętniej z tej aplikacji złapałam się na tym, że przestałam myśleć o blogu. Przestałam obserwować otoczenie, nie spoglądałam na czołówki gazet, nie oglądałam wiadomości, nie czułam potrzeby zaglądania do innych. To do mnie nie podobne! Wtedy zrozumiałam też dlaczego ludziom łatwiej wybić się na Snapie niż np. na blogu.

  • Snapchat jest medium ekspresowym – jedno zdjęcie lub 10 sekund filmu (czasami minuta, jeśli robisz kilka dubli) i masz zrobioną aktualizację kanału. A im więcej aktualizacji tym lepiej. Ludzie lubią Cię podglądać! A na blogu? Jeden wpis dziennie to zbyt duże obciążenie dla czytelników, bo nie każdy ma czas na codzienną lekturę. Kto przeczyta post w 10 sekund?
  • Snapchat jest łatwodostępny – nie oszukujmy się, telefon komórkowy ma przy sobie każdy i praktycznie w każdym momencie dnia może do niego zanjrzeć. Nie ma więc problemu by być ze swoimi fanami na bieżąco w każdej chwili i w każdym miejscu. Kto potrafi przeczytać post podczas jazdy dwóch przystanków tramwajem? A ile osób aktualizuje swoje blogi na komórce (tj. pisze posty, edytuje i obrabia zdjęcia)? Ktokolwiek?
  • Snapchat jest ulotny – co jedni uznają jako zaletę, inni jako wadę. Zaletą 24-godzinnego dostępu do treści jest to, że odbiorcy są zmuszeni do skonsumowania Twoich treść od razu. Nie mogą jej sobie zostawić „na weekend”, „do nadrobienia”. Widzu, oglądasz materiał tu i teraz albo nigdy! Co więcej, zaletą ulotności treści jest to, że gdy palniesz coś głupiego, to za 24 godziny tego nie będzie w sieci. Nie dajcie się jednak zmylić – każdego snapa można ściągnąć na komórkę i smród po wypowiedzianych słowach może się ciągnąć za nami jeszcze długo.

Czy Snapchat ma wady?

Oczywiście. Nie ma medium bez wad.

  • snapy trzeba kręcić w czasie rzeczywistym – na Snapchata wjeżdża wszystko jeszcze pachnące nowością,
  • snapów nie można zaplanować z wyprzedzeniem (patrz punkt wyżej)
  • trzeba głośno mówić, by snap był dobrze słyszalny (patrz tekst niżej)

Moim zdaniem to są jedyne wady tego medium, a ostatni podpunkt uwiera mnie najbardziej. Kiedy byliśmy w ZOO miałam okazję nakręcić cudownego snapa z wylegującymi się foczkami. Chciałam je sfilmować i okrasić cudownym stwierdzeniem, że „gdybym wyłożyła się obok nich nikt nie zauważyłby różnicy”, ale powstrzymałam się bo… wokół było stado ludzi. Nie chciałam robić z siebie debila (w ich oczach, zwłaszcza, że pewnie musiałabym zrobić dubel). Teraz sobie pomyślałam, że mogłam zrobić zdjęcie i z pointą je opisać, ale teraz już tego nie naprawię. Było minęło.

A Wy jakie macie podejście do Snapchata?

Bez krępacji wrzucajcie namiary na siebie – będę śledzić! A może przymierzacie się do otworzenia kanału ale nie wiecie jak go ugryźć? Dajcie znać, może razem coś wymyślimy!

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
grzechy blogera na urlopie
3 grzechy blogera na
blogowe podsumowanie miesiąca kwiecień 2016
Kwiecień 2016 ̵
marzec-2016
Marzec 2016 –
blog roku, 2015, gulbaska
Gulbaska i Gala Twó
luty 2016m podsumowanie, gulbaska
Luty 2016 – po
STYCZEń 2016(1)
Styczeń 2016 –
pierwsze_polrocze
Jak rozkręciłam bl
Jestem Wyjątkowa!
Każdy bloger to wyj
avatar
Nowa twarz Współcz
Na start! ...
  • Nie,nie i nie.Trudno,nie zrobię kariery.Dużo czasu zajmuje mi blog, Insta i FB,w niedzielę zawsze robię detox i czuję się lekko.A jeszcze snap?Wolę ten czas pozostawić rodzinie.Snapy są krótkie,ale myślenie o nich i przeglądanie obciąża zwoje;)

  • Jej 😀 Przedstawicielka wymierającego gatunku 😉

  • Nie dla mnie. Znów obraz na pierwszym miejscu;)

  • Elsa

    Ja nawet nie wiedziała, że coś takiego istnieje 😉

  • kocia_dama

    Ze Snapa nie korzystam, w ogóle jestem poza portalami społecznościowymi i jakoś mi z tym dobrze 😀

  • Ja nie mam, raz kuzynka 12-letnia mi pokazała i nie poczułam tej chemii 🙂

    • Śmiem przypuszczać, ze gdybym zobaczyło to cudo u kogoś to też bym tego nie poczuła. Co więcej pewnie jeszcze długo będę tam działać intuicyjnie 🙂

  • Kurde ja tam mam tylko Fb i nic poza tym 🙂 I tak za dużo czasu pochłaniają mi internety 🙂

    • Fakt, zajmuje to dużo czasu, ale praca na etacie to też 8 godzin wyjętych z życia.

  • Ja swego czasu dość aktywnie korzystałam ze snapa. Później miałam małą awarię telefonu, w związku z czym musiałam przerzucić się na telefon, który nie „uniósł by” snapczata. Awaria trwała kilka miesięcy i sprawiła, że odzwyczaiłam się od snapa. Dziś w ogóle nie brakuje mi tego narzędzia w życiu. Więcej – jest mi bez niego jakoś lżej. Bo poza tym, że wrzucałam snapy, to notorycznie oglądałam te, którymi dzielili się ludzie, których podglądałam. A to raz – zajmuje mnóstwo czasu i dwa – zapycha głowę bardzo zbędnymi informacjami.
    No dobra… trochę brakuje mi Arleny Witt. Jej snapy są bombowe.

  • Ja mam snapa, ale nie lubię z niego korzystać jakoś nie mogę odnaleźć się i gadać do telefonu 🙂

    • Kwestia przyzwyczajenia! 😉 A poza tym – filmiki kręcisz, więc jaka to różnica? 🙂