„Je się po to, aby żyć. Nie zaś po to się żyje, aby jeść” – czyżby Moliere miał rację? Co do zasady tak, ale warto wprowadzać wyjątki od reguły. Taką wyjątkową dla mnie sytuacją, w której warto skupić się na jedzeniu są podróże poza granice naszego państwa. Uważam, że poznanie nowego kraju od kuchni, jest kolejnym elementem, który pozwoli nam na lepsze poznanie kultury i codziennego życia mieszkańców danego kraju. Z tego powodu nie boję się próbować rzeczy, których nigdy wcześniej nie jadłam i możliwe, że nie miałabym okazji spróbować gdybym nie zechciała eksperymentować. W takim razie, co jedliśmy na Malcie?

Malta, potrawy warte spróbowania

Jakie jedzenie oferował hotel?

Jedzenie hotelowe było w 100% dostosowane pod turystę brytyjskiego. Tym samym na śniadanie – przez 7 dni w tygodniu – mieliśmy do wyboru:

  • pieczywo tostowe (trzy rodzaje) tak delikatne, że bez użycia opiekacza rozpadało się w dłoni,
  • masło, dżem, miód, keczup, kwaśny majonez i kwaśną musztardę (w jednorazowych pojemnikach),
  • cztery rodzaje płatków śniadaniowych (kukurydziane, czekoladowe, z otrębami i musli)
  • owoce z puszki (w całości lub w kostkach),
  • jedynym dostępnym warzywem były podawane na ciepło pomidory,
  • fasolkę po bretońsku (bez kiełbasy),
  • jajka (na twardo i sadzone)
  • tłuste kiełbaski i boczek,
  • trzy rodzaje tłustej szynki i dwa rodzaje żółtego sera,
  • przesłodzone do granic możliwości napoje, kawa z automatu i herbata.

Przyznam szczerze, że po czterech dniach takiej monotonii miałam serdecznie dość i cieszyłam się, że nie zdecydowaliśmy się na wykupienie obiadów w hotelu. Nie dość, że menu obiadowe mogłoby okazać się równie monotonne jak śniadania, to jeszcze bylibyśmy związani godzinami podawania posiłków, a tego nie chcieliśmy. Przecież pojechaliśmy tam by zwiedzać! Co więcej, w końcowym rozrachunku okazało się, że na jedzenie na mieście wydaliśmy mniej niż mielibyśmy dopłacać do posiłków w hotelu.

śniadanie hotelowe

Śniadanie hotelowe

Będąc na Malcie zjedz fast fooda

Przyznam szczerze, że planowałam wstrzymać się od jedzenia fast foodów na wyjeździe. Przecież w Polsce też mamy dostęp do potraw przygotowywanych na głębokim tłuszczu. Po wielu dyskusjach i przystawieniu nas do ściany przez głód zdecydowaliśmy się na spróbowanie trzech fast foodów.

Fish and chips. Po raz kolejny ukłon w stronę Brytyjczyków. Według przewodnika najlepsze Fish and chips na Malcie dostaniemy w restauracji Bordo’s w Birżebudze – nam nie było dane tego sprawdzić, bo knajpka była zamknięta. Pierwsze podejście do specjału zrobiliśmy w restauracji przy Blue Grotto. Cóż mogę powiedzieć… słabe to było.

fish and chips

Fish and chips

Drugie podejście do fish and chips zrobiliśmy w St. Paul. Okazało się, że niedaleko naszego hotelu jest mała knajpka na rogu, w której zjedliśmy znakomite owoce morza robione na głębokim tłuszczu.

fish and chips i don simon

Podczas pobytu skusiliśmy się oczywiście na kebab z jagnięciny. Muszę przyznać, że bardzo mi to smakowało. Do dania był dodawany kuskus i dwie sałatki.

danie kebab

Malta to wyspa, więc zjesz na niej maltańskie ryby

Ta „prawda” jest powtarzana jak mantra przez turystów i jak stwierdził nasz ulubiony menager restauracji, w której mieliśmy przyjemność zjeść dwa razy, „Lokalnych ryb to ty tutaj nie znajdziesz. Chyba że na farmie tuńczyków”. Tak czy siak udało nam się skosztować tuńczyka, cernę i rybę miecza.

tunczyk

Tuńczyk

ryba miecz

Ryba miecz

cerna

Cerna

Maltański królik – potrawa regionalna

Skoro mądre głowy, piszące przewodnik, postanowiły polecić turystom zjedzenie aromatycznego dania z królika podawanego w lokalnych przyprawach, to nie było opcji abyśmy odmówili sobie spróbowania tego specjału. Mieliśmy na tyle szczęścia, że restauracja naszego ulubionego menagera Tal Pjazza w St. Paul była jedyną w okolicy restauracją (sprawdziliśmy!), która podawała królika w kawałkach, a nie w formie potrawki. O ile mnie pamięć nie myli jedna porcja posiłku (6 kawałków królika, ziemniaki, warzywa) kosztowała 15-17 euro i uważam, że warto było zapłacić te pieniądze!

Danie okazało się przepyszne, a sos był tak aromatyczny, że gdyby kultura nam na to pozwoliła to wylizalibyśmy talerze. Jak widać na zdjęciu do królika szef kuchni na pewno dodawał czosnek, liść laurowy i pieprz. W sosie czuło się wyraźną cytrynową nutę, więc zastanawiamy się czy to była kwestia dodania dużej ilości soku z cytryny czy użycia tymianku cytrynowego. A może to była trawa cytrynowa? Nie ważne co było w środku, ważne, że było przepyszne!

I nie chcę wiedzieć których części królika próbowałam… Gdy po dłuższym zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że Ojcu Polakowi trafiła się głowa (z niespodzianką!) zaprzestaliśmy dociekań.

królik

Najlepsze owoce morza

Przyznam szczerze, że owoce morza są potrawą, do której trzeba dorosnąć. Co więcej, nie można się do niej zrażać za pierwszym razem, gdy zjemy niesmaczne danie z dna morza. My już się nauczyliśmy, że owoce morza trzeba umieć przygotować. A kucharze z Ocean Basket w miejscowości Qawra na Malcie potrafią to zrobić pierwszorzędnie!

Kolacja, w której królowały krewetki, była naszą ostatnią kolacją na Malcie i pozostawiła nam przepyszne wspomnienia. Ojciec Polak, już od samego przylotu, miał namiar na spróbowanie ośmiorniczek, więc pozwoliliśmy sobie na przystawkę z podsmażanych macek. Okazało się, że mięso nie jest tak glutowate jak wcześniej sądziłam. mięso ośmiorniczki było zbite i miękkie, przyssawki wydawały się pod językiem wręcz szorstkie, a mimo to  przyklejały się do patelni gdy mocniej się je nacisnęło. Pomimo tego nie poczuliśmy wielkiej miłości do tej przystawki.

ośmiorniczki owoce morza

Za to nasze uczucia rozpaliła przyniesiona nam paleta owoców morza. Mule w przepysznym maślano-śmietanowym sosie, kalmary grillowane i smażone na głębokim tłuszczu (grillowane są o niebo smaczniejsze) i grillowane krewetki. Do tego garść frytek i ukryta pod krewetkami kasza. W pierwszym momencie zaniemówiliśmy na ten widok – przecież to ogromna porcja! Nie zjemy tego! „Spokojnie” powiedziała z uśmiechem kelnerka. I miała rację. Wciągnęliśmy całą paletę smakołyków delektując się każdym kęsem.

Teraz już wiemy jakiego smaku szukać w polskich restauracjach jak już będzie nas stać na takie rarytasy. Polecam! Polecam! Polecam!

paleta owoce morza

Maltańskie smakołyki

Będąc we Włoszech zakochałam się w południowych lodach, które nie są nakładane na mikro kulki jak w Polsce, tylko są serwowane całymi szpatułkami na ogromne wafle. Jak dla mnie, jedna porcja tamtejszych lodów to dwie porcje polskie. Na Malcie było identycznie! Poniżej prezentuję dwie szpatułki lodów za 3 euro. Smaków lodów jest od koloru do wyboru, więc nawet najwybredniejsza osoba znajdzie coś dla siebie.

lody

Raz skusiliśmy się na zamówienie deseru w restauracji. Nie pamiętam już nazw tych pyszności, ale wiem, że mój deser był przygotowany na bazie serku ricotta i nie był zbyt słodki. Jako ciekawostkę napiszę Wam, że na Malcie istnieje taki smak jak banoffie – połączenie smaku bananów z toffie (dotyczy deserów i lodów). Jedyny w swoim rodzaju i pyszny.

deseryCo pijemy?

Już pierwszego dnia zakochałam się w Kinnie. Jest to lokalny słodko-gorzki napój pomarańczowy z dodatkiem aromatycznych ziół. Jest to napój gazowany i swoją goryczką przypomina mi trochę Schweppsa Bitterlemon. Ojcu Polakowi ten smak w ogóle nie podszedł, a ja mogłabym się nim zapijać cały czas gdyby nie zawierał w sobie… 25g cukru na 250ml napoju! Morderstwo dla układu trawiennego…

kinnie

I na koniec coś dla dorosłych – piwo Farsons Shandy. Niskoprocentowy napój z dodatkiem soku, który wchodzi jak oranżada w upalne dni. Doskonale chłodzi i gasi pragnienie. Lokalny browar Cisk przypominał mi w smaku nasze polskie Tyskie.

piwo cisk

Smacznego!

Autor Gulbaska

Podobne wpisy

Wybrane na podstawie tagów
parentingowiec na malcie
Maltańskie wychowan
10 faktów o Malcie, które przemilczają wszystkie przewodniki
10 faktów o Malcie,
Jak wykorzystać tydzień wakacji na Malcie i Gozo
Jak wykorzystać tyd
Ogród Krasińskich w Warszawie
Warszawa w jeden dzi
  • Uwielbiam kosztować kuchni w różnych miejscach. Moje pierwsze pytanie jak dojeżdżamy gdzieś „to co idziemy coś zjeść?” Bardzo lubię odgadywać co znajduję się w potrawie i jakich przypraw użyto, często nawet pytam co dokładnie było w tym daniu.

  • Ja w ogóle mam świra na punkcie jedzenia w nowych miejscach, ale trudno jest mi w tym temacie dogodzić 😛 Chyba nic by mi nie siadło z wymienionych przez Ciebie dań 😀

  • Ola to paskudne śniadanie hotelowe to śniadanie brytyjskie, albo wyspiarskie 😉 😛 Serwują je w hotelach na wyspach, ale często i w domach tak się je 😉 np na Cyprze.

    • Daj spokój! Jak tak można jeść na co dzień? Przecież gdyby mój poranny talerz tak wyglądał to byłabym szersza niż wyższa…

      • To teraz przypomnij sobie stereotypową Brytyjkę….

        • Weź mi nie przypominaj… Mieliśmy taką jedną na wyprawie na Gozo. Wyższa ode mnie o głowę, wszystko zewsząd się wylewa a cellulit miała tak zaawansowany, że prześwitywał przez spodnie… Jak na nią patrzyłam to zastanawiałam się skąd biorą się moje kompleksy?

  • kocia_dama

    Uwielbiam kuchnie świata i z chęcią skosztowałabym i tej na Malcie 🙂 Może będę miała kiedyś okazję 🙂
    Banany z toffi? Mój absolutny faworyt! Mniam 🙂

  • Ja mam takie wspomnienia z hotelu w Hiszpanii, że napoje były potwornie słodkie, pić się nie dało!

    • Może południowcy tak mają? Pamiętam, że na Teneryfie (a to jednak Hiszpania) też musieliśmy rozwadniać soki, bo było ciężko to przełknąć.